Józef Kielar: Minister zdrowia Adam Niedzielski nazwał projektowaną ustawę o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa konstytucją dla szpitali. Jego zdaniem, ma ona na wiele lat określić zasady funkcjonowania tych jednostek. Które z założeń tej reformy są realne do wykonania, a które ocenia pan sceptycznie?

Marcin Pakulski: Niestety nie mam wielkich nadziei na poprawę funkcjonowania szpitali w związku z omawianym projektem. Z autorami zgadzam się w jednej kwestii - sytuacja systemu opieki zdrowotnej zwłaszcza w zakresie lecznictwa szpitalnego jest zła. Natomiast uważam, że zaproponowane w ustawie mechanizmy i narzędzia tego nie poprawią. Mam wrażenie, że urzędnicy Ministerstwa Zdrowia żyją w przekonaniu, że główny problem tkwi w złym zarządzaniu podmiotami medycznymi ignorując całkowicie warunki w jakich te podmioty funkcjonują. Czasem zastanawiam się, czy może decydenci zdają sobie jednak sprawę z dramatycznej rzeczywistości i ta ustawa ma na celu nie tyle poprawienie funkcjonowania systemu, ale dostosowanie go do istniejących warunków. Oczywiście jest to możliwe, ale będzie powodowało dramatyczne konsekwencje w zakresie możliwości zabezpieczenia dostępu do leczenia chorym.

Czytaj też: Analiza wskaźnikowa w zarządzaniu podmiotami leczniczymi >

Jak pan ocenia zapowiadane zmiany dotyczące sieci szpitali i finansowania ryczałtowego?

Trudno mi powiedzieć coś więcej bo nie znam kryteriów nowej sieci szpitali. Nie wiem, co nowe otwarcie ma oznaczać. Poza tym, jaką mamy gwarancję, że tym samym rządzącym za drugim razem już się uda. Brakuje mi przede wszystkim rzetelnej analizy stanu obecnego i wskazania na popełnione błędy choćby po to by drugi raz ich już nie powtórzyć. Obawiam się, że poziom frustracji i zniechęcenia uczestniczących w funkcjonowaniu systemu ochrony zdrowia jest na granicy tolerancji. Nie spodziewam się kolejnych protestów, ale masowej rezygnacji z uczestniczenia w funkcjonowaniu w tym systemie.

Czytaj: Reforma w szpitalach - pierwsza kategoryzacja w 2023 roku, zmiany w zasadach kwalifikacji do sieci>>
 

Tomasz Adam Karkowski, Agnieszka Bukowska-Piestrzyńska, Michał Banaś

Sprawdź  
POLECAMY

Czy powołanie Agencji Restrukturyzacji Szpitali, która będzie centralnie restrukturyzować placówki medyczne, to krok w dobrym kierunku?

Jeżeli Agencja byłaby narzędziem, dzięki któremu możliwe stałoby się stworzenie holdingu szpitali działających na większym obszarze kraju z planem głębokiej modernizacji infrastruktury, poprawy warunków pracy i leczenia chorych oraz gwarantowanym stabilnym finansowaniem na okres co najmniej 10 lat, to byłby to krok w dobrym kierunku. W innym przypadku działalność Agencji nie przyniesie spodziewanych korzyści.

Czytaj też: Analiza otoczenia konkurencyjnego szpitala publicznego >

Zgodnie z założeniami ustawy, szpitale będą zmieniać profil swojej działalności tak, aby dostosować je do potrzeb regionalnych. Chodzi o to, powiedział minister, żeby w jednym mieście nie było kilku oddziałów np. onkologicznych, czy neurologicznych, które konkurują o kadrę medyczną i kontrakt z NFZ. Czy to sztuczne ograniczenie konkurencji może przynieść pożądany efekt?

Jak słyszę takie argumenty to natychmiast przychodzi mi na myśl pytanie, to które oddziały chirurgiczne zamykamy w Warszawie? W szpitalu WIM czy MSWiA, a może w szpitalu WUM? Centralizacja i brak konkurencji oznacza ograniczenie dostępu. W obecnej chwili o tym, czy oddział może funkcjonować decyduje to, czy posiada odpowiednie kadry. Jesteśmy w drugim roku pandemii, w drugim roku znacznego ograniczenia dostępności do świadczeń. Zaciągamy potężny dług zdrowotny. Każde dalsze ograniczenia nie wynikające z braku kadr, będą utrudniały jego wyrównywanie. Kolejnej reformy nie można planować w oderwaniu od rzeczywistości na podstawie jakichś teoretycznych założeń. Wiele lat temu zdefiniowałem zasadę „paradoksu szeroko otwartych drzwi i wąskich korytarzy” co należy rozumieć w następujący sposób: Jeżeli nadmiernie skoncentrujemy w jednym miejscu dane świadczenia, to mimo zapewniania finansowania nastąpi ograniczenie dostępu wynikające z posiadanych zasobów ludzkich i infrastrukturalnych.

Czy zdaniem pana, kandydaci na kierowników szpitali powinni zdawać egzaminy organizowane przez ARS lub ukończyć studia podyplomowe MBA na kierunku ochrony zdrowia?

Ale po co na szczeblu rządowym mamy się tym zajmować? Oderwijmy zarządzanie od polityki lokalnej i centralnej. Stwórzmy najpierw warunki do profesjonalnego zarządzania. Co da egzamin rządowy w sytuacji gdy rosną koszty funkcjonowania placówek medycznych, a wyceny świadczeń pozostają w miejscu?

Czytaj: Egzamin na szefa szpitala to wotum nieufności dla dobrych dyrektorów>>
 

Szpitale mają ponad 20 mld zł długów. Które, według pana, powinny zostać zrestrukturyzowane i w jaki sposób? Wydaje mi się bowiem, że zobowiązania szpitali mogą być co najwyżej zminimalizowane.

20 mld długów to prawie połowa rocznego budżetu szpitali. Zadłużenie powinno zostać spłacone, ponieważ niesie ryzyko wyprowadzenia z systemu ochrony zdrowia gigantycznych funduszy z tytułu przeterminowanych zobowiązań. W interesie publicznym jest by chronić nasze składki zdrowotne, które powinny być przeznaczane na zaspokajanie potrzeb zdrowotnych obywateli a nie na odsetki od długów. Ale spłacenie długów to jeden warunek. Drugi, to wyeliminowanie przyczyny zadłużenia którą jest nieadekwatny poziom finansowania, a nie generalna nieudolność zarządzających czy nadmierne wynagrodzenia personelu.

Czytaj także: Jędrzejczak: Nie można reformować ochrony zdrowia od jednych do drugich wyborów>>