Bez odszkodowania czasami także z winy turysty
Polisy turystyczne nie chronią na wypadek każdej sytuacji i bez ograniczeń kwotowych. Każdy ubezpieczyciel sam określa ogólne warunki ubezpieczenia, a w interesie klientów jest zapoznanie się z nimi przed zakupem polisy, żeby po szkodzie nie znaleźć się w przykrej sytuacji.

Wakacyjne przygody mają nie tylko jasne oblicze. To nie tylko zdobywanie szczytów, imprezy w nadmorskich kurortach czy zmagania na kajakach, ale też wypadki na skuterze, złamanie nogi na wycieczce czy przewrócenie jachtu. O ile zdarzenia takie kończą się dobrze, jest co wspominać na lata. Zdarza się jednak inaczej. Co jakiś czas głośno jest o przypadku, gdy ubezpieczyciel nie wypłacił odszkodowania za poniesione koszty podczas podróży zagranicznej albo odmówił pokrycia w całości kosztów transportu osoby chorej do kraju. Nie zawsze ubezpieczyciel ma rację i są sprawy, które znajdują pozytywny dla turysty finał w sądzie, ale część odmów wynika z tego, że turysta nie dopasował polisy do swoich potrzeb, a a czasem w ogóle nie wiedział, co kupuje.
- Większość odmów w ubezpieczeniach turystycznych wynika z dwóch powodów – nieobjętych ochroną zdarzeń lub braku dokumentów potwierdzających szkodę lub poniesione koszty – podaje Iwona Debis, product manager w Nationale-Nederlanden.
Polisa okrojona do minimum
Regułą jest, że im polisa ma węższy zakres ochrony i niższe sumy ubezpieczenia, tym jest tańsza, jednak oszczędność za cenę przydatnej ochrony to kwestia do gruntowanego przemyślenia przed zakupem ubezpieczenia.
Jak mówi Dorota Dziubałko, ekspertka ubezpieczeń turystycznych Warty, częstą przyczyną braku wypłaty odszkodowania lub jego obniżenia jest zakup polisy nieobejmującej wszystkich ryzyk. Turyści często ulegają złudzeniu, że ubezpieczenie turystyczne to jedynie koszty leczenia i usługi assistance. W efekcie koncentrują się wyłącznie na tej ochronie i rezygnują z kluczowych dodatków, takich jak na przykład ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków (NNW) czy odpowiedzialności cywilnej w życiu prywatnym (OC).
- Jeśli podczas urlopu dojdzie do wypadku skutkującego stałym uszczerbkiem na zdrowiu, ubezpieczyciel może pokryć koszty szpitala i lekarstw w ramach kosztów leczenia, ale nie wypłaci świadczenia za uszczerbek, ponieważ w polisie zabrakło ubezpieczenia NNW - tłumaczy Dorota Dziubałko.
Podobnie wygląda sytuacja, gdy turysta nieumyślnie zniszczy wyposażenie hotelowego pokoju czy dziecko wjedzie na kogoś hulajnogą – bez ubezpieczenia OC koszty te trzeba pokryć z własnej kieszeni.
Brak znajomości OWU
Turyści często są nieświadomi warunków, na których ubezpieczyciel udziela im ochrony.
Jak tłumaczy Iwona Debis, product manager w Nationale-Nederlanden, wielu podróżnych zakłada, że polisa chroni przed każdą nieprzewidzianą sytuacją, że działa „od wszystkiego”. W praktyce zakres ochrony zależy od zapisów umowy i jest dokładnie opisany w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia (OWU). Dlatego przed wyjazdem warto sprawdzić zakres ochrony, wyłączenia odpowiedzialności i dodatkowe rozszerzenia, które mogą być potrzebne podczas podróży.
- Do wypłaty odszkodowania ubezpieczyciel musi otrzymać potwierdzenie, że zdarzenie miało miejsce i jakie koszty poniósł klient. Przykładem może być sytuacja zwrotu za koszty leczenia. Jeśli klient zorganizował wizytę u lekarza sam – do wypłaty odszkodowania niezbędna będzie dokumentacja medyczna i rachunki – wskazuje Iwona Debis.
Nawet jeśli klient ma komplet dokumentów - nie każdy wydatek zostanie zwrócony. Ubezpieczenie pokrywa koszty leczenia, które są niezbędne i medycznie uzasadnione. Koszty, które nie zostaną zwrócone w całości, to np. pokój jednoosobowy zapewniony na życzenie klienta zamiast standardowej sali szpitalnej czy dodatkowe badania wykonane bez zalecenia lekarza.
Problem z udokumentowaniem zdarzenia pojawia się ze szkodami bagażowymi.
