Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Pawelczak: Ochronę zdrowia budujemy od dachu, nie od fundamentów

Powodem zmian, przekształceń, likwidacji szpitali są dziś ich kłopoty finansowe albo brak personelu, a nie przemyślany plan zapewnienia w miarę równomiernego dostępu pacjentom do usług medycznych. Brak planu i chaos powodują powstawanie "białych plam" na mapie usług zdrowotnych, jak w przypadku porodówek na Podkarpaciu – uważa Remigiusz Pawelczak, dyrektor naczelny Samodzielnego Podstawowego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Szamotułach i prezes Wielkopolskiego Związku Szpitali.

Remigiusz Pawelczak

Józef Kielar: Na początku marca przed Ministerstwem Zdrowia odbył się protest dyrektorów szpitali i samorządowców. Co było powodem tej niecodziennej sytuacji?

Remigiusz Pawelczak: Niestety nie była to pierwsza taka manifestacja w ostatnich latach. Protesty odbyły się za kadencji ministrów Konstantego Radziwiłła oraz Łukasza Szumowskiego. Także tym razem bezpośrednim powodem akcji protestacyjnej jest katastrofalna sytuacja finansowa szpitali powiatowych oraz brak informacji na temat perspektyw funkcjonowania systemu ochrony zdrowia. Dane Związku Powiatów Polskich po trzecim kwartale ubiegłego roku wskazywały, że aż 80 proc. szpitali powiatowych odnotowało ujemny wynik finansowy. Sytuację pogarszał fakt, że Narodowy Fundusz Zdrowia przestał płacić regularnie za tzw. świadczenia nielimitowane. Takie świadczenia za trzeci kwartał były dotychczas płacone jeszcze w danym roku, a za czwarty kwartał w roku następnym. Teraz w Wielkopolsce NFZ zapłacił za świadczenia nielimitowane za trzeci i czwarty kwartał dopiero w nowym roku. Podobnie było w całym kraju. To rzutowało na wzrost zadłużania się szpitali. To tylko jeden z wielu przykładów. Skala problemów jest tak duża, że przed Ministerstwem Zdrowia, zgromadzili się i protestowali dyrektorzy szpitali oraz przedstawiciele samorządów - niezależnie od reprezentowanych poglądów politycznych,

Fundusz szuka oszczędności?

Tak, i mówi to wprost. Wprowadzane są cięcia, w m. in. finansowaniu poradni specjalistycznych, porodówek, w wycenach tomografii komputerowej, w opiece koordynowanej, w wyżywieniu pacjentów itp. Jeśli spełnią się zapowiedzi ograniczenia świadczeń nielimitowanych w tomografii, rezonansie, kolonoskopii, endoskopii, a także w poradniach specjalistycznych, to szpitale powiatowe czeka katastrofa finansowa, a pacjentów znaczne wydłużenie czasu oczekiwania na leczenie.  

A w jakiej kondycji finansowej jest szpital, którym Pan zarządza?

W rankingu portalu Termedia („Menedżer Zdrowia”) przeprowadzonym na podstawie oficjalnych danych ekonomicznych analitycy finansowi wykazali, że SP ZOZ w Szamotułach był trzecim w 2024 roku pod względem efektywności zarządzania w Polsce, a wśród szpitali powiatowych pierwszym. 

Jak Pan ocenia zasadność uchwalenia ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych? Działając pod presją personelu medycznego, wiele szpitali przeznacza na płace nawet 80 proc. przychodów z NFZ. Z drugiej strony trzeba przypomnieć, że np. lekarze walczyli o podwyżki ponad 20 lat.

Wspomniana ustawa w szczególny sposób wpływa na pogarszanie się kondycji finansowej szpitali. Problemem nie są same podwyżki, lecz sposób ich finansowania i wdrażania. Rekomendacje Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji z lipca ubiegłego roku nakazały finansowanie podwyżek jedynie osobom zatrudnionym na umowach o pracę. Pominięto osoby zatrudnione na umowy cywilnoprawne. Było to zaskakujące, bo niezgodne z tym, co AOTMiT zalecał w poprzednich latach. Nie podano żadnego przekonującego argumentu na tę nagłą zmianę. W ten sposób podzielono personel medyczny na tych, którym należą się podwyżki ustawowe i na tych, którym się nagle przestają należeć. Osoby pracujące na umowach cywilnoprawnych oczekiwały podwyżek i w większości szpitali różnymi sposobami je wyjednały. Ta niespodziewana zmiana sposobu wprowadzania podwyżek, oprócz strat finansowych, wywołała napięcia wśród personelu. Bardzo krytycznie oceniam mechanizm finansowania wzrostu wynagrodzeń. Szpitale nie otrzymują na nie celowych środków. Podwyżki wypłacamy z pieniędzy przekazywanych szpitalom na wzrost wyceny punktów za świadczenia i na zwiększony ryczałt. Jednocześnie NFZ, obniżając wyceny procedur, odbiera szpitalom część tych pieniędzy. Innymi słowy: najpierw musimy zrealizować obowiązek udzielenia podwyżek, a potem państwo zbiera szpitalom część pieniędzy przeznaczonych na ten cel.

