Pandemia koronawirusa obnażyła stan polskiej służby zdrowia, mówiąc najkrócej: jest źle i nie wygląda na to, by miało być lepiej. Pacjenci są zdezorientowani, lekarze sfrustrowani, a politycy jak pokazują ich działania - nie mają pomysłu, jak wyjść z tego impasu.

Rzecznik weryfikuje sygnały od pacjentów 

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, jak i zarządzeniami Narodowego Funduszu Zdrowia - przychodnie podstawowej opieki zdrowotnej powinny zapewnić dostępność do świadczeń lekarza podstawowej opieki zdrowotnej w miejscu ich udzielania od poniedziałku do piątku, w godzinach pomiędzy 8.00 - 18.00, z wyłączeniem dni ustawowo wolnych od pracy, zgodnie z harmonogramem pracy świadczeniodawcy. Jak to wygląda w praktyce? Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec zweryfikował sygnały od pacjentów o trudnościach z uzyskaniem świadczeń. Stwierdzono nieprawidłowości w części przychodni POZ w województwie mazowieckim.

W 79 proc. sprawdzanych placówek nie można było dokonać rejestracji osobiście do lekarza (brak możliwości wejścia do przychodni), do 12 proc. placówek nie można się było dodzwonić, a z 8 proc. kontakt był utrudniony. W 13 proc. placówek, pomimo kontaktu telefonicznego, nie było możliwości uzyskania świadczenia zdrowotnego, zarówno w dniu zgłoszenia, jak i kolejnych dniach.

Czytaj w LEX: Zmiany w kierowaniu personelu do walki z koronawirusem - co zakłada projekt? >

O co tak naprawdę chodzi w hejcie na lekarzy?

Dotychczasowy system teleporad i pracy zdalnej lekarzy, który jest rozwiązaniem przyjętym w większości krajów europejskich, żeby zmniejszyć rozprzestrzenianie się epidemii i za który chwaliło Ministerstwo Zdrowia i NFZ (utrzymanie ciągłości leczenia i sprawna reorganizacja praktyk) - zaczyna budzić kontrowersje. W opinii medyków, winę za taki stan rzeczy ponoszą sami lekarze, którzy niekiedy udzielają wyłącznie teleporad oraz unikają bezpośredniego kontaktu z pacjentem.

Pacjentowi pozostaje jedynie teleporada?

Jak naprawdę wygląda obecnie sytuacja w placówkach POZ, jeżeli chodzi o kontakt z pacjentem? Czy rzeczywiście kontakt z pacjentem ograniczył się wyłącznie do teleporad? Prawo.pl zwróciło się z tymi pytaniami do Młodych Lekarzy Rodzinnych KLRwP.

 


Zdecydowanie nie! POZ jest i był pierwszym punktem kontaktu pacjenta z opieką zdrowotną - mówi w imieniu organizacji Łukasz Biesiada i dodaje: Teraz także dla pacjentów podejrzewanych o infekcję wirusem SARS-CoV-2. Wizyta poprzedzona jest rozmową telefoniczną zwykle z dwóch powodów: czasem rozmowa wystarcza (np. kontrola leków, wystawienie zlecenia na badania). Czasem zaś pacjent ma objawy sugerujące COVID-19 i kierowany jest od razu na test. W każdej inne sytuacji lekarze zapraszają pacjentów na miejsce albo odwiedzają ich w domach, dbając o bezpieczeństwo. By nie doszło do kontaktów między chorymi z infekcjami i np. chorymi na choroby kardiologiczne, płuc, nerek.

Czytaj w LEX: Nowe zasady finansowania nadwykonań przez NFZ >

Pandemia wywołała kryzys pacjent - lekarz POZ-u

Coraz częściej słychać oburzone głosy pacjentów, że w sytuacji, gdy otwarte są urzędy, szkoły, absurdem wydaje się być działanie lekarzy, którzy składali przysięgę, a nie chcą teraz przyjmować chorych. W opinii Łukasza Biesiady z Młodych Lekarzy Rodzinnych KLRwP, przypadki nieprzyjmowania przez placówki POZ pacjentów, jeśli w ogóle mają miejsce, są jednostkowe. Każdorazowo wymagają wyjaśnienia, jeśli trzeba, także przez stosowne instytucje państwowe.

- Codzienne przyjmowani są pacjenci w tysiącach poradni POZ, w ambulatoriach i szpitalach. Z tego, co widzimy restrykcje w dostępie do ochrony zdrowia są konieczne i są rozszerzane na inne branże - wyjaśnia Biesiada. -  Gdyby nie troska o chorych i ich przebywanie w POZ, uniemożliwienie oczekiwania w kolejkach, gromadzenia się, wreszcie wstępna kontrola telefoniczna - dziś mielibyśmy setki zamkniętych placówek POZ. Czyli zerwanie  ogromnie ważne ogniwo łańcucha walki z epidemią - podsumowuje.

