W dobie epidemii koronawirusa wielu rodziców zastanawia się, co zrobić ze szczepieniami dzieci. Zgodnie z kalendarzem szczepień sanepidu na 2020 r. w 7 miesiącu życia dziecko powinno dostać np. trzecią dawkę szczepionki przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. Gdy zaś będzie miało np. 13-15 miesięcy, powinno otrzymać pierwszą dawkę szczepienia przeciwko odrze, śwince, różyczce. Tymczasem lekrze ostrzegają, że wyjście z domu do przychodni, jest teraz ryzykiem.

Szczepienie dziecka w czasie epidemii - tylko bez kontaktu z innymi pacjentami

-Trzeba się do tego organizacyjnie przygotować i sprawdzić telefonicznie jakie zasady panują w przychodni. Przede wszystkim, jeśli rodzic będzie miał pewność,  że on i dziecko w poczekalni nie spotkają się z innymi pacjentami, wówczas może się umówić na wizytę- tłumaczy dr Paweł Grzesiowski, pediatra, immunolog.  Jego zdaniem, przychodnie muszą umawiać pacjentów na konkretną wizytę i nie dopuszczać do ich spotkań w poczekalni- A jeśli przychodnia nie zapewnia takich warunków, lepiej niech rodzic odwoła wizytę i przeniesie szczepienie na inny termin- zaznacza dr Grzesiowski. Dodatkowo należy przewidzieć dojazd do przychodni - najlepiej zrobić to własnym transportem, aby uniknąć tłoku w komunikacji miejskiej. 

Lekarze odwodzą ludzi od pomysłu wizyty w przychodniach bo to niesie za sobą ryzyko zrażenia się koronawirsuem. Doradzają skorzystanie z teleporady czy e-recepty. Ale wielu rodziców od środy chce się do nich zgłaszać osobiście,  po wystawienie zaświadczenia o opiece nad dzieckiem. A do 14-dniowego zasiłku, w związku z zamknięciem szkół,  mają prawo rodzice dzieci do lat 8 oraz opiekunowie dzieci do lat 14, które są chore.

Rodzice chcą chodzić do przychodni po zaświadczenia

Oczekujemy jednoznacznych wytycznych dla przychodni, jak również dla pracodawców, bo nie zostały uregulowane zasady dotyczące postępowania w takich przypadkach. Rodzice i opiekunowie dzieci już dzisiaj zapowiadają wizyty w poradniach, co stanowi zagrożenie dla nich samych, jak i ich rodzin - mówi Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia.

Kontaktów międzyludzkich mogą obawiać się też listonosze czy kurierzy. Zwłaszcza z osobami poddanymi kwarantannie. Zgodnie z przepisami specustawy dotyczącej zwalczania koronawirusa, sanepid może zarządzić kwarantannę nawet na 21 dni wobec określonej osoby czy grupy osób.  Poza tym przepisy, uprawniają służby do tego aby zarządziły one ponowną kwarantannę wobec osób, które są podejrzane o zakażenie koronawirusem. Taka izolacja może być prowadzona aż do skutku.

 


Drzwi mieszkań domów czy domy osób poddanych kwarantannie nie są jednak specjalnie oznaczone. Sąsiedzi mogą nie wiedzieć, że osoba mieszkająca obok znalazła się w wyjątkowej sytuacji. Do jej drzwi może pukać również listonosz z przesyłką i prośbą o podpis na dokumencie czy kurier. Wielu przedstawicieli tych zawodów zastanawia się czy nie jest narażonych na zarażenie koronawirusem

Izolacja od innych to nie areszt domowy

Koronawirus rozprzestrzenia się drogą kropelkową i należy unikać bliskich kontaktów z innymi. Dlatego wielu rodziców nie wie także teraz czy może wychodzić ze swymi dziećmi z domu. Epidemiolodzy uspokajają jednak, że to że szkoły są zamknięte a wielu obywateli pracuje zdalnie, nie oznacza jednak, że nałożono na nas areszt domowy. Mamy prawo wyjść na podwórko, na balkon, na spacer do lasu czy nawet do parku. Ważne jest jednak aby się izolować i unikać skupisk ludzkich.

Zakaz opuszczania domów mają teraz Włosi. Mogą ewentualnie wychodzić na podwórko z psem. Ale tylko na chwilę.