Rodząc w domu bez asysty ryzykujesz wizytę prokuratora
We Wrocławiu rodzice noworodka zostali skazani na kary po roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata, gdyż – mimo przenoszonej ciąży i pierwszego porodu kobiety – nie pojechali do szpitala, ale uparli się na rozwiązanie w domu bez lekarza albo położnej. Dziewczynkę ledwo odratowali lekarze. Nie wiadomo, jak do takich spraw podejdą sądy, gdy zaczną znikać kolejne porodówki i kobiety staną przed dylematem, czy ryzykować daleką podroż do szpitala, czy rodzić bez opieki medycznej w domu albo zdać się na przypadkowych pomocników.

Sprawa tocząca się przed Sądem Okręgowym dotyczyła mieszkanki przedmieść Wrocławia, która w czerwcu 2018 r. – mimo, że w stolicy Dolnego Śląska i okolicznych miastach jest wiele placówek z porodówkami – zdecydowała wraz ze swoim partnerem, że urodzi w domu. Kobieta (z wykształcenia dietetyczka) była już w przenoszonej ciąży, ale przebiegała ona prawidłowo, matka była podczas niej cały czas pod opieką lekarską. Dla rodzin mieszkających z dala od porodówek – albo mających powstawać po 31 stycznia izb porodowych – ta sprawa może być zachętą do dokładnego zastanowienia się, co zrobić w nagłych sytuacjach i czy nie mieć zapewnionej awaryjnej domowej opieki położnej. Chodzi nie tylko o ryzyko medyczne, ale i odpowiedzialność karną.
Poród odebrał instruktor nauki jazdy
W trakcie procesu sądowego wyszło na jaw, że w czasie wizyt lekarskich kobieta informowała ginekologa, że zamierza rodzić w domu. Lekarz starał się ją od tego odwieść, motywując swoje stanowisko tym, że poród w szpitalu jest bezpieczniejszy. Lekarz nalegał też, aby w porodzie tym asystowali lekarz lub położna z uwagi na bezpieczeństwo dziecka i matki. Ciężarna nawiązała więc kontakt z położną udzielającą pomocy w porodach domowych. Odbyło się kilka spotkań z rodzicami, w czasie których położna przeprowadziła edukację przedporodową. Uprzedziła o zdarzeniach nagłych i nieprawidłowościach, jakie wystąpić mogą przy porodzie. Ustaliła też - jak się jej przynajmniej wydawało – plan awaryjny, czyli wybór szpitala, gdyby były jakieś komplikacje. Była to placówka oddalona 30 kilometrów od domu rodzącej. Położna dziwiła się temu, że kobieta uważała, że jej obecność – nawet przy spokojnym porodzie – nie będzie potrzebna. W planowanej dacie porodu ginekolog prowadzący wystawił kobiecie skierowanie do szpitala i ponowił je kilka dni później, ale nie zgłosiła się na izbę przyjęć.
Jednak gdy odeszły wody płodowe, to do porodu nie wezwano lekarza ani położnej. Dziecko urodziło się o 20:30, poród przyjął ojciec – pracujący zawodowo jako instruktor nauki jazdy – ale nie odciął pępowiny. Rodzice zadzwonili do tej położnej, z którą wcześniej mieli kontakt, wysłali jej też zdjęcia dziecka, ale mogła ona przyjechać dopiero po ponad godzinie. Gdy zauważyła ona zaburzenia oddychania, szybko zadzwoniła po pogotowie ratunkowe.
Dziecko trafiło do szpitala w stanie krytycznym - wychłodzone, pokryte zieloną mazią płodową, niedotlenione. Do innej placówki trafiła też matka, gdyż trzeba było jej zszyć pęknięte krocze. Dziewczynka była w szpitalu ponad trzy tygodnie, lekarze zrobili jej część badań, ale nie zdążyli z całą diagnostyką, gdyż matka wypisała córkę na własne żądanie. -Określenie stopnia uszczerbku na zdrowiu nie było możliwe, gdyż wiele powikłań może się ujawnić w miarę wzrostu dziecka w następnych miesiącach życia. Rodzice uniemożliwili wykonanie dodatkowych badań w warunkach szpitalnych, z uwago na wypisanie dziecka ze szpitala na własne żądanie przez ustalonymi terminami konsultacji neurologicznej, okulistycznej i kontrolnym badaniem USC przez ciemieniowym – podkreślał sąd. Niemniej biegli uznali, że dziewczynka znajdowała się w stanie dobrym, a rodzice zobowiązali się wykonać zlecone badania we własnym zakresie i dotrzymali słowa. Przez dwa lata dziecko nie trafiło po raz kolejny do szpitala.
Poród w domu możliwy, ale…
Sąd uznał, że rodzice mogli dokonać wyboru miejsca urodzenia dziecka preferując poród w warunkach domowych. Przepisy – zdaniem sądu - nie regulowały (i nadal nie regulują) w sposób szczegółowy przebiegu takiego porodu, w szczególności udziału w nim położnej czy też lekarza. Nie znaczy to jednak, że rodzice postąpili prawidłowo.
