– Kiedy studiowałem ekonomię, to będąc na starszych latach, prowadziłem ćwiczenia jako asystent u wielu wybitnych profesorów. To było nawet standardem, żeby takie ćwiczenia prowadzić. W przypadku medycyny ten wzorzec też można zastosować – stwierdził Adam Niedzielski, minister zdrowia. Tak wyjaśnił pomysł, który pod koniec maja przedstawił sejmowej Komisji Zdrowia Piotr Bromber, wiceminister zdrowia, prezentując informacje na temat kształcenia lekarzy, w tym pakiet "Młody Lekarz".

Niedzielski zaznaczył, że nie ma co wzbudzać szczególnych emocji w tej sprawie. Tyle, że emocje są i to wielkie. Za rządów PiS bowiem wzrosła  znacznie liczba studentów medycyny, ale nie zwiększyła się ani liczba kadry, ani liczba miejsc, w których mogą mieć zajęcia kliniczne, na których uczą się w praktyce być lekarzem. Tymczasem wiceminister Bromber podkreśla, że celem jest upraktycznienie studiów.

Czytaj też: Medycyna personalizowana - nowe perspektywy dla placówek medycznych i pacjentów >>>

 

Liczba studentów rośnie

W 2012 roku studia medyczne w Polsce mogło rozpocząć 2946 studentów na 13 uczelniach, w tym dwóch w Warszawie. W pięciu wojewódzkich miastach nie było wówczas medycyny.  Tymczasem w 2021 roku naukę na kierunku lekarskim rozpoczęło 5537 studentów.  - Aktualna liczba studentów medycyny to 39 tysięcy, w tym na bezpłatnych 25 tysięcy. Od 2015 roku łączna liczba wzrosła o 7 240 - mówi wiceminister Bromber. I Dodaje, że po rozmowach ze studentami i kadrą widać potrzebę wprowadzenia działań, które zachęcą młodych ludzi do pozostania na uczelni. - Jeśli zwiększamy liczbę miejsc, to potrzebujemy większej liczby kadr do nauczania. Rozważamy, aby koledzy i koleżanki z szóstego roku mogli prowadzić zajęcia ze studentami z lat młodszych - mówił. 

 

 

Może pacjenci zaczną pomagać lekarzom

- Ten element programu wymaga największego dopracowania - tłumaczy Bromber. Jego słowa wywołały falę oburzenia. - A będą jakoś weryfikowani? - pyta Anna Bazydło, rezydentka psychiatrii. - Ostatnio jak słuchałam seminarium prowadzonego przez studenta piątego roku kierunku lekarskiego, bo mam znajomą na pierwszym roku, to bawiłam się przednio, bo to było bardzo zabawne. Znajoma płakała, ale nie ze śmiechu - dodaje. Jakub Kosikowski, lekarz rezydent, ale też od niedawna członek Naczelnej Rady Lekarskiej, idzie krok dalej. - Lekarzem dyżurnym przy braku obsady będzie zostawał najdłużej leżący na oddziale pacjent - proponuje.

Propozycja resortu nie do końca podoba się też Tomaszowi Latosowi, przewodniczącemu sejmowej Komisji Zdrowia. Nie wyklucza jej, ale twierdzi, że musi być skierowana do wybitnych studentów.

Czytaj też: Rola asystenta medycznego w systemie ochrony zdrowia >>>

- Mam kolegów, którzy bronili doktorat w tym samym roku, w którym odbierali dyplom lekarski, bo oni już w kilku działali np. w kole anatomii, farmakologii. Dlatego skoro mamy na pierwszym roku histologię, anatomię, to nie widzę problemu, by student 5 roku prowadził zajęcia. Widzę to jednak tak, że ktoś pełni podwójną rolę, jest formalnie młodszym asystentem, który wykazuje się określoną wiedzą, ale też zdobywa określone doświadczenie - tłumaczył Latos. Poseł PiS zwraca za to uwagę na inny problem: braku dydaktyków, a Katarzyna Lubnauer, poseł PO, na brak miejsc w szpitalach. Na ich rozwiązanie MZ nie ma już jednak pomysłu.

