Dzień Chorego w firmie mogłaby go obchodzić połowa pracowników
Co dziesiąty pracujący Polak deklaruje, że nie wykonuje żadnych badań profilaktycznych, a ⅓ wykonuje je nieregularnie – wynika z danych LongLife. Tymczasem WHO szacuje, że zapadalność na choroby przewlekłe można by zmniejszyć o kilkadziesiąt procent, gdyby tylko lepiej eliminować czynniki ryzyka i wykrywać nieprawidłowości odpowiednio wcześnie. Apeluje by włączyć do współpracy wiele różnych sektorów.

11 lutego obchodzony jest Światowy Dzień Chorego. Dane LongLife, firmy specjalizującej się w profilaktyce w miejscu pracy, pokazują, że prawie połowa pracujących Polaków deklaruje średni lub zły stan zdrowia. Jednocześnie tylko nieco ponad 50 proc. wykonuje regularne badania profilaktyczne.
Czytaj również: Sąd: Brak weryfikacji wyniku badania alkotesterem obciążał pracownika>>
Z profilaktyką na bakier
Choć z roku na rok coraz większa liczba Polaków deklaruje wykonywanie badań profilaktycznych, dotyczy to głównie najbardziej podstawowych badań jak morfologia krwi czy ogólne badanie moczu. Nie są one w stanie wykryć wszystkich chorób, a badania uzupełniające – jak USG jamy brzusznej czy tarczycy – są wykonywane o wiele rzadziej.
Tymczasem już ⅕ Polaków zmaga się z chorobami tarczycy. Szacuje się, że nawet u 50–70 proc. dorosłych można wykryć zmiany ogniskowe lub guzkowe, głównie u osób starszych i kobiet. Są one możliwe do wykrycia tylko poprzez USG, które – według danych LongLife – wykonuje niecała ⅕ pracowników deklarujących regularne badania profilaktyczne.
Podobnie sytuacja wygląda w przypadku chorób jamy brzusznej. NAFLD, czyli niealkoholowa stłuszczeniowa choroba wątroby, dotyka aż 20–25 proc. dorosłych Polaków. To jedno z najczęstszych schorzeń wątroby w populacji, które w wielu przypadkach przebiega bezobjawowo aż do zaawansowanego stadium. USG jamy brzusznej pozwala uwidocznić stopień stłuszczenia wątroby, co jest kluczowe dla wczesnego rozpoznania i przeciwdziałania poważnym powikłaniom (np. marskości wątroby), jednak jak wynika z raportu LongLife, regularnie wykonywane jest tylko przez 24 proc. pracowników deklarujących regularne badania profilaktyczne.
– Niepokojąca jest dysproporcja między badaniami podstawowymi, czyli morfologią czy ogólnym badaniem moczu a diagnostyką obrazową. Musimy głośno mówić o tym, że to tylko wycinek prawdy o zdrowiu. Prawidłowy wynik krwi daje często fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Podczas prowadzenia badań USG regularnie widuję pacjentów ze świetnymi wynikami laboratoryjnymi, u których w badaniu obrazowym znajdujemy stłuszczenie wątroby – pierwszy sygnał problemów metabolicznych – czy zmiany w tarczycy. Profilaktyka to nie tylko „odfajkowanie” morfologii raz w roku. Tylko połączenie biochemii z obrazowaniem daje nam realną szansę na wyprzedzenie choroby, a nie tylko jej leczenie – tłumaczy Piotr Leszczyński, dyrektor medyczny w LongLife.
Kto traci na braku profilaktyki?
Choć oczywistym jest, że na braku odpowiedniej profilaktyki najbardziej tracą sami pacjenci, nie są oni jedyną grupą, która odczuje skutki choroby. Wpływa ona na całe środowisko – rodzinę, pracę, jak również system opieki zdrowotnej. Zachowanie zdrowia leży więc nie tylko w interesie chorego, ale również pracodawcy, placówek zdrowia czy władz centralnych i lokalnych. Aktualny brak szerokiego dostępu do badań obrazowych sprawia, że choroby są wykrywane dopiero w zaawansowanym stadium, co wiąże się z większym obciążeniem systemu i gorszymi rokowaniami.
Jak podkreśla WHO, w obniżeniu szkodliwego wpływu chorób przewlekłych na społeczeństwo kluczowe jest kompleksowe podejście, obejmujące współpracę wielu sektorów, nie tylko medycznego, ale też edukacyjnego, transportowego, rolniczego itp.
Jedną z dodatkowych metod zwiększania częstotliwości profilaktyki są badania w miejscu pracy. Pełnią one rolę uzupełnienia dla podstawowej opieki zdrowotnej i stosowanych dotąd w firmach pakietów prywatnej opieki medycznej, które niewystarczająco odpowiadają na potrzeby systemowych badań.
– To, że niemal połowa pracowników ocenia swój stan zdrowia jako średni lub zły, powinno być dla pracodawców wyraźnym sygnałem ostrzegawczym. Taka ocena często oznacza przewlekłe zmęczenie, nieleczone problemy zdrowotne i narastające ryzyka, które wcześniej czy później przełożą się na absencje. W praktyce oznacza to, że firmy funkcjonują dziś na zdrowotnym „kredycie”, którego koszt ujawni się z opóźnieniem. Ignorowanie tych sygnałów to nie oszczędność, lecz odsuwanie w czasie realnych problemów kadrowych i organizacyjnych. Dlatego zdrowie pracowników powinno być traktowane nie jako benefit, ale jako obszar strategicznego zarządzania – tłumaczy Paulina Werczyńska, członkini zarządu w LongLife.






