Bez pieniędzy i stabilności nie da się pracować nad jakością w szpitalu
Trudno budować stabilny system nastawiony na jakość w placówce medycznej, gdy żadna ogólnopolska strategia nie utrzymuje się długoterminowo, a zmiana władzy czy nawet kierownictwa w resorcie zdrowia powoduje diametralne modyfikacje podejścia i kolejne regulacje, do których trzeba się dostosować. Jak podkreślają eksperci, brakuje jasno wyznaczonej odpowiedzialności i oceny realizacji stawianych celów. To powoduje chwiejność i niepewność całego systemu.

O tym, jak powinna wyglądać stabilność w ochronie zdrowia pomimo zmian politycznych i jak planowane nowe regulacje mogą pośrednio wpłynąć na kwestie związane z jakością, rozmawiali uczestnicy konferencji „Zmiany w Ochronie Zdrowia: Jakość i bezpieczeństwo w działaniu”, organizowanej przez Wolters Kluwer Polska, przy wsparciu strategicznym Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. Prawo.pl było patronem medialnym wydarzenia.
Strategia „wywracania stolika”
Jak zgodnie stwierdzili eksperci, aktualnie problemem nie jest to, że nie mamy odpowiednich regulacji, by jakość zaczęła mieć większe znaczenie w placówkach medycznych. To raczej kwestia kultury, organizacji i jasnego kierunku oraz celu, ale też tego, by nowe przepisy nie wywracały systemu do góry nogami praktycznie w kilka miesięcy. Ochrona zdrowia ma bowiem podobne problemy, jak inne obszary funkcjonujące w Polsce – to silosowość i fragmentaryczne myślenie, zamiast patrzenia na system całościowo. Strategia długoterminowa praktycznie nie istnieje, bo koncepcje zmieniają się nie tylko w momencie, gdy wybory wygrywa inna opcja polityczna, ale nawet w trakcie kadencji, gdy w krótkim czasie dochodzi do diametralnych zmian w kierownictwie resortu zdrowia.
Mamy regulacje, choćby ustawę o jakości i bezpieczeństwie pacjenta, z 2023 r., akredytację, autoryzację, wewnętrzne systemy jakości, wskaźniki. Czego nam brakuje? Według mnie, spójnej architektury odpowiedzialności, która jest zupełnie rozmyta, dlatego nie jesteśmy w stanie powiązać ze sobą pewnych elementów. Dodatkowo kalendarz polityczny, zmiany na stanowiskach ministrów, kryzysy, które się pojawiają – to wpływa na brak stabilności regulacyjnych i prowadzi do tworzenia nowych rzeczy, bo trzeba ugasić kolejny pożar. Co w rezultacie może prowadzić do rozniecenia jeszcze większego ognia – oceniła dr hab. Iwona Kowalska-Bobko, prof. UJ, dyrektor Instytutu Zdrowia Publicznego Wydziału Nauk o Zdrowiu Collegium Medium Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Jak podkreśliła ekspertka, w Polsce mamy zbyt wielu „aktorów” zaangażowanych w procesy zaangażowania jakością, bez jasno przypisanej odpowiedzialności za wynik, którym powinno być ostatecznie bezpieczeństwo pacjenta.
Warto zaznaczyć, że ostatnio strategię działania na najbliższe dziesięć lat przedstawił rzecznik praw pacjenta. Problem polega jednak na tym, że dokument nie jest wiążący w żaden sposób w momencie, gdy zmienia się osoba sprawująca urząd. Szansa na realizację w długoterminowej perspektywie znacząco w tym momencie maleje. Poza tym, resort zdrowia i inne państwowe instytucje, jak choćby NFZ, mają swoje własne strategie i nie wiadomo w zasadzie, jak wygląda pełna wizja poprawy systemu. – Mamy za dużo rozproszonej odpowiedzialności – podkreśliła prof. Bobko, zaznaczając, że konieczne jest wyznaczanie bardzo konkretnych celów, odpowiedzialnych za realizację, wskaźników oceny. Bez tego nie uda się poprawić obecnej sytuacji.
