Patrycja Rojek-Rocha: W naszej poprzedniej rozmowie mówił pan o potrzebie systemowych zmian w zakresie opiniowania. A co z samą weryfikacją umiejętności biegłych, czy w tym zakresie potrzebne są zmiany? 

Tadeusz Tomaszewski: Zacznijmy od tego, że musimy określić, czy dopuszczamy działanie tylko biegłych sądowych, którzy są wpisani na listy sądów okręgowych (albo innego wskazanego w ustawie podmiotu) i teoretycznie dają gwarancję jakości, czy też także biegłych ad hoc, którzy nie są wpisywani na takie listy, ale mogą być powołani przez organ procesowy. Gdybyśmy regulowali certyfikowanie biegłych sądowych to istnieje obawa, że będą wątpliwości co do tych drugich, którzy nie będą w takim trybie sprawdzani. Próby pójścia w takim kierunku widać było w niektórych projektach ustawowych, w tym także w ostatnim z 2018 roku. Z drugiej strony biegli ad hoc powinni być co do zasady powoływani w szczególnych przypadkach, gdy w danej dziedzinie nie ma biegłych sądowych lub zdaniem organu powołującego nie są oni wystarczająco kompetentni.

Czytaj: 
Dobry biegły pilnie poszukiwany, dobra ustawa pilnie potrzebna>>

Prof. Tomaszewski: Sądy tracą na braku regulacji dotyczących biegłych​>>
 

Możemy podać przykład? 

Choćby profesor uniwersytetu medycznego, który jest wybitnym specjalistą z danej dziedziny, ale nie chce być biegłym sądowym, jednak czasem jego wiedza będzie potrzebna i powinno się przewidzieć możliwość powołania go jako biegłego. We wspomnianym ostatnim znanym projekcie ustawy uznano, że jeśli sąd chciałby powołać biegłego ad hoc, to musiałby to szczegółowo uzasadnić, co wydaje się sprzeczne z obowiązującymi przepisami kodeksowymi. Na świecie są zresztą różne systemy. Na przykład funkcjonuje koncesjonowana lista biegłych - powołujemy wtedy tylko tych wpisanych na listę, bo są sprawdzeni i mają określone kwalifikacje. Ale są też systemy, w których powołuje się takich biegłych, jakich wybiera sobie strona. Jeśli chcemy biegłych koncesjonowanych, to trzeba się zastanowić, kogo to ma dotyczyć. 

Zobacz procedurę w LEX: Powoływanie biegłych sądowych z dziedzin medycyny >

Co w takim razie z instytucjami specjalistycznymi, czy one też powinny podlegać certyfikacji? 

To jest kolejny problem, który musi być uwzględniony przy tworzeniu projektu ustawy. Trzeba bowiem rozważyć potrzebę, czy nawet wręcz konieczność, stworzenia listy instytucji specjalistycznych uprawnionych do opiniowania. Obecnie panuje w tym zakresie całkowita dowolność, jako że taka lista nie istnieje. Na to nakłada się problem bardzo rozciągliwego, stanowczo nazbyt szerokiego rozumienia kodeksowego terminu „instytucja naukowa lub specjalistyczna”. Obecna praktyka pokazuje, że właściwie każda jednostka, którą uznaje się za taką instytucję, lub niestety, która sama się za taką uważa i tak się reklamuje, może być powołana do sporządzenia opinii jako opiniodawca instytucjonalny. Dlatego ważne jest, aby na utworzoną listę wpisywać jedynie sprawdzone instytucje, które dają rękojmię przeprowadzenia zleconych badań na odpowiednim poziomie oraz wydania poprawnej merytorycznie i dobrze uzasadnionej opinii. 

Sprawdź w LEX: Czy biegły sądowy może recenzować prywatne opinie innych autorów na ten sam temat? >

Sami sędziowie zwracają uwagę, że czasem nie wiadomo, kto w takiej instytucji wydaje opinie. 

A to jest bardzo istotne. Zarówno w zakresie to kto wydaje opinię w imieniu takiej instytucji, jak i jaki ma sprzęt laboratoryjny czy inne narzędzia badawcze. Warto przy tym wspomnieć o obiegowym poglądzie, zgodnie z którym opinia wydana przez instytut jest bardziej wartościowa dowodowo niż opinia biegłego indywidualnego. Ja jako kierownik Katedry Kryminalistyki na Uniwersytecie Warszawskim dostaję do opiniowania wielotomowe sprawy, w których jest np. pięć opinii wcześniej powołanych biegłych, a moja Katedra jest szóstym opiniującym, gdyż uważa się, że jeśli sąd nadal nie jest przekonany do wniosków uprzednio opiniujących biegłych, to przesyła taki przypadek do instytutu i opiera się na wydanej przez niego opinii. Tym bardziej wskazuje to na konieczność reprezentowania przez tego rodzaju podmioty najwyższego poziomu wiedzy i staranności w opiniowaniu.

