Prezydent Andrzej Duda, we wtorek napisał na Twitterze: „Obciążenie wszystkich smartfonów opłatą (podatkiem) na rzecz ZAiKS (prawa autorskie twórców i artystów), byłoby moim zdaniem niesprawiedliwe i konstytucyjnie wadliwe. To, że masz smartfona jeszcze nie oznacza, że korzystasz z utworów.” Tyle że nad taką opłatą od ponad dwóch lat pracuje ministerstwo kultury. Piotr Gliński, wicepremier i minister kultury i dziedzictwa narodowego zapowiedział niedawno, że wkrótce ta kwestia zostanie uregulowana.

O wprowadzenie opłaty od nowych nośników walczą artyści. Przeciwni są producenci nośników elektronicznych, ale także Krzysztof Bosak, kandydat na prezydenta Konfederacji, który nazywa ją dodatkowym podatkiem. O co idzie spór?

 


Budzący emocje projekt resortu kultury

Ministerstwo kultury przyspiesza prace nad projektem ustawy o statusie artysty, który przewiduje m.in.: zmiany w opłacie reprograficznej pobieranej od producentów i importerów urządzeń umożliwiających skopiowanie utworu. Kategorię urządzeń określa rozporządzenie z 2003 roku, ostatni raz nowelizowane w 2008 roku. Zgodnie z nim opłatę ponoszą producenci, m.in., magnetofonów, nagrywarek, odtwarzaczy CD/DVD, kserokopiarek, skanerów kaset magnetofonowych, wideo, płyt CD, DVD. Jej wysokość wynosi od 1,5 do 3 proc. wartości urządzania, które może posłużyć do kopiowania treści autorskich. Projekt ustawy zakłada, że zostanie ona rozszerzona na komputery, tablety, telefony, telewizory z funkcją „smart-TV” i inne urządzenia elektroniczne umożliwiających korzystanie z utworów lub przedmiotów praw pokrewnych. To ostatnie sformułowanie może oznaczać, że mogą nią zostać objęte również słuchawki. Jej wysokość ma określać minister kultury.

Piotr Gliński zapewnia, że nie będzie to 6 proc. wartości urządzenia, tylko znacznie mniej.  - Opłata reprograficzna nazywana też opłatą od czystych nośników, to sprawiedliwe i obecne w większości krajów Europy narzędzie wsparcia twórczości. Nie jest nowym rozwiązaniem – w niektórych krajach, na przykład w Niemczech, funkcjonuje od lat 60., a Polsce obowiązuje od 1994 roku. Lista urządzeń objętych opłatą reprograficzną nie była zmieniana od wielu lat i nie jest aktualna. Brakuje na niej nowoczesnych urządzeń mobilnych. Polska jest jednym z ostatnich krajów, które nie pobierają od nich opłaty – mówi Anna Klimczak, rzecznik ZAiKS.

Organizacje zbiorowego zarządzania – SFP, ZASP, STOART, SAWP, ZPAV, Kopipol, Repropol, Copyright Polska i ZAiKS – od 2012 roku zwracają uwagę na ten problem i apelują do kolejnych ministrów kultury o urealnienie opłaty. – Piotr Gliński jest pierwszym od wielu lat ministrem kultury, który publicznie zapowiedział, że kwestia opłat zostanie niebawem uregulowana, co pozwoli nam dołączyć do pozostałych państw Unii. Opłata jest formą rekompensaty dla autorów za dalsze nieodpłatne powielanie ich twórczości na użytek własny. Jej niezaktualizowanie skutkuje osłabieniem naszej kultury i środowiska kreatywnego - podkreśla Anna Klimczak.

Przychody polskich twórców z tytułu opłaty reprograficznej wynoszą niecały milion euro i są kilka lub nawet kilkadziesiąt razy niższe niż przychody twórców w UE.  Dla porównania na Węgrzech sięgają 10,7 mln euro, a we Francji – 97,7 mln euro. Inaczej na sprawę patrzy Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska, zrzeszającego największe firmy z branży RTV i IT działające w Polsce.

