Ujawnienie listy nazwisk kilkudziesięciu nauczycieli z ich dokładnymi zarobkami "wydaje nam się niezgodne z przepisami" - powiedział minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski, komentując opublikowanie przez "Wspólnotę Parczewską" nazwisk nauczycieli i ich zarobków.

Niskie dodatki motywacyjne nauczycieli zarzewiem sporów>>

 

Jawność wynagrodzeń w budżetówce

Według Marka Pleśniara, dyrektora biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty ujawnienie wynagrodzeń nauczycieli w przypisaniu do konkretnego pedagoga budzi negatywne emocje. - Zostaliśmy tu - można powiedzieć - wyróżnieni jako grupa zawodowa. Wiele osób oburza też mizerna wysokość tych kwot. OA objęcie tą informacją dodatków motywacyjnych odbiera dyrektorowi pewną autonomię w zakresie kształtowania ich wysokości i potrafi zepsuć atmosferę w zespole - ocenia Pleśniar.

Zdaniem ministra edukacji dopuszczalne byłoby opublikowanie widełek, a nie wynagrodzeń poszczególnych nauczycieli. Jednak Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie był innego zdania, uznając, że zarobki pedagogów mogą zostać ujawnione w trybie dostępu do informacji publicznej.
- Równie dobrze możemy teraz zapytać każdego z sędziów tego sądu, który wydał orzeczenie, ile on zarabia i poprosić, by z imieniem i nazwiskiem podał wykaz swoich zarobków – dodał minister edukacji, komentując wyrok. Jako że sytuacja jest analogiczna, prawdopodobnie taką informację by uzyskał.

 


Nie tylko w Parczewie

Zresztą nawet w stosunku do nauczycieli nie jest to odosobniony przypadek - podobnego zdania był Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku, który uznał, że nauczyciel pełni funkcję publiczną. Orzekł też, że ujawnienie ile zarabiają konkretni nauczyciele zatrudnieni w szkole z imienia i nazwiska, z podziałem na przedmiot nauczania, staż pracy i wymiar godzin pracy, nie narusza RODO.

WSA w Gdańsku (II SAB/Gd 124/19) wydał podobne rozstrzygnięcie również w odniesieniu do pracowników urzędu - stwierdził, że dane o wynagrodzeniu poszczególnych pracowników organu, którzy pełnią funkcje publiczne, stanowią informację publiczną. Spór toczył się natomiast o to, kto w urzędzie taką funkcję pełni – według sądu na gruncie ustawy o dostępie do informacji publicznej rozumienie tego pojęcia jest bardzo szerokie. Obejmuje ono wszystkie osoby, które wykonują powierzone im przez instytucje państwowe lub samorządowe zadania i przez to uzyskują znaczny wpływ na treść decyzji o charakterze ogólnospołecznym (czyli np. kierownicy referatów).

Czytaj: WSA: Trzeba ujawnić zarobki pracownika pełniącego funkcję publiczną>>

 

Nauczyciel nie jest wyjątkiem, a RODO nic nie zmienia

- Nie widzę tu jakiejś specjalnej zmiany tendencji orzeczniczej sądów, nie jest też działaniem wymierzonym w nauczycieli, bo dotyczy wielu grup zawodowych zatrudnionych w sektorze publicznym – mówi Prawo.pl dr Marlena Sakowska-Baryła, radca prawny, partner w Sakowska-Baryła, Czaplińska Kancelarii Radców Prawnych Sp.p. - Takie wyroki zapadały na długo przed wejściem w życie RODO i ono w tej kwestii nic nie zmieniło. Informacja o wynagrodzeniu uznawana jest za dobro osobiste pracownika, ale w przypadku osób pełniących funkcje publiczne, a taką niewątpliwie jest również nauczyciel, przeważa przesłanka jawności życia publicznego. To kwestia ważenia dóbr - pogodzenia ochrony dóbr osobistych pracownika z dostępem do informacji publicznej – tłumaczy. Dodaje, że art. 61 Konstytucji obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne i ten zapis jest interpretowany w sądach szeroko, a takich wyroków jest wiele. Uznaje się np. że prawem do informacji publicznej objęte są dane o tym, na jakim szkoleniu był urzędnik, albo ile urlopu mu zostało, więc tym bardziej - zdaniem dr Sakowskiej-Baryły - będą to dane o wynagrodzeniu.

 


Podobnego zdania jest dr Liwiusz Laska, adwokat specjalizujący się w prawie pracy. - W Polsce wysokość wynagrodzenia poszczególnych pracowników jest tajemnicą, a jej naruszenie stanowi  naruszenie dóbr osobistych pracownika.  Tak uznał Sąd Najwyższy w 1993 r.  Ale transparentność działania sfery publicznej może być uznawana za dobro wyższe. Zresztą osobiście nie zgadzam się z Sądem Najwyższym i nie widzę problemu z ujawnianiem wysokości wynagrodzeń nauczycieli, sędziów, urzędników - należy jednak zadbać o to, by takie informacje były podawane rzetelnie. Tak, żeby wiadomo było, co wchodzi w skład wynagrodzenia - że nie są to jakieś uznaniowe kwestie, tylko np. liczba przepracowanych nadgodzin, dodatki funkcyjne. Dodatkowo nie można prezentować pensji wybiórczo, czy to w ujęciu czasowym czy też przedmiotowym i podmiotowym – tłumaczy.