Czytaj omówienie w LEX: Prywatna ekspertyza nie podważy opinii zleconej przez sąd >  

 

Sebastian Kowalski, Katarzyna Osiak-Krynicka

Sprawdź  
POLECAMY

Warto przypomnieć, że pomysł certyfikowania także instytucji pojawił w projekcie z 2018 r. Wszystko rozbiło się jednak o to, kto ma za to odpowiadać. 

Bo najtrudniejsza jest odpowiedź na pytanie, kto ma to robić, ale i w tym zakresie można czerpać przykłady ze świata. Taka certyfikacja lub weryfikacja wydaje się konieczna także dlatego, że kiedyś nie brano pod uwagę prywatnych firm, które obecnie próbuje się traktować jako instytucje specjalistycznie (bo przecież nie jako indywidualnych biegłych), a one mają swój udział w obniżeniu poziomu opiniowania. W takich przypadkach często nie chodzi o braki formalne opinii, złe ich uzasadnienie bądź niedopracowany materiał poglądowy, a wręcz o błędy merytoryczne. Wracając do projektu z 2018 r. - proponowano by był to dyrektor Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie. 

Zobacz linię orzeczniczą w LEX: Merytoryczna zawartość opinii biegłego, a wysokość należnego biegłemu wynagrodzenia >

To nie był dobry pomysł? 

Ten pomysł skrytykowano i chyba słusznie. Jeśli dzisiaj weryfikuje kandydatów na biegłych sądowych prezes sądu okręgowego, to pojawiają się głosy, że to złe rozwiązanie, bo nie zna się on na materii, którą ma oceniać. Powstaje więc podobne pytanie, czy dyrektor Instytutu Ekspertyz Sądowych miałby się znać? A to dyrektor jako organ jednoosobowy miałby podejmować decyzje dopuszczające biegłych do opiniowania lub pozbawiające ich takiej możliwości. Jeśli dyrektor sam byłby biegłym (tak jak to jest obecnie), to teoretycznie byłby lepiej przygotowany do realizacji takiego zadania, ale nawet on mógłby mieć problem z oceną kwalifikacji kandydata na biegłego sądowego, który jest przykładowo inżynierem od budowy mostów. A przecież dyrektor w ogóle nie musi być biegłym. Więc dokonywana w taki sposób weryfikacja lub certyfikacja biegłych byłaby taką samą fikcją, z jaką mamy do czynienia obecnie. Dodatkowym czynnikiem, który trzeba brać pod uwagę, byłby wpływ na dobór biegłych (tj. ich powoływanie i odwoływanie) ministra sprawiedliwości.

Zobacz linię orzeczniczą: Powołanie dowodu z opinii biegłych na okoliczność silnego wzburzenia >

 

W jakim zakresie? 

Ponieważ jest zwierzchnikiem dyrektora i powołuje na to stanowisko. Grozi to zachwianiem bezstronności i niezależności biegłych, jak też odziaływaniem tą drogą na postępowania sądowe. Już wcześniej jeden z projektów ustawy o biegłych zakładał, że to minister sprawiedliwości miał wpisywać biegłych na listę biegłych sądowych, jak równie z skreślać ich z takiej listy. Przewidywano wprawdzie, że przy ministrze sprawiedliwości powstanie komisja kwalifikacyjna (złożona z przedstawicieli aż 17 resortów, co samo w sobie było dość egzotyczne), ale minister w przypadku skreślenia danego biegłego z listy lub jego zawieszenia mógł, ale nie musiał zasięgnąć opinii komisji. Ponadto minister mógł wystąpić o przeprowadzenie przez policję tzw. wywiadu środowiskowego, w którym zbierano by m.in. „dokładne”, jak napisano w projekcie, informacje o sytuacji rodzinnej lub o stanie majątkowym osoby ubiegającej się o wpis na listę. Podobne rozwiązania – o pomocniczej jedynie roli komitetu działającego przy dyrektorze IES i policyjnym sprawdzaniu kandydatów na biegłych przewidziano w ostatnim projekcie z 2018 r. 

Czytaj w LEX: Lekarz jako biegły sądowy >

W jakim kierunku powinno iść rozwiązanie?