Obecnie obowiązujące przepisy zapewniają rodzącej prawo wyboru miejsca porodu tj. w szpitalu lub poza szpitalem. Tak wynika z art. 7 ust. 2 ustawy z 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (tekst jedn. Dz. U. z 2024 r. poz. 581). W przypadku porodu pacjentka ma prawo do uzyskania świadczeń zdrowotnych związanych z porodem (ale te w warunkach domowych nie są objęte refundacją, co oznacza, że musi za nie zapłacić sama).
Art. 5 ust. 1 pkt 3 i 4) ustawy z 15 lipca 2011 r. o wykonywaniu zawodów pielęgniarki i położnej (tekst jedn. Dz. U. z 2026 r. poz. 15), pozwalają położnym odbierać porody "fizjologiczne" i "naturalne" w domach, gdyż ustawa nie precyzuje miejsca ich prowadzenia. Natomiast zgodnie z rozporządzeniem z 16 sierpnia 2018 r. w sprawie standardu organizacyjnego opieki okołoporodowej (tekst jedn. Dz. U. z 2023 r. poz. 1324), kobiecie ciężarnej należy umożliwić wybór miejsca porodu (warunki szpitalne albo pozaszpitalne) oraz przekazać wyczerpującą informację dotyczącą wybranego miejsca porodu obejmującą wskazania i przeciwwskazania. To akurat nie zmieni się w nowych standardach, które będą obowiązywać od 7 maja br., choć są w nich bardziej precyzyjnie rozpisane obowiązki „domowej” położnej.
Problem polegał na tym, że rodzice nie zapewnili opieki położnej, ani - w sytuacji przenoszonej ciąży (co jest czynnikiem ryzyka zarówno medycznego, jak i określonego w przepisach), a w dodatku przy pierwszym porodzie – nie zdecydowali się ostatecznie na szpital. Rodzice - decydując się na poród pozaszpitalny, a co istotne bez asysty wykwalifikowanej położnej - przejmują na siebie odpowiedzialność za właściwy przebieg porodu oraz stan zdrowia noworodka, w tym pomoc medyczną po urodzeniu.
Wyrok skazujący, ale w zawieszeniu
Prokuratura Rejonowa dla Wrocławia-Krzyki zarzuciła kobiecie i ojcu dziecka, że wspólnie i w porozumieniu - podejmując decyzję o odbyciu porodu w warunkach domowych - narazili, pomimo ciążącego na niej obowiązku opieki nad swoim dzieckiem, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia polegające na nieuzasadnionej medycznie i ryzykownej decyzji o urodzeniu dziewczynki. Prokuratura zakwalifikowała to jako przestępstwa opisane w art. 160 par. 2 i art. 156 par. 1 pkt 2 kodeksu karnego. Art. 156 par. 1 pkt 2 k.k. to przestępstwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci m.in. ciężkiego kalectwa, ciężkiej choroby nieuleczalnej lub długotrwałej, choroby realnie zagrażającej życiu, istotnego zeszpecenia lub zniekształcenia ciała. Natomiast art. 160 k.k. karze narażanie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Sprawa karna zaczęła się po 1,5 roku od porodu i w pierwszym wyroku sąd uniewinnił oboje oskarżonych. Jednak po uchyleniu tego wyroku z inicjatywy prokuratury przez Sąd Apelacyjny we Wrocławiu, prowadzono ją jeszcze raz przez 2,5 roku, odbyło aż 19 rozpraw. Sąd skazał oboje rodziców na kary po roku pozbawienia wolności, z tym że zawiesił ich wykonanie na okres dwuletniej próby. W przypadku obojga rodziców sędzia Agnieszka Marchwicka podkreśliła w uzasadnieniu wyroku, że i ojciec i kobieta czyn ten popełnili na skutek niezachowania ostrożności wymaganej w zaistniałych okolicznościach, mimo, że mogli przewidzieć możliwość jego popełnienia. -Główną przyczyną ciężkiego stanu dziecka po porodzie był sam fakt odbycia porodu w warunkach domowych, a pozostałe negatywne skutki dla nowonarodzonego dziecka wynikają wprost ze szczegółowo opisanych patomechanizmów. Oskarżeni podejmując decyzję o porodzie w domu narazili swoją córkę na niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia - czytamy w uzasadnieniu. Biegli wskazali również na to, że wyksztalcenie oskarżonej jako dietetyka nie dawało podstaw do przyjęcia, że jest osobą kompetentną w zakresie położnictwa, jednakże powinna mieć świadomość ryzyka związanego z porodem w warunkach domowych bez pomocy wykwalifikowanego personelu. Stąd ujemna ocena postępowania rodziców. -Swoją lekkomyślnością, nieuzasadnioną medycznie i bardzo ryzykowną decyzją o porodzie w domu sprawili, że ich córka była pozbawiona możliwości profesjonalnej pomocy przy porodzie. Tym samym narazili je na niebezpieczeństwo i zwiększyli ryzyko powstania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – podsumował sąd postępowanie rodziców dziewczynki.
Wyrok Sądu Okręgowego we Wrocławiu z 2 grudnia 2025 r., III KK 216/22
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.





