Krzysztof Sobczak: Pani nominacja do konkursu "Rising Stars Prawnicy - liderzy jutra", a potem zwycięstwo w nim, motywowane były pani zaangażowaniem na rzecz pomocy dzieciom maltretowanym, wykorzystywanym seksualnie, doświadczającym przemocy fizycznej oraz psychicznej. Czy to było kontynuowane?

Monika Horna-Cieślak: Tak, cały czas działałam na rzecz poprawy sytuacji dzieci uczestniczących w procedurach prawnych. Nadal jestem aktywnym adwokatem i prowadzę przede wszystkim sprawy dotyczące wykorzystywania seksualnego dzieci, a także przemocy wobec dzieci. A był to dla mnie rok wyjątkowy. Nie zwolniłam tempa i cały czas podejmowałam działania dotyczące zmian w praktyce organów wymiaru sprawiedliwości, ale także na rzecz zmian prawnych, związanych z udziałem dzieci w procedurach prawnych. Kontynuowałam te działania nawet z większą niż wcześniej energią i determinacją, w czym bardzo mi pomógł sukces odniesiony w tym konkursie. Wyróżnienie uzyskane w konkursie "Rising Stars Prawnicy - liderzy jutra” pokazało mi, że różne drzwi, które wcześniej były dla mnie uchylone, teraz stały się otwarte. 

Czytaj: Liderzy jutra - wschodzące gwiazdy świata prawniczego nagrodzone>>
 

Stała się pani rozpoznawalna po tym sukcesie?

Nie w takim sensie, żeby mnie ludzie na ulicy zaczepiali, ale w pewnych kręgach stałam się bardziej rozpoznawalna. Zostałam na przykład zaproszona na spotkanie do Naczelnej Rady Adwokackiej, także do Ministerstwa Sprawiedliwości. I nie były to tylko kurtuazyjne rozmowy, ale dotyczyły one mojej aktywności prawniczej i społecznej, właśnie tych moich działań związanych z udziałem dziecka w procedurach prawnych. 

Czytaj: Rusza kolejny konkurs na wschodzące gwiazdy rynku prawniczego>>


Wykorzystała pani te spotkania do upominania o sprawy, o które pani walczy?

Zdecydowanie tak.  A mój sukces w konkursie spowodował, że  moja działalność stała się bardziej rozpoznawalna. Jeśli ktoś ze mną spotykał się, rozmawiał, to już mógł kojarzyć tę moją działalność i znacznie łatwiej było wprowadzić te wątki do rozmowy. Miałam też takie poczucie, że po udziale w tym konkursie wzrosło zaufanie do mnie i stałam się dla różnych osób i instytucji jeszcze poważniejszym partnerem do rozmów. A ja te wszystkie spotkania wykorzystywałam do tego, żeby rozmawiać o sytuacji dzieci w procedurach prawnych. Dzięki tym kontaktom pracujemy obecnie nad kolejnymi projektami, które mają prowadzić do wzmocnienia ochrony i praw dzieci. 

 

Mówi pani: pracujemy. Czyli kto? Bo właśnie odeszła pani z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, w której działalność była pani zaangażowana przez wiele lat.

Rzeczywiście, nie jestem już pracownikiem Fundacji, z którą byłam związana przez 12 lat, chociaż nadal darzę tę instytucję i jej zespół wielką sympatią i uznaniem. Jestem w kontakcie z Fundacją i zamierzam z nią współpracować. Potrzebna mi była zmiana i postanowiłam teraz skupić się bardziej na działalności swojej kancelarii i prowadzeniu powierzanych mi spraw,  które dotyczą wyłącznie  praw dzieci. Chcę też więcej czasu i energii poświęcić mojemu przewodowi doktorskiemu na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, którego tematem jest "Uksztaltowanie instytucji kuratora procesowego w procedurze karnej z perspektywy zabezpieczenia prawnie chronionych interesów małoletniego pokrzywdzonego”. Czekają mnie badania naukowe związane z tą pracą, co też będzie wymagało czasu i wysiłku. Zamierzam też kontynuować moje zaangażowanie społeczne w zakresie tej problematyki. Mam zaplanowane działania szkoleniowe, wydawnicze. 


W ramach pracy w Fundacji była pani koordynatorką programu „Wymiar sprawiedliwości przyjazny dziecku” i gdy rozmawialiśmy rok temu, to wskazywała pani na wiele niedomagań w tym zakresie. Coś się zmieniło, jest lepiej?

To był bardzo wyjątkowy, nietypowy rok. Wymiar sprawiedliwości zderzył się z epidemią koronawirusa. Ta nowa rzeczywistość była też dla mnie wyzwaniem, bo pojawiły się pytania, jak w tych warunkach ma wyglądać udział dziecka w procedurach prawnych. Przez pewien czas wręcz wstrzymane zostały czynności sądów i prokuratur, a cały czas obowiązuje szereg obostrzeń. I w tej sytuacji pojawiła się na przykład kwestia, czy pokoje służące do przesłuchań dzieci są przystosowane do tej rzeczywistości, czy spełniają warunki sanitarne. 

