Przed dwoma dniami zmarła pielęgniarka zatrudniona w szpitalu w Zawierciu. To już czwarta ofiara koronawirusa. Wcześniej z tego powodu śmierć poniósł fizjoterapeuta z Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu. Później zmarła pielęgniarka z Kozienic, a 1 maja -ratownik medyczny z Radomia.

Żaden ze zmarłych medyków nie pracował w szpitalu jednoimiennym- zakaźnym lub na oddziale zakaźnym szpitala. Żaden z nich nie  był też objęty ubezpieczeniem na życie. Rząd je finansuje tylko personelowi szpitali jednoimiennych i zakaźnych. Co w praktyce oznacza, że rodziny zmarłych pielęgniarek, fizjoterapeuty czy ratownika medycznego, nie otrzymają rekompensaty od rządu z tego tytułu.

Ubezpieczenia na życie nie dostali najbardziej go potrzebujący

Paradoks całej sytuacji  polega na tym, że grupa lekarzy, pielęgniarek czy ratowników  zatrudniona w szpitalach jednoimiennych czy zakaźnych jest najlepiej zabezpieczona przed zarażeniem koronawirusem. Mają specjalistyczne maski, kombinezony, gogle i przyłbice. Zdają sobie też sprawę, że wszyscy pacjenci do nich przyjeżdżający mogą być zarażeni i zachowują  wobec nich środki ostrożności. W Wojewódzkim Zakaźnym  Szpitalu Specjalistycznym w Warszawie ,personel ma powiedziane nawet aby nie oszczędzać na testach w kierunku COVID-19 i przeprowadzać je każdemu przychodzącemu do szpitala pacjentowi. Dodatkowo sami medycy mają wykonywane testy średnio raz w tygodniu.

Zupełnie inna sytuacja jest w szpitalach powiatowych. Tam wyposażenie w środki ochrony osobistej jeszcze w marcu było znikome. Jedyne na co mógł liczyć personel to jednorazowe maseczki i jednorazowe fartuchy fizelinowe. Zarażenia przynosili do szpitali  nieświadomi tego pacjenci, od których zarażał się nieświadomy personel. Tak wybuchło ognisko koronawirusa w Radomskim Szpitalu Specjalistycznym. Źródłem koronawirusa z kolei w szpitalu Powiatowym w Sokołowie Podlaskim był pacjent, który przyjechał na dializy.

-To jest dlatego absurd, że nie wszyscy medycy mają ubezpieczenie na życie. Rząd powinien to zmienić- mówi prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Ubezpieczeń na życie potrzebują pielęgniarki środowiskowe

Apel o to wystosowały do rządu też związku zawodowe - Jeden z wiceministrów zdrowia zasugerował niedawno, że odpowiednie ubezpieczenie dla pracowników szpitali niejednoimiennych powinny wykupić dyrekcje tych szpitali ze swoich środków. Wiemy jednak, że szpitale w Polsce funkcjonują od lat w stanie trwałego deficytu środków, co zmusza ich do oszczędności na wszystkim, tym bardziej na ubezpieczeniu swoich pracowników - pisze Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

 


Tak samo uważa Zofia Małas, przez Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położonych. – Teraz  ze środkami ochrony osobistej jest już lepiej niż w marcu. Ale nadal potrzeba ich najbardziej dla pielęgniarek pracujących w środowisku, czyli odwiedzających chorych ludzi. Nie wszystko da się załatwić teleporadą. One też powinny mieć ubezpieczenie na życie- mówi Zofia Małas.

Tymczasem ubezpieczenie na życie, które rząd wykupił w PZU, przewiduje zgodnie z zapisami umowy, że  w przypadku śmierci w wyniku zakażenia odszkodowanie dla rodziny zmarłego  wynosi 250 tys. zł i 5 tys. zł za zakażenie dla samego chorego.

Pracodawca zgłasza do Ministerstwa Zdrowia listę pracowników, których obejmować ma ubezpieczenie.