Pacjenci widzą to nieco inaczej. Dlaczego większość prywatnych gabinetów specjalistycznych funkcjonuje normalnie, natomiast lekarze rodzinni nie przyjmują pacjentów bezpośrednio, a do przychodni ciężko się dodzwonić po teleporadę?” - pyta czytelnik portel.pl. Dodzwonienie się do przychodni, szczególnie z rana, graniczy z cudem: numer albo jest zajęty albo nikt nie podnosi słuchawki. Czasem trzeba wybierać numer kilkadziesiąt razy. Kontakt z lekarzem jest możliwy jedynie przez telefon, ale o tym decydują także panie z rejestracji. Nie rozumiem, dlaczego większość prywatnych gabinetów specjalistycznych funkcjonuje normalnie, natomiast lekarze rodzinni nie przyjmują pacjentów bezpośrednio” - pyta kolejny Czytelnik. Pytania jak na razie pozostają bez odpowiedzi.

Wszystkim puszczają nerwy  

Obecna trudna sytuacja zaostrzyła falę hejtu skierowaną do lekarzy, przyspieszyła ona po protestach medyków, którzy nie chcieli, żeby Ministerstwo Zdrowia przeniosło ciężar kierowania na testy na lekarzy rodzinnych. Lekarze obrzucani są wyzwiskami, nazywa się ich „tchórzami”, „leniami”. Jak mówi Rafał Hołubicki, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej, informacje dotyczące hejtu docierają do NIL, nie tylko w przypadku lekarzy POZ, ale również innych lekarzy.

 -Jest to dla nas niezrozumiałe zjawisko i na pewno nie możemy nad tym przejść do porządku dziennego. Hejt jest dla środowiska lekarskiego bardzo trudny do zaakceptowania - tym bardziej, że stał się on czymś powszechnym - i może sprawić, że misja niesienia pomocy pacjentom może być dużo trudniejsza niż dotychczas - podsumowuje Hołubicki.  

Politycy nie pomagają

Niestety w wyjściu z zaistniałej sytuacji nie pomagają politycy, którzy poprzez swoje „nieprzemyślane” często wypowiedzi, jedynie dolewają oliwy do ognia. Przykładem jest zarzucenie przez wicepremiera Jacka Sasina części środowiska lekarskiego niechęci do wykonywania obowiązków lekarza. Na te słowa zareagował Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. - Podważanie zaufania społecznego do osób wykonujących zawód lekarza w okresie pandemii jest krzywdzące i skrajnie nieodpowiedzialne - napisał prezes NRL, domagając się przeprosin od wicepremiera.

Co na to prawo?

Ministerstwo zdrowia przygotowało standardy teleporad, ale to dyrekcja przychodni decyduje, czy preferuje leczenie zdalne. Przepisy nie określają, ile razy wobec jednego pacjenta można stosować teleporadę i kiedy zaleca się osobisty kontakt chorego z lekarzem. Czy w związku z tym "unikanie" pacjentów jest zgodne z prawem?

- Należy pamiętać o tym, że to lekarz decyduje o tym, czy konsultacja w formie teleporady jest wystarczająca dla oceny stanu zdrowia pacjenta. Stąd nie ma prawnie określonego limitu teleporad względem jednego pacjenta - mówi Prawo.pl Adam Wróblewski z Kancelarii Radcy Prawnego Adam Wróblewski. - Warto jednak wskazać, że w rozporządzeniu Ministra Zdrowia z 12 sierpnia 2020 roku w sprawie standardu organizacyjnego  teleporady w ramach podstawowej opieki zdrowotnej wprost wskazano, że pacjent ma prawo żądania osobistego kontaktu z personelem medycznym, a świadczeniodawca POZ ma obowiązek poinformować o możliwości skorzystania ze świadczenia opieki zdrowotnej udzielonego w bezpośrednim kontakcie z pacjentem - dodaje. I wskazuje, że problem jest w tym, że warunkiem skorzystania z takiej formy udzielania świadczeń medycznych jest stwierdzenie przez lekarza, że z uwagi na stan zdrowia pacjenta świadczenie zdrowotne nie jest możliwe do zrealizowania w formie teleporad. - Wobec powyższego zawsze decydujące znaczenie ma decyzja lekarza, który za wybór formy, w jakiej dokona świadczenia opieki zdrowotnej ponosi odpowiedzialność.  W związku z tym istotne jest to, że pacjent ma prawo przedstawić żądanie skorzystania z osobistego kontaktu z personelem medycznym, co powinno dodatkowo uczulić lekarza na kwestię wyboru właściwej metody udzielenia konsultacji - wyjaśnia Adam Wróblewski.

Znaleźć złoty środek

Lekarz Podstawowej Opieki Zdrowotnej jest zdefiniowany w strategii ochrony zdrowia, jako osoba regulująca obieg pacjentów. System oparty na lekarzu POZ, musi rozwijać partnerstwo z tym lekarzem. Jest on ważny tak dla pracowników ochrony zdrowia, jak i dla samych pacjentów. Na nim opiera się bowiem bardzo wiele elementów m.in. skierowania do szpitali, skierowania do specjalistów, jak i codzienny kontakt z chorym. Bezdyskusyjnie lekarz POZ musi być otwarty na pacjentów. Należy jednak pamiętać, że lekarz POZ, to też człowiek i jak każdy boi się choroby. Istotne, by wypracować taką organizację placówki lekarza POZ, aby zminimalizować ryzyko zakażenia. Zminimalizować, bo całkowicie nigdy się go nie usunie.

Pandemia może jeszcze potrwać bardzo długo, wypracowanie konsensusu, który zadowoliłby zarówno pacjentów, jak i lekarzy jest bezzwłocznie konieczny - psychiczne koszty pandemii, widoczne wśród pacjentów i personelu medycznego już stanowią problem.