Za sprawą Krystyny Pawłowicz, sędzi Trybunału Konstytucyjnego, głośno zrobiło się ostatnio o hotelu SPA Malinowy Zdrój w Solcu-Zdroju. Oburzenie wzbudził fakt, że gdy wybuchł w nim pożar, po sędzię Pawłowicz miała przyjechać limuzyna Służby Ochrony Państwa. Media i politycy pytali też, dlaczego ten hotel działa, skoro inne nie mogą.

Jeśli jednak prowadzi działalność leczniczą, to mógł być otwarty. Skorzystał z furtki jaką daje rozporządzenie o obostrzeniach. Problem jest gdzie indziej. O ile prywatne, pełnopłatne placówki mogą działać, to te finansowane z NFZ – niestety nie. Nie przyjmują pacjentów, których nie stać na turnus rehabilitacyjny. Prywatnie musieliby wydać co najmniej 2 tys. zł za tygodniowy pobyt. 

 


Medyczne SPA mogą działać zgodnie z prawem

Zgodnie z par. 10 ust. 2 pkt. 10 rozporządzenia Rady Ministrów z 21 grudnia w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, dopuszcza prowadzenie usług hotelarskich m.in. dla pacjentów i ich opiekunów, w celu uzyskania świadczenia opieki zdrowotnej w podmiocie wykonującym działalność leczniczą. To oznacza, że wszystkie hotele czy pensjonaty mogą nocować osoby, które pojawiły się w danym miejscu, w celu uzyskania świadczenia zdrowotnego. Może to być jednodniowa wizyta u specjalisty na drugim końcu Polski - i taki cel przyświecał twórcom rozporządzenia, ale także kilkudniowa rehabilitacja.  

I taką działalność rehabilitacyjną od lat prowadzi hotel Malinowy Zdrój. A  Krzysztof Socha, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Busku-Zdroju potwierdził, że dzięki temu przyjmuje on gości w czasie, gdy inne hotele stoją puste.  - Z przeprowadzonej kontroli wynika, że spółka Malinowe Hotele jest zarejestrowana u wojewody świętokrzyskiego i prowadzi działalność leczniczą w zakresie ambulatoryjnych usług leczniczych, w tym rehabilitacji medycznej. Wszystkie osoby, które tam przebywają, mają skierowanie na zabiegi rehabilitacyjne – mówi dyrektor Socha. I zastrzeżeń sanepidu nie budzi fakt, że hotel zapewniał nocleg pacjentom. - W rozporządzeniu jest mowa, że pacjenci i ich opiekunowie mogą mieszkać w podmiocie wykonującym działalność leczniczą i świadczącym usługi z zakresu opieki zdrowotnej. Działalność, którą prowadzi spółka Malinowe Hotele jest działalnością, która nie łamie ograniczeń wynikających z rozporządzenia – mówi dyrektor Socha.

Zatem Krystyna Pawłowicz, jeśli miała skierowanie na odbywanie zabiegów medycznych, mogła legalnie przebywać w hotelu. Problem jest jednak gdzie indziej, jeśli kogoś nie stać na prywatne leczenie, o wyjeździe do sanatorium może pomarzyć. Przykładowo na stronie Uzdrowiska Solec Zdrój czytamy, że w związku z rozporządzeniem zawieszono działalność leczniczą.

Sanatoria na NFZ stoją puste

Zgodnie bowiem z par. 13 rozporządzenia w sprawie obostrzeń do odwołania ustanawia się czasowe ograniczenie wykonywania działalności leczniczej polegające na zaprzestaniu udzielania świadczeń w zakresie lecznictwa uzdrowiskowego finansowanego ze środków publicznych. To oznacza, że sanatoria, które  które prowadzą lecznictwo uzdrowiskowe i mają podpisaną umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia, muszą stać puste.

