Józef Kielar: Kto powinien ustalać wysokość najniższego wynagrodzenia pracowników ochrony zdrowia? Dyrektor konkretnej placówki medycznej, czy odgórnie Sejm, jak dzieje się to w Polsce?

Stanisław Szczepaniak: Wynagrodzenia, również minimalne, powinny być ustalane przez dyrektorów poszczególnych szpitali, tym bardziej, że istnieje duże zróżnicowanie regionalne dotyczące dostępności kadry. Tam gdzie brakuje pracowników, powinni oni otrzymywać wyższą płacę od ustawowych kwot. W mojej opinii większym problemem jest to, że sposób finansowania wzrostu wynagrodzeń taki, jak tegoroczny (od 1 lipca) spowodował, że dyrektorzy jednostek całkowicie stracili możliwość i motywację do samodzielnego kształtowania płac. Szpitale otrzymały pieniądze do podwyższenia minimalnych wynagrodzeń. Przekazywanie dedykowanych środków na wzrost płac stało się normą. Jednak te szpitale, w których płace były zbliżone do płacy minimalnej, otrzymały mniej pieniędzy, niż szpitale nie inwestujące w pracowników. Dla pracowników działalności pomocnicznej i działalności podstawowej zatrudnionych w formie innych umów, niż umowa o pracę szpitale nie otrzymały nic.

Czytaj: Najwyższe podwyżki dla niektórych lekarzy, pielęgniarek, fizjoterapeutów oraz diagnostów>>
 

Jak pan ocenia znowelizowaną 28 maja 2021 roku ustawę o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych? Proszę przypomnieć, jakie były źródła finansowania lipcowych podwyżek?

Narodowy Fundusz Zdrowia przekazal środki na podwyżki, ale tylko dla pracowników działalności podstawowej zatrudnionych na umowy o pracę. Sama ustawa jest główną przyczyną niepokojów wśród pracowników ochrony zdrowia. Szczególnie protestowały pielęgniarki. Płace znaczącej części z nich zrównały się bowiem z wynagrodzeniami pracowników, którzy nie muszą mieć kierunkowego wykształcenia medycznego. Dodatkowo sposób finansowania podwyżek określny rozporządzeniem Ministra Zdrowia spowodował ubezwłasnowolnienie dyrektorów szpitali w kwestii kształtowania płac.

 


Czy wszystkie publiczne placówki ochrony zdrowia otrzymały pieniądze na podwyżki minimalnych wynagrodzeń?

Dostały je, ale w różnej wysokości. Muszę jednak powiedzieć, że im gorzej funkcjonował szpital w kwestii płac, tym lepiej dla niego. Otrzymywał bowiem więcej środków na wzrost wynagrodzeń do poziomu minimalnego. Szpitale zatrudniające więcej pracowników na umowy inne, niż o pracę, były dyskryminowane. Podsumowaując, im lepiej płacił dany szpital, tym dostawał mniej pieniędzy na podwyżki. Pogorszyło to jego sytuację finansową. Można sobie wyobrazić dwie jednostki realizujące analogiczny zakres i liczbę świadczeń i mających identyczny poziom zatrudnienia w poszczególnych grupach zawodowych. Szpitale te otrzymywały analogiczne środki z tytułu realizacji świadczeń medycznych. Ze względu jednak na wcześniejszy wyższy poziom wynagrodzeń w jednym z nich lub większy udział umów cywilnoprawnych wśród pracowników działalności podstawowej, NFZ płacił mniej na finansowanie wynagrodzeń. Jeżeli więc jednostka która wcześniej płaciła wyższe wynagrodzenia zasadnicze robiła to kosztem wyników finansowych, znalazła się obecnie w podwójnie trudnej sytuacji.

Jak mogą zareagować dyrektorzy szpitali, którzy mają możliwości zwiększenia wynagrodzeń zasadniczych powyżej ustalonych poziomów minimalnych?

Wielu dyrektorów podmiotów leczniczych, którzy mają możliwości zwiększenia wynagrodzeń zasadniczych powyżej ustalonych poziomów minimalnych będzie wstrzymywać podwyżki lub oferować je w formie innych składników wynagrodzenia, tak żeby nie narażać swoich jednostek na sytuację, w której kolejne finansowanie wzrostów wynagrodzeń minimalnych we wspomniany sposób, spowodowałoby, że zostaliby de facto ukarani finansowo za zwiększanie płac  powyżej poziomu minimalnego. Będzie to zwiększać z jednej strony chaos w ochronie zdrowia, a z drugiej strony nakręcać spiralę konfliktów, z których przynajmniej części można by uniknąć.

Co, zdaniem pana,  powinino zrobić Ministerstwo Zdrowia i NFZ, żeby zneutralizować przepisy dotyczące nierównego traktowania wielu szpitali?

Minister Zdrowia potraktował wspomnianą regulację jako rozwiązanie przejściowe.  Moim zdaniem, szybkie zmiany kontraktów placówek medycznych z NFZ w postaci wzrostu wyceny świadczeń dawałoby szansę neutralizacji przepisów szkodliwych i wprowadzających nierówne  traktowanie. Biorąc jednak pod uwagę rzadkie w ostatnich latach zmiany cen punktu rozliczeniowego i jednocześnie bardzo ograniczone zmiany wycen procedur nie dają powodów do optymizmu. To pokazuje, że kolejne przepisy - dokonywane często pod wpływem presji społecznej - mogą przez dłuższy czas być opatrywane takim komentarzem. Wówczas jednostki poszkodowane opisanym sposobem regulacji, mogą pozostać stratne przez długi czas.

Załącznik do rozporządzenia Ministra Zdrowia stanowi bowiem, że każdy kolejny wzrost wartości punktu rozliczeniowego i wzrost wartości wycen procedur medycznych powinien pomniejszać środki przekazywane bezpośrednio na finansowanie wynagrodzeń. Niestety, według zapowiedzi medialnych, po zawarciu niedawnego porozumienia przez Zespół do Spraw Ochrony Zdrowia Rady Dialogu Społecznego Komisji Trójstronnej z ministrem zdrowia w sprawie podwyżki płac od 1 lipca przyszłego roku, wzrost wynagrodzeń będzie finansowany tak samo, jak w tym roku. Po raz kolejny więc więcej środków na podwyżki otrzymają te szpitale, które mają wynagrodzenia niższe, niż inne placówki. Powoduje to, że jest motywacja, żeby nie zwiększać płac, bo być może wówczas szpitale otrzymają mniej pieniędzy na podwyżki.

Jakie są nastroje wśród pracowników szpitali dotyczące płac szczególnie w okresie szalejącej inflacji?

Duży wpływ na to miały płace personelu w okresie covidowym. Rozbudziły one bardzo oczekiwania finansowe i podzieliły środowisko. Różnice płacowe między osobami pracującymi na oddziałach covidowych i pozostałych były bowiem gigantyczne. Niektórzy zarabiali dwukrotnie więcej, niż inni. Wymusiło to roszczenia płacowe tych drugich pracowników. Doszło więc do inflacji wynagrodzeń. Niestety.