Bezpłatny e-book Co warto wiedzieć na stanowisku dyrektora placówki medycznej?
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Mało zdarzeń niepożądanych, dobre leczenie? Może być wręcz odwrotnie

Jeśli placówka zgłasza do 50 zdarzeń niepożądanych rocznie, co jest średnią wynikającą z raportu rzecznika praw pacjenta, wcale nie oznacza to, że może poszczycić się brakiem błędów. To raczej wynik braku realnej realizacji obowiązku ustawowego i stworzenia wewnętrznego systemu zarządzania jakością, który naprawdę działa. Choć na papierze może to wyglądać lepiej, eksperci podkreślają, że rośnie ryzyko, iż brak kontroli nad błędami w przyszłości odbije się rykoszetem.

szpital pacjentka pielegniarka
Źródło: iStock

W najnowszym raporcie rzecznika praw pacjenta, który dotyczy zdarzeń niepożądanych, ankiety zdecydowało się wypełnić 327 podmiotów leczniczych. Analizy dokonano na początku roku (choć badania odnosiły się też do lat wcześniejszych), a jej głównym celem jest poznanie stanu gromadzenia i analizowania informacji o zdarzeniach niepożądanych po wprowadzeniu obowiązku utworzenia w podmiotach leczniczych wewnętrznego systemu zarządzania jakością i bezpieczeństwem. - Rzetelne zgłaszanie, gromadzenie i analizowanie informacji o zdarzeniach niepożądanych jest jednym z podstawowych elementów budowania bezpieczeństwa pacjentów. Każde takie zdarzenie powinno być źródłem wiedzy, która pozwala zapobiegać podobnym sytuacjom w przyszłości. Dlatego tak ważne jest, aby szpitale miały sprawnie działające systemy raportowania, a zgromadzone informacje były wykorzystywane do poprawy jakości udzielanych świadczeń i bezpieczeństwa pacjentów – podkreślił Bartłomiej Chmielowiec, rzecznik praw pacjenta.

Wszystko dobrze... na papierze 

Wnioski? Najwięcej szpitali zebrało w 2024 r. do 50 zdarzeń niepożądanych, co, jak podkreślono, oznacza, że zdarzenia wciąż nie są raportowane i zbierane w podmiotach. Wielokrotnie wskazywanym problemem praktycznym jest brak jednoznacznego określenia, co jest uznawane za zdarzenie niepożądane. 70 proc. badanych szpitali wskazało, że powinien powstać centralny system zbierania informacji o zdarzeniach niepożądanych w Polsce, a prawie 60 proc. z nich wskazało RPP jako podmiot, który powinien taki rejestr prowadzić. Poprawia się za to dostęp do systemów elektronicznej dokumentacji medycznej i takiej drogi raportowania przez personel.

Jak wynika z raportu, ponad 90 proc. placówek zaznaczyło, że najwięcej zdarzeń niepożądanych odnotowuje się w opiece nad pacjentem, w tym w zakresie upadków. Na drugim miejscu (30 proc.) znalazły się zdarzenia związane z działaniem pacjenta, czyli wszelka aktywność podejmowana przez pacjenta niezwiązana bezpośrednio z leczeniem podczas udzielania świadczeń. Na trzecim miejscu jest z kolei leczenie zabiegowe. Jak wskazano, jednym z możliwych wyjaśnień częstotliwości zgłaszania upadków może rzeczywiście być specyfika działalności poszczególnych szpitali. Profil kliniczny niektórych placówek wiąże się bowiem z większym ryzykiem występowania upadków, zwłaszcza w szpitalach prowadzących oddziały neurologiczne, geriatryczne lub hospitalizujących dużą liczbę pacjentów w podeszłym wieku.

- W takich przypadkach wysoki odsetek upadków może odzwierciedlać przede wszystkim charakterystykę populacji pacjentów. Drugą możliwą przyczyną jest sposób funkcjonowania systemu zgłaszania zdarzeń niepożądanych oraz kultura bezpieczeństwa w organizacji. Personel może częściej zgłaszać zdarzenia, których wystąpienie było w znacznym stopniu niezależne od działań pracowników lub organizacji szpitala, takie jak upadki pacjenta. Zdarzenia te mogą być postrzegane jako mniej obciążające dla personelu niż incydenty będące konsekwencją błędów organizacyjnych lub medycznych, co może prowadzić do selektywnego raportowania poszczególnych kategorii zdarzeń niepożądanych – wyjaśniono w raporcie.

Wskazano też, że wciąż największe trudności w zgłaszaniu zdarzeń niepożądanych mają charakter psychospołeczny. Najczęściej to jednak obawa przed konsekwencjami prawnymi, dyscyplinarnymi i cywilnymi zgłoszenia zdarzenia, a także stygmatyzacją i negatywną oceną w środowisku pracy.