W mojej ocenie nie ma innego wyjścia jak stworzenie niezależnego podmiotu kwalifikacyjnego, który mógłby dobierać sobie specjalistów z dziedziny, jaką reprezentują kandydaci na biegłych sądowych. 

Czytaj: Biegli w garści Instytutu Ekspertyz Sądowych>>
 

Co w takim razie z listami biegłych sądowych?

To też jest problem do dyskusji. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że obecne rozwiązanie, w którym listy biegłych sądowych tworzą prezesi poszczególnych sądów okręgowych i wpisują na nich osoby ubiegające się o taki wpis, nie jest efektywne. Pozwala ono na wpisanie się jednego kandydata na biegłego na listy w wielu różnych sądach; znam przykłady biegłych, którzy się chwalą, że są wpisani na listy kilkunastu sądów w kraju. Jeśli popełnią błąd w jednym sądzie, to drugi o tym nie wie, więc jeśli prezes jednego sądu wykreśli takiego biegłego z listy swojego sądu, to ukarany biegły wydaje bez przeszkód opinie dla innego. Poza tym taka swoista decentralizacja powoduje, że sądy bądź zainteresowane strony mogą nie wiedzieć o potencjalnych biegłych do powołania w konkretnej sprawie, którzy są wpisani na listy w innych sądach okręgowych. Wskazuje to zatem na potrzebę utworzenia jednej zcentralizowanej i skomputeryzowanej listy. Wtedy dane o ekspertach reprezentujących różne specjalności byłyby łatwiej dostępne dla organów procesowych w całym kraju; również obywatele potrzebujący pomocy mogliby łatwiej znaleźć danego specjalistę. 

Czytaj w LEX: Biegły sądowy w dziedzinie bhp >

Podniesienie stawek dla biegłych pomoże? 

Stawka, która wynosi 30 zł za godzinę pracy biegłego, na pewno nie jest żadną zachętą. Uważam, ze takie stawki wręcz uwłaczają biegłym, przy czym trzeba dodać, że od wielu lat nie były one zwiększane ani w jakikolwiek odczuwalny sposób rewaloryzowane, a nawet w którymś momencie uległy jeszcze zmniejszeniu. Czy zatem można się dziwić, że nie ma dopływu nowych biegłych, zwłaszcza tych o najwyższych kwalifikacjach, a ci, którzy są, często rezygnują z pełnienia tej funkcji? Należy przy tym pamiętać, iż mamy w stosunku do
opiniujących biegłych wysokie wymagania: oczekujemy, iż będą fachowcami najlepszymi z możliwych, że będą działali z największą starannością i w zgodzie najnowszymi standardami naukowymi. Jeśli chcemy przyciągnąć dobry specjalistów, to stawki dla biegłych muszą być urealnione. Ponadto, takie żenująco niskie stawki godzinowe mogą dla niektórych biegłych stanowić zachętę do ponadnormatywnego zwiększania liczby godzin za swoją pracę. W sumie więc może się okazać, że takie „oszczędzanie” na biegłych jest przeciwskuteczne. 

Zobacz linię orzeczniczą w LEX: Możliwość udziału w sprawie sędziego (biegłego sądowego) w sytuacji gdy pozostaje on w stosunku pracy z jedną ze stron procesu >

 

Dlaczego? 

Bo z jednej strony niekoniecznie prowadzi do niskich wynagrodzeń biegłych, a z drugiej odstrasza kandydatów na biegłych. Jednak jest jeszcze jeden ważny wymiar tego problemu – jeśli z powodu niezachęcających wynagrodzeń mamy braki kadrowe wśród biegłych, zwłaszcza niektórych specjalności, to obniża się ogólny poziom opiniowania, co może prowadzić do błędnych orzeczeń sądowych. Jednocześnie spada zaufanie do biegłych i ich opinii, co z kolei powoduje, że w przypadku zarzutów podnoszonych przez stronę niezadowoloną z opinii, organy procesowe tym łatwiej będą przystawały na wnioski takiej strony o powołanie kolejnych biegłych, którym znowu trzeba zapłacić, zwiększając w ten sposób znacząco koszty całego postępowania i wydłużając na wiele miesięcy, a może lat całe postępowanie. Może więc lepszym i co ważne - tańszym rozwiązaniem jest godziwie zapłacić pierwszemu powołanemu biegłemu, wtedy jest szansa, że to będzie dobry specjalista, którego opinii nie trzeba będzie kontrolować opiniami innych biegłych.