Nieustającym problemem jest brak dobrej i jednoznacznej definicji budowli stworzonej dla potrzeb podatkowych, a także – niestety – brak długoterminowej strategii państwa dot. inwestycji w energię wiatrową. Rezultatem tego są ciągłe zmiany z opodatkowaniu wiatraków. Wszystko przez to, że nie było wiadomo, czy wiatrak jest budowlą w całości, czy może podatek powinien być płacony tylko od części budowlanej. Przez pewien okres podatek płaciło się tylko od części wiatraka. Przez ostatnie dwa lata, zgodnie z obowiązującymi od początku 2017 r. zmianami w prawie budowlanym, danina miała być pobierana od całości. Sądy nie były jednak tego takie pewne. Pojawiały się wyroki, które pozwalały opodatkowywać jedynie część budowlaną wiatraka. Sądy podkreślały, że przepisy budowlane nie powinny mieć wpływu na kwestie podatkowe. Ich zdaniem, daniny powinny być określane tylko w przepisach podatkowych. I słusznie.

 

 


 

Teraz ustawą o odnawialnych źródłach energii znów zmienia się zasady opodatkowania wiatraków. Można powiedzieć, że mamy już trzeci poziom abstrakcji. Ustawa o OZE zmienia definicję budowli w prawie budowlanym, a ona z kolei ma mieć wpływ na przepisy dotyczące podatku od nieruchomości. Nie da się ukryć, że zmiana jest korzystna dla podatników. Przywraca się to, co już było. Podatek znów będzie trzeba płacić tylko od części budowlanej wiatraka, a nie od całości. Przepisy wprowadza się jednak z datą wsteczną. Nowe zasady należy stosować od stycznia 2018 r. Na pierwszy rzut oka rzucają się tu od razu dwa problemy. Po pierwsze – co z rokiem 2017 r.? Przecież już wtedy trzeba było płacić podatek od całego wiatraka. Skoro teraz uznano, że było to złe, dlaczego poprawia się tylko 2018 rok, a ten poprzedni zostawia? Delikatnie rzecz ujmując, wychodzi tu na jaw całkowity brak spójności. Drugi problem jest jednak znacznie poważniejszy. Ustawodawca, wprowadzając przepisy z datą wsteczną, zapomniał przede wszystkim od gminach. A to one – przypomnijmy – korzystają z podatku od nieruchomości. Pieniądze pochodzące z tej daniny są w całości ich dochodem. W wielu gminach to ok. 30-40 proc. całego budżetu. Rok temu, gdy gminy planowały swoje budżety na 2018 r., nie mogły takiego źródła pominąć. Teraz jednak niemal po ośmiu miesiącach wiele z nich będzie musiało podatek oddać.  Dla podatników to oczywiście dobrze, odzyskają nienależną daninę. Ale skąd pieniądze wezmą gminy?

 

Zaplanowanych wydatków nie da się przecież odroczyć. Gminy mają swoje zadania, które muszą realizować i wcale nie chodzi tu o jakieś wielkie inwestycje. To często podstawowe kwestie związane chociażby z bezpieczeństwem, drogami, szkołami itd. Kłania się podstawowa kwestia w finansach publicznych – zasada adekwatności. Szkoda, że ustawodawca o tym zapomniał.

Zobacz również: Gminy wystawione do wiatru idą do Trybunału >>

Zmiany w opodatkowaniu wiatraków >>