Stanowisko MSWiA to odpowiedź na interpelację poselską, jaką złożył Jan Dziedziczak. Poseł, powołując się na stanowisko ekspertów, zwraca uwagę, że bezpieczeństwo niektórych fotelików i urządzeń przystosowanych do przewozu dzieci pozostawia wiele do życzenia. Wskazuje, że homologacja ECE R44/04 dopuszcza do użytkowania foteliki i tzw. podkładki, które w rzeczywistych wypadkach nie spełniają swojej funkcji.

Jan Dziedziczak podnosi, że funkcjonuje też druga homologacja, tzw. i-Size (R129), która jest na tyle wymagająca, że foteliki, które ją przejdą spełniają wymogi bezpieczeństwa.

-  Niestety ta pierwsza wciąż obowiązuje i prawdopodobnie będzie obowiązywać. Niestety bardzo często dochodzi do sytuacji, że zarówno rodzice, jak i służby mundurowe, nie biorą pod uwagę tych szczegółów, bowiem na fotelikach znajduje się napis "homologacja", a więc formalnie wymagania są spełnione. Jednakże fizyka podczas wypadku działa, nie biorąc pod uwagę uwarunkowań prawnych, i stąd dochodzić może do tragicznych skutków – dowodzi parlamentarzysta.

Rejestr pomógłby rodzicom

Rodzaj informacji, jakie policja musi zgromadzić na miejscu wypadku, reguluje zarządzenie nr 31 Komendanta Głównego Policji z dnia 22 października 2015 r. w sprawie metod i form prowadzenia przez policję statystyki zdarzeń drogowych, zmieniane zarządzeniem nr 37 Komendanta Głównego Policji z dnia 30 października 2015 r. oraz zarządzeniem nr 40 z dnia 18 grudnia 2017 r.  Z przepisów tych nie wynika, aby policja, w przypadku wypadku z udziałem dzieci była zobowiązana do gromadzenia danych o urządzeniu ochronnym, przede wszystkim marki, modelu i numeru homologacji.

Z tych względów poseł zapytał ministra spraw wewnętrznych i administracji czy jest możliwe zobowiązanie policji do gromadzenia informacji o urządzeniach chroniących dzieci podczas wypadku lub braku ich zastosowania? A także czy możliwe jest opublikowanie listy urządzeń (z numerem homologacji), które były zastosowane do ochrony dzieci podczas wypadków śmiertelnych.

Czytaj też: Dziecko w aucie bez fotelika - to się nadal często zdarza >

Wprowadzenie takiego rejestru popiera Paweł Kurpiewski, ekspert z zakresu biomechaniki zdarzeń. Dowodzi, że pierwsza z homologacji dopuszcza nawet styropianowe podkładki, które w rzeczywistości nie są zabezpieczeniem podczas wypadku.

- Wprowadzenie rejestru pozwoliłoby na zebranie danych na temat wypadków samochodowych z udziałem dzieci, z uwzględnieniem zabezpieczeń, w których podróżowały. Dzięki temu będziemy mogli w przyszłości doprowadzić do usunięcia z rynku niebezpiecznych urządzeń tzw. pseudo-fotelików – przekonuje Paweł Kurpiewski.

Maria Dąbrowska-Lorenc z Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego Instytutu Transportu Drogowego w Warszawie zwraca uwagę, że przyczyną obrażeń dzieci podczas wypadku są nie tylko złe foteliki.

- Problemem może być też niepoprawne ich zamontowane i zapięcie dzieci – mówi ekspertka. 

Sprawdzanie jakości fotelików to nie rola policji

Zdaniem MSWiA gromadzenie szczegółowych danych identyfikujących zastosowany w pojeździe fotelik lub inne urządzenie przytrzymujące dziecko (marka, model i numer homologacji) nie ma dostatecznego uzasadnienia w kontekście prowadzonej przez Policję statystyki zdarzeń drogowych oraz dokonywanych na jej podstawie analiz stanu bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Posiadanie tych danych nie jest niezbędne do realizacji ustawowych zadań Policji. W tym zakresie są wystarczające aktualnie gromadzone informacje dotyczące wyłącznie spełnienia obowiązku używania powyższych urządzeń w odniesieniu do pojazdów, które uczestniczyły w zdarzeniach drogowych z udziałem dzieci.

- Organy kontroli ruchu drogowego, w tym Policja, nie są uprawnione do oceny jakości wykonania omawianych urządzeń, tym bardziej w sytuacji, gdy posiadają one stosowne oznaczenia potwierdzające spełnienie wymagań technicznych, homologacyjnych, o których mowa w odrębnych przepisach – uzasadnia Mariusz Kamiński minister spraw wewnętrznych i administracji.

Przepisy wymagają zabezpieczenia małego pasażera

Zgodnie z przepisami Prawo o ruchu drogowym nie wolno przewozić w samochodzie z dziecka niższego, niż 150 cm, bez fotelika lub innego urządzenia przetrzymującego tzw. podkładki. Grozi za to mandat w wysokości 150 zł i 6 punktów karnych. 

Przepisy pozwalają na przewożenie dziecka bez fotelika na tylnym siedzeniu, ale pod warunkiem, że ma co najmniej 135 cm wzrostu i jest zapięte "zwykłym" pasem bezpieczeństwa (dotyczy to większych dzieci, które nie mieszczą się w foteliku lub na podkładce). Z kolei jeśli z tyłu podróżuje trójka dzieci, ale nie ma miejsca na zainstalowanie trzech fotelików, to jedno z nich, w wieku co najmniej trzech lat, może podróżować bez fotelika, ale przypięte pasami. Na przednim siedzeniu można przewozić dziecko w foteliku przodem i tyłem do kierunku jazdy. Jeśli chcemy przewozić je tyłem - to trzeba dezaktywować poduszkę powietrzną.

- Na od lat mówi się w środowisku zajmującym się bezpieczeństwem, aby dzieci jak najdłużej jeździły jednak foteliku, bo to gwarantuje im dłużej bezpieczeństwo. Chodzi przede wszystkim o boczne zabezpieczenie głowy – mówi Maria Dąbrowska-Lorenc.

W ubiegłym roku policja odnotowała ponad 6 tys. wykroczeń związanych z nieprawidłowym przewożeniem dzieci w samochodach.