Rośnie ryzyko błędu "spektakularnego" 

O tym, z czym dokładnie wiąże się fakt niezgłaszania zdarzeń niepożądanych w szpitalach i jak obecnie wygląda sytuacja w tym zakresie, mówił podczas konferencji „Zmiany w Ochronie Zdrowia: Jakość i bezpieczeństwo w działaniu” (organizowanej przez Wolters Kluwer Polska, przy wsparciu strategicznym Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego; Prawo.pl było patronem medialnym wydarzenia) dr hab. n. praw. Radosław Tymiński, adwokat. Jak wyjaśnił, można generalnie wyróżnić cztery modele zachowań personelu po tym, gdy już do zdarzenia niepożądanego doszło:

  • nie wykryliśmy;
  • wykryliśmy, ale nie zgłosiliśmy;
  • wykryliśmy, zgłosiliśmy, ale nie zareagowaliśmy;
  • wykryliśmy, zgłosiliśmy, zareagowaliśmy.

Pożądaną reakcją jest oczywiście ostatnia wśród wymienionych, choć, patrząc czysto pragmatycznie, można uznawać, że lepiej jest „nie widzieć” – bo wówczas statystyki w szpitalu wyglądają lepiej, na przykład w razie kontroli, nie ma też dodatkowych kosztów i działań, które trzeba podejmować. W dłuższej perspektywie może to jednak odbić się rykoszetem na placówce, bo nie dość, że nie jest realizowany obowiązek ustawowy, to rośnie też ryzyko prawne i prawdopodobieństwo, że wypadek, gdy już do niego dojdzie, będzie „spektakularny”, a szpital straci reputację. Brakuje bowiem informacji, gdzie należy poprawić funkcjonowanie, zanim do błędu dojdzie. – Moim zdaniem niewdrożenie wewnętrznego systemu zarządzania jakością jest zbiorowym naruszeniem praw pacjenta i czekam, aż rzecznik praw pacjenta podejmie taką decyzję wobec niektórych placówek  - podkreślił ekspert.

Błąd, nie działanie z premedytacją 

Mec. Tymiński zaznaczył przy tym, że samo zbieranie informacji o zdarzeniach niepożądanych nie wystarczy, nie poprawi realnie bezpieczeństwa pacjenta ani personelu. Kluczowe znaczenie ma to, co dzieje się dalej, a więc analiza przyczyn i informacja zwrotna dla uczestników takiego zdarzenia. Również akredytacja i inne certyfikaty jakości automatycznie nie poprawiają jakości i bezpieczeństwa – bo bez perspektywy kontroli placówki często przestają się starać.

Najbardziej niebezpieczną sytuacją dla podmiotu leczniczego i kierownika jest ta, w której zdarzenia wykryto, zgłoszono, ale nic z nim nie zrobiono, ponieważ dowodzi to zaniedbań personalnych i organizacyjnych, w tym winy organizacyjnej i złego zarządzania placówką. Może to rodzić odpowiedzialność cywilną i karną wobec podmiotu, a niekiedy również cywilną kierownika – ocenił mec. Tymiński.

Wskazał też, że w średnim szpitalu powiatowym, w którym mamy ok. 10 tys. hospitalizacji rocznie, powinno być zgłoszonych ok. tysiąca zdarzeń niepożądanych. Mieściłoby się to w granicach normy, bo niskie statystyki wcale nie oznaczają, że jest „tak dobrze”. – Tymczasem są szpitale, które zgłaszają po 20 zdarzeń niepożądanych. To jest zupełnie nieadekwatne – zaznaczył.

Urszula Skarżyńska, współzałożycielka Zoolahub i QualityHub - Laboratorium Dobrych Praktyk Jakości w Ochronie Zdrowia, pełnomocnik dyrektora ds. Organizacji Świadczeń Medycznych Instytutu Matki i Dziecka, w swoim wystąpieniu podkreśliła z kolei, że zdarzenia niepożądane są dla organizacji kosztowne. I to dosłownie, zwłaszcza jeśli pacjent wymaga na przykład dłuższej hospitalizacji, niż to pierwotnie zakładano (przykładowo, średni koszt dłuższego pobytu pacjenta na oddziale intensywnej terapii z powodu zapalenia płuc to nawet 30 tys. zł na osobę). Należy jednak brać pod uwagę i zakładać, że w zdecydowanej większości przypadków nie są one zamierzonym działaniem. Warto o tym pamiętać szczególnie w komunikacji z personelem medycznym i nie skupiać się na kwestii winy. – Zakładajmy, że zdarzenia niepożądane nie są planowane, założone odgórnie, że „akurat temu pacjentowi wytnę nie tę nerkę”. Lekarz dba o to, by pacjent jak najszybciej wyzdrowiał, wyszedł ze szpitala i wyszedł z niego zdrowy i docelowo nie powrócił – podkreśliła ekspertka.

Czytaj także: Bez pieniędzy i stabilności nie da się pracować nad jakością w szpitalu

Rośnie rola jakości w ochronie zdrowia 

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.

 

Polecamy książki prawnicze o tematyce zdrowotnej

Przejdź do: Opieka długoterminowa, Iwona Kowalska-Bobko - otwiera się w nowym oknie
Nowość
Opieka długoterminowa BOBKO rgb
8% Rabatu
Sprawdź
Cena promocyjna: 109,47 zł | Cena regularna: 119,00 zł
Najniższa cena w ostatnich 30 dniach: 89,25 zł