Szpitale, po okresie dwumiesięcznego przestoju spowodowanego epidemią,  zaczynają wracać do normalnego funkcjonowania. Ponawiają przyjęcia na zaplanowane operacje i badania, ale okazuje się, że powrót nie jest prosty, a pacjentów trzeba... prosić aby przyszli na zabiegi.

- Ludzie się wystraszyli, uważają szpitale za największe ognisko koronawirusa i zakażenia, więc odkładają zabiegi.  Nam też ustawa o działalności leczniczej jest pozwala się reklamować - mówi prof. Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali.

Czytaj w LEX: Tarcza antykryzysowa 2.0 - szczególne instrumenty wsparcia dla podmiotów leczniczych w walce z SARS-CoV-2 >

Wykonano dużo mniej zabiegów

Zdecydowanie spadła liczba wykonanych zabiegów. Podczas czwartkowego Kongresu Wyzwań Zdrowotnych, Daniel Rutkowski, zastępca dyrektora Departamentu Świadczeń Opieki Zdrowotnej w Centrali NFZ mówił, że w porównaniu do analogicznych okresów w roku ubiegłym - w zakresie np. chirurgii ogólnej - mamy w marcu spadek o 38 proc., a w kwietniu już o ponad 70 proc.  Podobny trend widać w ortopedii. - Nieco mniejsze ograniczenie było w kardiologii, chociaż równie istotne: w marcu o ok. 33 proc., w kwietniu o ok. 65 proc. - wskazywał dyrektor Rutkowski.

Czytaj w LEX: Sprawozdawczość podmiotu leczniczego z działalności przeciwepidemicznej >

Nie jest to zaskoczeniem, zważywszy na fakt, że w ostatnim czasie zaplanowane operacje ortopedyczne - np. wszczepienia endoprotez stawu biodrowego, zostały odwołane. Wśród zarządzających szpitalami pojawiają się wątpliwości, czy będą musieli nadrabiać zabiegi i doprowadzać do tego, aby bloki operacyjne pracowały 24 godziny na dobę. - To nie zostało nam do tej pory jednoznacznie wyjaśnione przez prezesa NFZ, a padały sugestie, jakoby Fundusz kredytował szpitale. Chcielibyśmy jak najszybciej otrzymać wytyczne co do zasad naszej pracy w najbliższym czasie - mówi Jarosław Fedorowski.

 


Dla szpitali zwiększenie wykonywania  liczby procedur, zabiegów w ciągu doby będzie jednak trudne do zrealizowania, o ile chorzy zechcą się w ogóle zgłaszać. - Trzeba byłoby robić testy w kierunku COVID-19 większej liczbie pacjentów, a nie każdy szpital na to stać. Poza tym więcej pacjentów oznacza konieczność obecności większej liczby personelu medycznego, zaś w budynkach szpitalnych utrudnieniem będzie zachowanie reżimu co do odległości między poszczególnymi osobami - mówi Ewa Książek - Bator, prezes HMS Assistance i była dyrektor szpitala klinicznego Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Czytaj w LEX: Zmiany w realizacji i rozliczaniu umów o udzielanie świadczeń w związku z epidemią koronawirusa - ułatwienia dla świadczeniodawców >

Finansowanie szpitali w czasie epidemii z NFZ i budżetu państwa

Prawo.pl zapytało centralę NFZ czy i do kiedy szpitale będą musiały odrabiać świadczenia, których nie wykonały z powodu epidemii.
– Fundusz reaguje na bieżąco na zgłaszane przez szpitale sygnały. Rozważana jest możliwość przedłużenia terminu rozliczania ryczałtu. Oddziały wojewódzkie pozostają w bieżącym kontakcie z placówkami medycznymi- zauważa Sylwia Wądrzyk- Bularz, rzecznik prasowy NFZ. Podkreśla także, że szpitale zostały zabezpieczone finansowo na czas epidemii, chociaż nie realizowały wszystkich procedur, nie wykonywały planowych operacji.

Czytaj w LEX: Zmiany w zasadach prowadzenia dokumentacji medycznej w 2020 r. >

Szpitalom, które zostały zmuszone do ograniczania dotychczasowej działalności, a nie biorą bezpośredniego udziału w walce z koronawirusem, oddziały wojewódzkie NFZ wypłacają kwoty porównywalne do tych, które placówki otrzymałyby realizując swój kontrakt na dotychczasowych warunkach - na wniosek szpitala - dodaje rzecznik. Wskazuje, że wypłaty środków wynikających z kontraktów, są szybsze i częstsze – na wniosek świadczeniodawcy – nawet do czterech razy w miesiącu. Terminy płatności zostały skrócone do maksymalnie 5 dni roboczych.

Czytaj w LEX: Jakość w szpitalach – przykłady dobrych praktyk i korzyści z nich wynikające >

Zasada, jaką ustalił prezes NFZ na czas epidemii i wstrzymania zabiegów planowych jest taka, że dostają one uśrednioną kwotę wynikającą z ryczałtu jaki mają z racji uczestnictwa w sieci szpitali. Otrzymują co miesiąc 1/12 tego ryczałtu, bez względu na liczbę przeprowadzonych operacji. -Dodatkowo szpitale otrzymały pieniądze – ponad miliard złotych – wraz ze wzrostem wyceny punktu za zabiegi wykonane w ramach ryczałtu.  Punkt rozliczeniowy wzrósł o 5 proc., stąd wyższe finansowanie - dodaje Sylwia Wądrzyk-Bularz.

Zobacz w LEX: Jak przygotować się do kontroli NFZ na nowych zasadach? – pół roku doświadczeń >

Niemniej jednak globalnie placówki medyczne i tak otrzymują w czasie epidemii mniej pieniędzy z NFZ, a ich comiesięczne budżety zostały uszczuplone o kilkanaście procent. - Choćby dlatego, że np. za operacje ortopedyczne, które są nielimitowane, otrzymują uśrednioną kwotę. Poza tym wiele świadczeń odrębnie kontraktowanych, za które szpitale dostawały wcześniej pieniądze poza ryczałtem, nie było wykonywanych i nie było z nich pieniędzy - mówi Ewa Książek - Bator.  Nie były wykonywane np. operacje usunięcia zaćmy. Funkcjonowało zaś żywienie pozajelitowe czy dializoterapia.

Placówki jednoimienne kosztowały już 300 milionów zł

Inaczej w czasie epidemii są natomiast finansowane szpitale jednoimienne - przekwalifikowane tylko na leczenie pacjentów z COVID-19. Pieniądze na nie zagwarantowała specustawa, która określiła, że wszystkie wydatki związane z zapobieganiem i zwalczaniem koronawirusa pochodzą z budżetu państwa. - Finansowanie zapobiegania i zwalczania epidemii COVID-19 nie odbędzie się kosztem innych świadczeń, za które płaci NFZ – podkreśla Sylwia Wądrzyk-Bularz. Do tej pory za świadczenia związane z leczeniem COVID-19 Fundusz wypłacił już szpitalom ponad 300 milionów złotych.

A pozostałe szpitale jak wcześniej nie mogły się opędzić od natłoku dzwoniących do nich pacjentów z prośbą o wyznaczenie terminu operacji, z tabunami ludzi na oddziałach ratunkowych, tak teraz muszą ich zapraszać do siebie i zapewniać, że w szpitalu jest bezpiecznie.