- Samo zagubienie lub kradzież bagażu nie wystarczą, aby otrzymać odszkodowanie. Przede wszystkim należy jak najszybciej zgłosić szkodę i zebrać potrzebne dokumenty. Może to być raport sporządzony przez przewoźnika na lotnisku (PIR) albo zgłoszenie na policję – jeśli doszło do kradzieży. Brak zgłoszenia szkody od razu po jej stwierdzeniu może utrudnić lub uniemożliwić uzyskanie odszkodowania. Nierzadko dopiero po powrocie z podróży okazuje się, że samo oświadczenie klienta lub zdjęcie pustej taśmy bagażowej nie jest wystarczającym dowodem utraty bagażu. Podobnie jak zdjęcie uszkodzonej walizki, wykonane po powrocie do domu – mówi Iwona Debis.
Wiele osób nie zwraca też uwagi, że ich polisa powinna obejmować swoim zakresem choroby przewlekłe towarzyszące podróżnym. W codziennym życiu często przestajemy myśleć o schorzeniach, które mamy od lat i są dobrze kontrolowane. Dotyczy to między innymi nadciśnienia, cukrzycy, astmy czy chorób tarczycy.
- Tymczasem zaostrzenie takiej choroby podczas wyjazdu może prowadzić do wysokich kosztów leczenia. Jeśli nie zostanie wykupione rozszerzenie o choroby przewlekłe, ubezpieczyciel może odmówić zwrotu kosztów leczenia związanych z daną chorobą – tłumaczy Iwona Debis.
Wydatki mogą być w takich przypadkach znaczące, gdyż w gorącym klimacie osoba chorująca na nadciśnienie może dostać zawału czy udaru, a leczenie i transport do Polski mogą sięgnąć równowartości kilkuset tysięcy złotych.
Zbyt niska suma ubezpieczenia
Suma ubezpieczenia to maksymalna kwota, która ubezpieczyciel wypłaci, jeśli dojdzie do zdarzenia objętego ochroną. Zbyt niska skutkuje tym, że odszkodowanie może okazać się niewystarczające.
- Często dla oszczędności rzędu kilkunastu złotych w składce, klienci decydują się na minimalne limity odpowiedzialności. O ile przy utracie bagażu ubezpieczonego na 1 tys. zł, którego realna wartość wynosiła 5 tys. zł, stratą jest „tylko” różnica w cenie rzeczy, o tyle w przypadku kosztów leczenia za granicą konsekwencje bywają dramatyczne. W krajach takich jak Japonia, Chiny czy Kanada, ale również w popularnych kurortach basenu Morza Śródziemnego, skomplikowana operacja, hospitalizacja i transport medyczny do Polski mogą kosztować setki tysięcy złotych – wyjaśnia Dorota Dziubałko.
Jeśli turysta wybierze zbyt niską sumę ubezpieczenia, każdy koszt, który ją przekroczy, musi dopłacić sam.
Nadmierny optymizm źródłem wielu problemów
Zdaniem Doroty Dziubałko te sytuacje wynikają przede wszystkim z tzw. „wakacyjnego optymizmu” i braku dopasowania polisy do realnych planów wyjazdowych. Jej zdaniem jako turyści dzielimy się zazwyczaj na dwie grupy. Pierwsza to osoby nastawione na bardzo aktywny wypoczynek – narciarze, snowboardziści czy fani wspinaczki wysokogórskiej, którzy zazwyczaj mają wysoką świadomość ryzyka, wiedzą, że jadą uprawiać sport i dbają o to, by ich polisa zawierała odpowiednie rozszerzenia. I drugą - znacznie bardziej narażoną na przykre niespodzianki grupą, są osoby nastawione na klasyczne, spokojne plażowanie i zwiedzanie. Tacy turyści wychodzą z założenia, że skoro nie planują sportowych aktywności, to nie muszą sprawdzać, czy obejmuje je polisa. Tymczasem na urlopie często podejmujemy spontaniczne decyzje. Wystarczy jedna przejażdżka wypożyczonym quadem, spontaniczny lot paralotnią za motorówką nurkowanie z instruktorem czy nawet zabawa na holowanym bananie wodnym, by doszło do zdarzenia, które może wygenerować bardzo wysokie koszty leczenia.
Większość tradycyjnych polis nie obejmuje tych aktywności w podstawowym zakresie ochrony i wymaga opłacenia dodatkowej składki, nawet w sytuacji, gdy będą to aktywności podjęte spontanicznie i jednorazowo.
- Jeśli dojdzie do wypadku podczas takiej zabawy, a klient przed wyjazdem nie objął ochroną uprawiania sportów, ubezpieczyciel nie pokryje kosztów leczenia, ponieważ polisa nie posiada odpowiedniego zakresu ochrony – mówi Dorota Dziubałko.






