Do tej pory do Ministerstwa Zdrowia wpłynęło 46 wniosków o prawo do wykonywania zawodu medycznego w Polsce od osób spoza Unii. 34 dotyczą lekarzy, a 12 - dentystów. - Pięć postępowań już się zakończyło, pozostałe wnioski są albo u konsultantów krajowych w celu potwierdzenia doświadczenia aplikujących albo zostały zwrócone w celu uzupełnienia - mówił Adam Niedzielski, minister zdrowia. W czwartek minister wręczył podczas oficjalnej konferencji uprawnienia do wykonywania zawodu pierwszym pięciu osobom. To anestezjolog, specjalista od chorób wewnętrznych, chirurg ogólny z Białorusi oraz pediatra i urolog z Ukrainy.

Czytaj w LEX: Zasady zatrudniania w placówce medycznej lekarzy spoza UE >>

 


Minister zachęca do składania wniosków

Adam Niedzielski ma nadzieję, że dzisiejsze publiczne wręczenie uprawnień zachęci inne osoby pracujące w Polsce i mające wykształcenie medyczne do złożenia wniosku. Przekonywał też, że zarobki, które oferują placówki medyczne są godne, szczególnie z punktu widzenia innych krajów, które nie mają jeszcze tak wysokiego rozwoju poziomu gospodarczego jak Polska.  - Prawo wykonywania zawodu lekarza w tzw. systemie uproszczonym  to ogromna zmiana w polskim systemie opieki zdrowotnej - podkreślił minister. 

Przypomnijmy, że sprawa nie jest taka oczywista. Z jednej strony dyrektorzy szpitali nie mogli się doczekać takiej zmiany, zwłaszcza w czasie pandemii, gdy deficyt kadry jest szczególnie odczuwalny. Z drugiej strony przeciwko zbytniemu uproszczeniu procedur protestują zgodnie cztery samorządy zawodów medycznych: lekarzy, pielęgniarek i położnych, fizjoterapeutów oraz diagnostów laboratoryjnych. A prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, apeluje do dyrektorów szpitali, aby nie zatrudniali osób spoza Unii. Twierdzą, że stanowi zagrożenie dla pacjentów, bo dopuszcza do pracy zagraniczny personel bez kwalifikacji, a także ogranicza kompetencje samorządów.

Zobacz procedurę w LEX: Przyznawanie prawa wykonywania zawodu lekarza lub lekarza dentysty cudzoziemcowi >

 


Jak jest, jak było 

Od 30 grudnia 2020 roku do zatrudnienia lekarza z Ukrainy czy Filipin wystarczy potwierdzenie dyplomów przez konsula RP, stosowna deklaracja samego  zainteresowanego, zgoda polskiego ministra zdrowia na wykonywanie zawodu oraz przyznane przez okręgową radę lekarską prawo do wykonywania zawodu. Lekarze muszą więc dostać dwie decyzje: poza tą od ministra będącą pozwoleniem na pracę, jeszcze ORL uprawniającą do wykonywania zawodu - tę pięciu pierwszych lekarzy musi jeszcze uzyskać.  By lekarz spoza krajów UE mógł pracować w swoim zawodzie w naszym kraju musi mieć ukończone co najmniej 5-letnie studia medyczne i posiadać tytuł specjalisty, mieć co najmniej trzyletnią praktykę zawodową zdobytą w ciągu pięciu ostatnich lat przed przybyciem do naszego kraju oraz zadeklarować umiejętność posługiwania się językiem polskim. 

Dotychczas musieli oni przede wszystkim nostryfikować dyplomy na polskich uczelniach, co wiązało się z niemałymi wydatkami (np. postępowanie nostryfikacyjne na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku kosztuje 3,2 tys. zł), a także odbyć kilkumiesięczny staż. Za sprawą nowelizacji z 27 listopada 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w celu zapewnienia w okresie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii kadr medycznych to się zmieniło. Przepisy przewidują jednak, iż lekarz, który stara się o zgodę na pracę w Polsce,  z uczelni, która przyznała mu dyplom specjalizacji, musi pozyskać program odbytej specjalizacji. - Póki co jest to dokument niestandardowy, bo nigdy wcześniej nie był wymagany - mówi Kacper Gąsienica-Byrcyn właściciel firmy head-hunter'skiej Optimus Work. - Jest to ok. 30 stron, na których jest program przebytej specjalizacji, łącznie z szczegółowym opisem poziomem umiejętności lekarza i godzinami odbytych zajęć praktycznych. Ten dokument musi być przetłumaczony przez tłumacza przysięgłego. W niektórych uczelniach medycznych na wschodzie pozyskanie takiego dokumentu trwa nawet miesiąc i to jest najbardziej wąskie gardło tej procedury. Ten dokument trafia następnie do polskiego Ministerstwa Zdrowia i jest porównywany z polskim programem specjalizacji, a dokonuje tego konsultant krajowy lub wojewódzki w danej dziedzinie medycyny – wyjaśnia Kacper Gąsienica-Byrcyn z Optimus Work. Minister zdrowia  już po trzech tygodniach obowiązywania ustawy wydał pierwsze pozwolenia na pracę, z czego cieszą się samorządowcy i dyrektorzy szpitali, zwłaszcza powiatowych, którzy borykają się z brakami kadrowymi w swoich placówkach. Choć nie chcą mówić o tym oficjalnie.

Lekarze z Ukrainy i Białorusi szansą dla powiatowych szpitali

Z informacji Prawo.pl wynika, że szpitale chętnie nawiązują współpracę z wyspecjalizowaną agencją rekrutacyjną.  - Mamy podpisanych ok. 30 umów ze szpitalami z różnych części Polski na rekrutację lekarzy z krajów spoza UE - mówi nam Kacper Gąsienica-Byrcyn. - Zatrudniliśmy 15 medyków na Ukrainie w roli rekruterów i oni wyszukują nam specjalistów, chętnych do pracy w Polsce. Znaleźli nam już kilkaset takich osób, które i są na etapie kompletowania wymaganych przez Ministerstwo Zdrowia dokumentów. Są to przede wszystkim Ukraińcy i Białorusini, ale także lekarze rosyjskojęzyczni m.in. z Tadżykistanu. Zorganizowaliśmy dla nich kursy języka polskiego. Wśród nich są bardzo doświadczeni medycy, wykładowcy akademiccy i pracownicy naukowi uczelni medycznych – mówi Kacper Gąsienica-Byrcyn . A jak poinformował nas resort zdrowia, pierwsi cudzoziemcy trafią do szpitali w Bartoszycach, Otwocku i Siedlcach. Lekarze- cudzoziemcy będą zatrudniani na takich samych warunkach finansowych, jak ich polscy koledzy. Zarobią od 5-10 tys. zł, podczas gdy w swoim ojczystym kraju, ich wynagrodzenie wynosi około tysiąca złotych. Ponieważ zatrudniani są najczęściej przez szpitale prowadzone przez samorządy (powiatowe lub wojewódzkie), włodarze miast, w których będą pracować zapewniają im służbowe mieszkanie albo pomagają w znalezieniu pierwszego  lokum.