 

Brak katalogu osób pełniących funkcje publiczne

Nie zgadza się z tym natomiast dr Grzegorz Sibiga, adwokat specjalizujący się w prawie administracyjnym i ochronie danych osobowych. - W tej sprawie pojawiają się dwa pytania - czy nauczyciel jest osobą pełniącą funkcję publiczną w rozumieniu przepisów o dostępie do informacji publicznej oraz o to, czy do ujawniania informacji o jego wynagrodzeniu stosuje się przepisy RODO – mówi adwokat. -  Jeśli chodzi o pierwszą kwestię, to w orzecznictwie widać rozbieżności co do rozumienia pojęcia funkcja publiczna w stosunku do różnych grup pracowników. Ostatnio sądy uznają, że nauczyciel pełni funkcję publiczną i dlatego jego wynagrodzenie podlega ujawnieniu na podstawie przepisów o dostępie do informacji publicznej. Jestem zasadniczo zwolennikiem jawności życia publicznego, ale tutaj akurat mam odmienne zdanie – mówi. I dodaje, że w przypadku nauczycieli nieistotne jest to, że korzystają oni z ochrony przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych, ponieważ z przepisów o dostępie do informacji publicznej wynika potrzeba tworzenia autonomicznego rozumienia funkcji publicznej.
- Kluczowe dla mnie pozostaje, że nauczyciel nie bierze udziału w wykonywaniu władzy publicznej, ani nie ma istotnego wpływu na dysponowanie środkami publicznymi
– podkreśla dr Sibiga.

Dr Marlena Sakowska-Baryła to właśnie w stworzeniu precyzyjnej definicji osoby pełniącej funkcję publiczną widzi pole do popisu dla ustawodawcy. -W takich kwestiach dyrektorzy szkół, proszeni o dostęp do informacji, pozostawieni są sami sobie, a trudno wymagać, by samodzielnie analizowali linie orzecznicze NSA. Nie ma natomiast wątpliwości, że nauczyciel pełni funkcje publiczną, bo w swojej pracy sprawuje władztwo publiczne. Zastanawiałabym się może nad tym, czy tak samo należy traktować np. woźną, ale w przypadku nauczyciela nie mam wątpliwości, że takie władztwo sprawuje - mówi.

Z podobnego założenia wychodzi Zbigniew Żuk, Inspektor Ochrony Danych Osobowych współpracujący z Kancelarią Adwokacką Wachowski. - Zadania publiczne w zakresie edukacji i wychowania realizują organy samorządowe poprzez publiczne i prywatne placówki oświatowe – mówi Prawo.pl.  - Kontroli społecznej, oprócz wydatkowania środków publicznych powinny podlegać wszystkie aspekty związane z działalnością dydaktyczno – wychowawczą, takie jak liczba, wykształcenie, przygotowanie fachowe kadry dydaktycznej, jej ocena, wyniki ewentualnych postępowań dyscyplinarnych, sposób, w jaki postępują z wychowankami. Należy jednak odróżnić nauczanie i wychowanie, od sfery wiążącej nauczyciela, jako pracownika, z jego pracodawcą. Nie ma bezpośredniego, adekwatnego związku między kwotą przelewu, jaki otrzymuje co miesiąc nauczyciel, a nauczaniem dzieci – mówi Zbigniew Żuk.

 

Na skargę do UODO

Dr Grzegorz Sibiga twierdzi, że RODO stosuje się do udostępniania danych osobowych nauczycieli, chociaż akurat w przypadku dostępu do informacji publicznej odsyła ono do przepisów krajowych, które mają wyważyć prawo do informacji oraz prawo do ochrony danych osobowych. - Jednak nauczyciel może korzystać ze środków ochrony swojego prawa przewidzianych w RODO, np. złożyć sprzeciw wobec ujawniania jego danych osobowych, a następnie skargę do Prezesa UODO. Nie można bowiem pozbawiać osoby, której dane dotyczą uprawnień pozwalających jej wszcząć postępowanie w celu ochrony jej prawa - mówi dr Sibiga.

 

Kwestia ujawnienia danych o wynagrodzeniach nauczycieli może też zastanawiać w kontekście celu takiego działania - pedagog nie ma bowiem większego wpływu na kształtowanie swojego wynagrodzenia, a wysokość pensji określa rozporządzenie. - W przypadku urzędników dostęp do informacji o wynagrodzeniach ma głęboki sens, pozwala opinii publicznej zweryfikować, ile zarabiają osoby zatrudnione na tych samych stanowiskach w poszczególnych resortach. Pomaga też w sprawdzeniu, czy istnieją różnice pomiędzy zarobkami kobiet i mężczyzn, a co za tym idzie w zniwelowaniu nierówności. Może też stanowić swoisty barometr atrakcyjności danego zawodu czy stanowiska - mówi dr Liwiusz Laska. - W przypadku nauczycieli - mimo że ich wynagrodzenia określone są w rozporządzeniu - istnieje pewne pole do jego modulowania i  nietransparentnego różnicowania , choćby w kwestii dodatków motywacyjnych - dodaje.