Czytaj również: Rośnie rola jakości w ochronie zdrowia
Jakość musi się też opłacać
Eksperci podzielili się w tym kontekście swoimi obawami związanymi z szykowanymi zmianami m.in. związanymi z maksymalnymi pensjami i sposobem zatrudniania medyków. Coraz bliższa jest perspektywa ich ostatecznego zatwierdzenia w procesie legislacyjnym i przekazania prezydentowi. Dr hab. n. med. Tomasz Stefaniak, dyrektor ds. lecznictwa, lekarz naczelny Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku i przewodniczący Rady Akredytacyjnej, zaznaczył, że w jego szpitalu system oparty na jakości buduje się już od 14 lat. Pomogło w tym również m.in. rozwiązanie, które funkcjonuje w placówce od dawna – powiązania pensji z przychodem i wynikiem finansowym szpitala.
– Rzeczą najtrudniejszą było przekonanie, że będziemy na tyle stabilni w swojej koncepcji wynagradzania powiązanego z przychodem, że to będzie dla naszego personelu alternatywą dla umów o pracę. Kiedy już ich przekonaliśmy, „maszyna ruszyła po szynach”, ale obawiam się, że teraz jest ryzyko, że będziemy musieli się wykoleić, i bardzo się tego boję. Dlatego staram się akcentować, że nie jest istotą rzeczy format wynagradzania, tylko zarządzania tym wynagradzaniem. To zarządzanie odpowiada za błędy, a nie formuła – zaznaczył.
Prof. Stefaniak podkreślił, że system powinien więc jednocześnie płacić za pracę i monitorować jakość, aby nie dochodziło do wynaturzeń, czego zabrakło w głośnych przypadkach opisywanych w mediach.
Rozwiązania są, ale z wykorzystaniem kłopoty
Tomasz Zieliński, lekarz rodzinny, wiceprezes Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia „Porozumienie Zielonogórskie”, zaznaczył, że z jego doświadczeń wynika, iż bardzo poważnym problemem jest to, że nie egzekwuje się istniejących obowiązków i nie korzysta z już gotowych narzędzi, które mogłyby znacznie ułatwić codzienną pracę. Jak wyjaśniał, przykładem jest prosty przypadek z praktyki: lekarz Podstawowej Opieki Zdrowotnej wysyła pacjenta z przychodni do szpitala, ale tego, czy faktycznie się on tam znalazł, musi dowiadywać się po fakcie, najczęściej pytając samego zainteresowanego. Choć od dobrych kilku lat istnieje obowiązek raportowania zdarzeń medycznych w ogólnopolskim systemie, by poszczególne placówki mogły się ze sobą komunikować i by dokumentacja pacjenta była kompletna, nikt tego nie egzekwuje, co przekłada się na realizację obowiązku (a często raczej jej brak). A taki pacjent po powrocie ze szpitala zostaje bez odpowiedniej opieki, co potrafi zniweczyć wcześniejszy sukces terapeutyczny. Nie wykorzystujemy bowiem nawet tych narzędzi, które już dzisiaj mamy i które mają służyć temu, by pacjent był skutecznie leczony i czuł się bezpiecznie.
Jak podkreślił dr Zieliński, doświadczenia ostatnich lat pokazują, że jeśli wskazuje się, że w danym obszarze będą zapewnione pieniądze, to w tę stronę chętniej się zmierza. A to istotne także w kontekście ostatniej dyskusji o modelu stawek degresywnych, który NFZ zamierza stopniowo wdrażać w przychodniach POZ (zgodnie z już opublikowanymi wskaźnikami). - Zabieranie pieniędzy tym, którzy nie realizują wskazanych świadczeń, będzie przeciwskuteczne, bo jeżeli ktoś słabo funkcjonuje i jeszcze do tego zabierzemy mu środki, to on nie będzie pracował lepiej, tylko gorzej. Fundusz może i odzyska środki, ale poprawy jakości nie będzie – podsumował dr Zieliński.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.