Budżet na ochronę zdrowia ma wynieść w 2026 roku 247,8 mld zł, jednak według szacunków zabraknie około 23 mld zł. Dlaczego polski system ochrony zdrowia, mimo rosnących nakładów, jest ciągle niezrównoważony i niewydolny, co staje się niebezpieczne zarówno dla samych szpitali, jak i dla pacjentów?

Brakuje pieniędzy. Na ochronę zdrowia przeznaczamy zaledwie 6,2 proc. PKB, podczas gdy średnia unijna wynosi 10 proc. Ponadto podstawą wyliczeń nakładów na ochronę zdrowia w Polsce jest PKB sprzed dwóch lat, co oznacza ciągły niedobór finansowy. Nasz system charakteryzuje nierówność w płaceniu składki zdrowotnej. Obecnie składkę zdrowotną opłaca jedynie 72 proc. społeczeństwa. Oznacza to, że pozostałe 28 proc. Polaków nie płaci jej w ogóle. Wszyscy mamy te same prawa do opieki zdrowotnej. Ten system utrzymywania ochrony zdrowia musi być zmieniony, bo jest niewydolny.  

Powiedział Pan niedawno, że szpitale, mając ustawowy obowiązek zapewnienia dostępności świadczeń, ponoszą ogromne ryzyko finansowe z powodu braku terminowego i rzetelnego finansowania ze strony NFZ. Jakie powoduje to reperkusje dla publicznych podmiotów? Może część z nich trzeba zlikwidować lub przeprowadzić na dużą skalę ich restrukturyzację i konsolidację?

Ministerstwo Zdrowia i NFZ dysponują danymi, na podstawie których powinny stworzyć, oparty na mapie potrzeb zdrowotnych, plan transformacji obejmujący cały kraj. Dyrektorzy, prezesi szpitali, także starostowie nie posiadają wiedzy, nie dysponują danymi, by określić potrzeby całego regionu. Powodem zmian, przekształceń, likwidacji szpitali są dziś ich kłopoty finansowe albo brak personelu, a nie przemyślany plan zapewnienia w miarę równomiernego dostępu pacjentom do usług medycznych. Brak planu, chaos powodują powstawanie "białych plam" na mapie usług zdrowotnych, jak w przypadku porodówek na Podkarpaciu. Kolejna kwestia to odwracanie tzw. piramidy zdrowia. Fundamentem tego modelu jest profilaktyka i wydolny POZ; potem poradnie specjalistyczne i dopiero na końcu szpital. Gdyby porównać system ochrony zdrowia do budynku, to zaczynamy obecnie go budować nie od fundamentów, tylko od dachu. 

Czy dyrektor podmiotu publicznej ochrony zdrowia powinien ustalać poziom wynagrodzenia personelu, a nie ustawodawca?

Dla nas, dyrektorów, wygodnie jest, gdy stawki minimalne ustalane są odgórnie. Ale z drugiej strony, każdy dyrektor najlepiej zna swój personel i wolałby samodzielnie oceniać pracowników pod kątem kompetencji, pracowitości, empatii i za nie płacić. Powszechnie wiadomo, że „z bliska widać lepiej”.

Wróćmy do ustawy o minimalnych wynagrodzeniach. Szpitale przeznaczają na płace nawet 80 proc. przychodów z NFZ. Media podają, że rekordziści zarabiają nawet 1,5 - 2 mln rocznie, a inni są słabo wynagradzani.

Ciągle protestuję przeciwko nagonce dotyczącej wynagrodzeń lekarzy. Wymieniane przez pana przychody na tzw. kontraktach to wyjątki. Żaden dyrektor szpitala nie rozdaje pieniędzy za nic, tylko płaci za zaspokajanie potrzeb zdrowotnych pacjentów. To my zachęcamy lekarzy, żeby zechcieli pracować w naszym szpitalu i leczyli naszych pacjentów. Wysokość wynagrodzeń jest adekwatna do warunków rynku pracy. Jednocześnie ustawa o minimalnych wynagrodzeniach wymaga zmiany, bo nie może być tak, że 80 czy 90 proc. przychodów z NFZ przeznacza się w szpitalach na płace. Dobrym pomysłem jest powiązanie wzrostu wynagrodzeń z wynagrodzeniami w sferze budżetowej, ale do realizacji tego pomysłu trzeba odwagi i przekonujących argumentów.

Czy w takiej sytuacji niezbędne byłoby podwyższenie składki zdrowotnej?

Skąd będą pieniądze na leczenie Polaków – ze składki, z podatków czy z budżetu – to sprawa drugorzędna. Dla szpitali najważniejsze jest, żeby zagwarantowano nam możliwość leczenia pacjentów.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.

 

Polecamy książki prawnicze o tematyce zdrowotnej