- Choć sanatorium czy szpital uzdrowiskowy może realizować usługi, to są zamknięte – mówi Jerzy Szymańczyk, prezes Unii Uzdrowisk Polskich. – To jest absurdalna i niesprawiedliwa sytuacja – dodaje Szymańczyk.  Działań rządu nie rozumie też Jan Golba, burmistrz Muszyny i prezes Stowarzyszenia Gmin Uzdrowiskowych. – Powinny być jednakowe zasady dla wszystkich, oparte na twardych danych. A tak odpłatnie można przyjmować pacjentów, a na umowę z NFZ obejmującą leczenie uzdrowiskowe – nie dodaje. Co więcej… NFZ płaci uzdrowiskom za tzw. gotowość, ale nie pozwala przyjmować pacjentów. Rząd bał się, że zgromadzenie w jednym miejscu tysięcy ludzi spowoduje powstanie ogniska nowych zakażeń COVID-19.  W efekcie osoby, których nie stać na prywatne turnusy, muszą zostać w domu, i co najwyższej zadowolić się rehabilitacją stacjonarną. 

Rząd wyklucza niezamożnych pacjentów z wyjazdów do uzdrowisk

Prawnicy nie mają wątpliwości, że w ten sposób dochodzi do wykluczenia części pacjentów z uzyskania świadczeń. - Jeśli rząd zakazuje działalności ze względu na kwestie epidemiologiczne, to źródło pochodzenia środków nie ma znaczenia – mówi prof. Michał Romanowski, adwokat w kancelarii Romanowski i Wspólnicy. – Albo jakaś działalność jest dopuszczalna, albo nie. Tu mówimy o szczególnym rodzaju usług zdrowotnych, a rozporządzenie wyklucza z nich osoby, które nie mają swoich środków na leczenie. To kolejny przykład, że brak jest logiki we wprowadzanych restrykcjach – podkreśla mec. Romanowski. Jolanta Budzowska, radca prawny, partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy, także przyznaje, że to jest już kolejny przykład nieracjonalnego rozwiązania. I zwraca uwagę, że sanatoria, które przez kontrakt z NFZ, nie mogą prowadzić działalności, mogłyby pozwać Skarb Państwa. -  To jest naruszenie swobody i równości w prowadzeniu działalności gospodarczej, każdemu przedsiębiorcy w tej sytuacji powinny przysługiwać przecież takie same prawa. Podmioty, które nie mają kontraktu z NFZ mogą bowiem działać, a te z kontraktem – nie. To jest nie fair – podkreśla Budzowska. Uzdrowiska nie myślą na razie o pozwie. Chcą jednak, aby rząd pozwolił im prowadzić turnusy dla ozdrowieńców.
 

 

Maria Hass-Symotiuk, Magdalena Kludacz-Alessandri, Małgorzata Cygańska

Sprawdź  
POLECAMY

Uzdrowiska mogłyby być otwarte dla covidowców

Obecnie rehabilitację leczniczą dla pacjentów po przebytej chorobie Covid-19 realizuje tylko jeden ośrodek w kraju – SPZOZ Szpital Specjalistyczny Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Głuchołazach. Prowadzi rehabilitację pulmonologiczną w ramach pilotażowego programu realizowanego przez Ministerstwo Zdrowia. Szpital został wybrany bez konkursu. Takie świadczenia finansowane ze środków publicznych chciałyby realizować uzdrowiska.

Czytaj również: Uzdrowiska na kontraktowych pacjentów pocovidowych muszą poczekać >>

– Nie domagamy się już zgody na leczenie sanatoryjne, ale właśnie na prowadzenie turnusów dla ozdrowieńców – podkreśla Jan Golba. – Mamy zaszczepiony personel i możemy przyjąć osoby, które przeszły Covid-19, ale walczą z powikłaniami. Pomóc im w dojściu do zdrowia – podkreśla. Od początku pandemii wyzdrowiało 1,3 mln osób. Sanatoria mogą przyjąć rocznie 850 tys. – Nawet jak z naszych usług skorzysta tylko 30 proc. ozdrowieńców, to jest to już dużo  - ocenia Golba. – Dlatego podtrzymujemy nasze stanowisko o gotowości do realizacji świadczeń obejmujących rehabilitację pacjentów pocvidowych– dodaje Jerzy Szymańczyk. Wielu z nich to właśnie osoby starsze, które nie mogą pojechać do sanatorium z powodu wprowadzonego już od 23 października ur. zakazu. Od 12 lutego mają zostać otwarte hotele - leczenie uzdrowiskowe w sanatoriach wciąż jednak będzie zamknięte.