Czytaj: Wymiar sprawiedliwości bardziej przyjazny dla dzieci, ale są jeszcze problemy>>
 

Spełniały?

Nie w pełni, ponieważ one nie były urządzane z uwzględnieniem np. wytycznych GIS-u. Pojawiło się więc pytanie, w jaki sposób ma teraz wyglądać kontakt sędziego czy biegłego psychologa z dzieckiem. Miałam sygnały z różnych miast, że dzieci znowu składają zeznania na salach rozpraw. Według mnie ograniczenia związane z epidemią nie powinny prowadzić do tego, że nie będzie się dzieciom gwarantować przyjaznych warunków przesłuchania. Ale w tym zakresie udało się zrealizować bardzo dobrą inicjatywę, bo interwencję podjęło Ministerstwo Sprawiedliwości i wysłało do wszystkich dyrektorów sądów zapytania o to, jak sobie radzą z tą sytuacją, a także rekomendację, by jeśli pokój przesłuchań w sądzie nie spełnia wymagań sanitarnych, to żeby pomyśleć o wykorzystaniu jakiegoś innego pomieszczenia, a nawet o nawiązaniu współpracy z innymi instytucjami, w których są odpowiednie pomieszczenia. Z satysfakcją obserwowałam, że ministerstwo cały czas monitorowało tę sytuację i podejmowało działania. Istotna była też zmiana przepisów.

Czytaj: W dobie koronawirusa niewystarczająca ochrona pokrzywdzonych dzieci>>
 

W ramach którejś z "tarcz antykryzysowych" wprowadzono też zmiany dotyczące tej problematyki?

Tak, chociaż w pierwszej wersji "tarczy" nie było to dobre rozwiązanie, ponieważ według tej regulacji przesłuchiwanie dzieci mogło się odbywać tylko na etapie postępowania przygotowawczego i tylko w sytuacji, gdy sprawca przestępstwa został zatrzymany. To zagrażało sytuacji pokrzywdzonych dzieci, ponieważ prowadziło do zamrożenia przesłuchań. Pojawiało się wtedy pytanie, co w sytuacji, gdy sprawca jest nieznany. Podejmowałam w tej sprawie interwencję, miałam też ogromne wsparcie ze strony państwa portalu, gdzie ukazało się kilka publikacji na ten temat, w tym wywiad pani redaktor Patrycji Rojek-Socha ze mną i w efekcie tych zabiegów Ministerstwo Sprawiedliwości także podjęło działania, dzięki którym w kolejnych "tarczach antykryzysowych" zmieniono przepisy, na takie które pozwalały na przesłuchiwanie dzieci w o wiele większej ilości sytuacji, kiedy prokurator uznał to za potrzebne. 

Widzę, że jest pani w pozytywnym nastroju, który teraz chyba trochę zepsuję, przypominając o raporcie opublikowanym niedawno przez grupę organizacji pozarządowych, które stwierdzają, że w Polsce nadal brakuje kompleksowej strategii przeciwdziałania przemocy wobec dzieci, programów szkoleniowych także dotyczących ich wykorzystywania seksualnego i tych rozwijających kompetencje poszczególnych służb. Potrzebny jest też system umożliwiający analizę m.in. okoliczności i przyczyn zabójstw dzieci i przepisy umożliwiające walkę z patotreściami. Zgadza się pani z tą oceną?

Czytaj: "Klaps" w Polsce niby zakazany, ale dzieci nadal niedostatecznie chronione>>
 

Ja zawsze staram się docenić to co udało się już osiągnąć oraz zrobić. Jest to bardzo ważne. Ale też widzę i w pełni zgadzam się z przedstawioną oceną. Są jeszcze w polskim systemie ochrony praw dziecka elementy wymagające zdecydowanej zmiany i poprawy. Ten raport o realizacji konwencji o prawach dziecka pokazuje nam, że wciąż brakuje w Polsce  kompleksowego podejścia do tego zagadnienia. Ja cały czas jestem orędowniczką utworzenia narodowej strategii walki z przemocą wobec dzieci. Czyli żeby państwo w sposób jasny i klarowny określiło cele, pokazało jakie zadania są do zrealizowania w kolejnych latach, żeby ta strategia była taką kompleksową i przemyślaną wizją działania w tej dziedzinie. Tego cały czas nie ma, a osoby działające na rzecz praw dzieci apelują o to od lat. Ale mam nadzieję, że w końcu uda się do tego doprowadzić. 

Czyli jest jeszcze o co walczyć?

Tak, chociaż raczej nie należy się z tego cieszyć, bo lepiej by było gdybyśmy mieli standardy ochrony praw dzieci na najwyższym możliwie poziomie. 

Odbierając rok temu nagrodę podkreślała pani, że wyróżnienie w konkursie jest okazją do tego, żeby zwrócić uwagę na problematykę udziału dziecka w procedurach prawnych. Czy udało się to pani?

Konkurs bardzo mi pomógł. Przykładem były te wspomniane zaproszenia na spotkania do Naczelnej Rady Adwokackiej czy do Ministerstwa Sprawiedliwości, gdzie mogłam przedstawić moje działania związane z udziałem dziecka w procedurach prawnych. Zaczęłam też częściej wypowiadać się medialnie.