 


Konsumenci zapłacą podwójnie

- Po pierwsze nie tylko Polska nie wprowadziła opłaty od urządzeń mobilnych. Nie ma jej też, np. na Łotwie i Finlandii, a w wielu państwach, gdzie ona funkcjonuje, występują ogromne rozbieżności. W całej UE trwa dyskusja o reformie tego systemu – mówi prezes Kanownik. – Opłaty mają bowiem rekompensować straty artystów, a te, jeśli chodzi o kopiowanie ich utworów przez urządzenia mobilne nie są wysokie. Nasze badania pokazują niski poziom kopiowalności utworów w Polsce, ponieważ konsumpcja kultury odbywa się dziś głównie poprzez streaming. Nie ma zatem potrzeby kopiować utworów z telefonów czy tabletów.  Opłata została wprowadzona w czasach analogowych, i nijak ma się do świata cyfrowego. Za serwisy streamingowe wnosimy zwykle miesięczny abonament, a platformy rozliczają się z artystami – podkreśla prezes. I pyta dlaczego konsument ma płacić dwa razy, raz przy zakupie urządzenia mobilnego, i drugi raz w abonamencie. I pyta, dlaczego konsument ma płacić dwa razy, raz przy zakupie urządzenia mobilnego, i drugi raz w abonamencie.

Anna Klimczak uważa, że nie ma związku między opłatą a wzrostem cen produktów elektronicznych, co pokazuje przykład krajów zachodnich, gdzie ceny urządzeń są niższe mimo obowiązywania opłaty reprograficznej. - Opłata reprograficzna trafia do kompozytorów, pisarzy, dramaturgów, plastyków, aktorów, muzyków, wokalistów, filmowców, naukowców oraz wydawców przez organizacje zbiorowego zarządzania. Na aktualizacji opłaty od czystych nośników zyska przede wszystkim polska kultura i Polacy, którzy otrzymają lepszą ofertę kulturalną.  Według szacunków Międzynarodowej Konfederacji Stowarzyszeń Autorów i Kompozytorów, polskie środowiska kreatywne powinny rokrocznie otrzymywać ok. 80 mln euro, czyli ponad 350 mln złotych z tego tytułu. Brak tych środków twórcy odczuwają wyjątkowo dotkliwie właśnie teraz, w czasie pandemii – podkreśla Anna Klimczak.

Prezes Kanownik problem widzi gdzie indziej. - Zgadzam się, że artyści powinni być godziwie wynagradzani. Być może jednak dostają zbyt niskie wynagrodzenia od platform streamingowych. By zarabiali więcej trzeba pomóc wynegocjować lepsze umowy z platformami, a nie sięgać do kieszeni konsumentów. Nasze analizy jasno pokazują, że po wprowadzeniu opłaty w innych krajach europejskich na smartfony, ich cena wprost wzrosła. W jednych krajach podwyżka była symboliczna, w innych znacząca, w zależności od wysokości wprowadzonej opłaty. Np. na Węgrzech cena detaliczna smartfonów wzrosła nawet o 5 proc. – podkreśla.

Opłata na emerytury artystów

Gdyby wicepremier Gliński chciał szybko zmienić listę urządzeń, od których pobierana jest opłata, mógłby znowelizować rozporządzenie.  Okazuje się jednak, że plany resortu są szersze. Projekt ustawy w wersji z 2019 roku przewiduje, że połowa opłaty będzie przekazywana na nowo powołany Fundusz Wsparcia Artystów Zawodowych. Pieniądze z niego mają być wypłacane na zapomogi i inne formy wsparcia dla artystów. Piotr Gliński w rozmowie z portalem Money.pl powiedział ostatnio, że chodzi o ustanowienie Funduszu Ubezpieczeń dla Ludzi Kultury, zasilanego właśnie z opłat od smartfonów, na których jest oglądana sztuka.

Mówi się, że to będzie taki społeczny fundusz emerytalny. Anna Klimczak podkreśla, że to bardzo ważne, istotna kwestia. Zdaniem Michała Kanownika „świadczenia emerytalne” wybranej grupy zawodowej nie mogą być finansowane z pieniędzy konsumentów kupujących nowy telewizor czy komputer. Wicepremier Gliński wskazuje jednak, że w innych krajach są takie fundusze, które pozwalają dobrze zabezpieczyć interesy tych artystów, którzy nie mają dobrego zabezpieczenia społecznego. Tyle, że według prezydenta Andrzeja Dudy, wprowadzenie opłaty reprograficznej od urządzeń mobilnych byłoby niesprawiedliwe. Piotr Gliński nie skomentował wypowiedzi prezydenta.