 


Brakuje zajęć klinicznych w małych grupach

- Standardy są obniżane - mówi posłanka Lubnauer. - Jest podnoszona liczb studentów, ale nie zapewniamy im zajęć klinicznych w grupach, które umożliwiłyby się nauczenie czegokolwiek. Sensowna grupa liczy ok. 6 osób, a coraz częściej w rzeczywistości to 20 studentów. Bardzo często jest tak, że studenci dzielą się dniami, jedna grupa chodzi jednego, druga drugiego, żeby nie było ich za dużo - dodaje poseł. 

Maria Libura, kierownik Zakładu Dydaktyki i Symulacji Medycznej Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie także uważa, że najważniejsze pytanie to: gdzie będą się uczyć przyszli lekarze, bo większość zajęć klinicznych odbywa się w szpitalach w małych grupach, liczących 5-6 osób. A już teraz uczelnie mają problem z zapewnieniem nielicznych grup. -  W samej Warszawie są już cztery uczelnie kształcące medyków, a studenci skarżą się, że grupy zaczynają być coraz bardziej liczne - mówi Libura.

Damian Patecki, lekarz anestezjolog, członek prezydium NIL zauważa, że studenci nie mogą nawet zachorować, bo grupy są tak liczne i przeładowane, że potem nie mieliby, gdzie nadrobić zaległości. 

Tymczasem Ministerstwo Zdrowia planuje raczej konsolidacje szpitali, niż zwiększanie ich liczby. - Studentów nam przybywa, a szpitali i oddziałów raczej będzie ubywać – wskazuje Maria Libura.

 

 

Tomasz Latos zwraca uwagę na problem braku dobrych dydaktyków. Wszystko przez reformę Gowina - obecnie na uczelniach preferowane są osoby, które prowadzą działalność naukową i dużo publikują, bo za tym idą konkretne pieniądze. - Znam ludzi, którzy są znakomitymi dydaktykami, ale rektor nie ma z nich żadnego pożytku, jeśli chodzi o liczbę publikacji czy prowadzonych badań, a to teraz się liczy. I choć my mówimy, że ktoś jest niezbędny, ma znakomite podejście do studentów, to rektor chętnie się go pozbędzie, bo nie ma z tego punktów i korzyści. I to należy zmienić - mówi poseł Latos. Co zaś proponuje resort, poza tym, że studenci mają uczyć studentów?

Inne punkty pakietu "Młody Medyk"

- Chcemy upraktycznić studia, aby zmienić proporcje między dostarczaniem wiedzy, a upraktycznianiem nauczania - mówi Piotr Bromber . Stąd przesunęliśmy liczbę godzin z kierunków typowo teoretycznych na praktyczne. Mamy plan wprowadzenia obowiązkowego egzaminu praktycznego na koniec studiów. Ukierunkowujemy nauczania przedmiotów teoretycznych na pokazywanie, kiedy ta wiedza teoretyczna będzie potrzebna. Tylko w ten sposób wyeliminujemy bezsensowność nauczania przedmiotów teoretycznych - dodaje.

Ministerstwo Zdrowia wprowadza też, na razie fakultatywnie, dodatkowe szkolenia. - W trakcie licznych spotkań ze studentami, wyszedł przekaz zwrotny, że mają deficyt kompetencji i umiejętności miękkich. Stąd pojawia się nowy moduł złożony z dwóch komponentów: komunikacji z pacjentem, ale także między zawodami - tłumaczy wiceminister Bromber. 

W planach jest też wprowadzenie obowiązkowego egzaminu praktycznego na VI roku, zmiana programów specjalizacji lekarskich. Nie tu jednak nic o kompetencjach kadry i miejscu na zajęcia kliniczne.