Grażyna J. Leśniak: Czym jest wspólnota zakładu pracy w prawie pracy i w czym się dziś ona przejawia?

Arkadiusz Sobczyk: Zacznijmy od tego, że niewiele osób zajmujących się prawem pracy, a szczególnie praktyków, nie widzi w zakładzie pracy nie tylko wspólnoty, ale nawet społeczności. Zakład pracy to raczej budynki i teren, niż środowisko społeczne. Dlatego widzimy pracodawcę i kontrakt, a nie wspólnotę. Problem w tym, że taka perspektywa nie potrafi wyjaśnić właściwie żadnej instytucji prawa pracy. 

Istotą wspólnoty, czyli prawnego związku przedsiębiorców i pracowników jest to, że łączy ich wspólny nadrzędny interes, a raczej dobro – tj. sukces zapewniający wszystkim jej członkom bezpieczeństwo i dobrobyt. Kodeks pracy nazywa to dobrem zakładu pracy.  Bo jego trwanie oznacza, że wszyscy realizują swój plan: przedsiębiorca, bo zarobi, a pracownik, bo ma pracę i też zarobi. Innymi słowy choć na co dzień definiujemy swoje interesy egoistycznie, to ostatecznie nie da się interesów indywidualnych zrealizować bez pogodzenia się z tym, że inni też mają swoje prawa. Jeśli bowiem przedsiębiorca upadnie, to co z mojej chęci, skoro nie mam szansy być zatrudnionym.

Wspólnotowy charakter mają oczywiście nowe przepisy dotyczące tzw. tarczy antykryzysowej. Przykład? Porozumienia zawierane przez pracodawców z przedstawicielami pracowników, na podstawie których obniżamy pracownikom pensje. W ten sposób ingerujemy w czyjeś prawa, obniżając wymiar czasu pracy i wynagrodzenie. Mało tego. W tych przepisach mamy formułę, na podstawie której to ostatecznie pracodawca samodzielnie decyduje komu konkretnie i o ile obniży te pensje. Wiadomo, że do 50 proc. Dlaczego? Bo w zamyśle było takie założenie, że dzięki tej decyzji zakład przetrwa. W imię tej wartości każdy musi trochę ustąpić. A to nie koniec. Moglibyśmy np. zastanawiać się nad tym, dlaczego przedsiębiorca dostaje od państwa dofinansowanie do wynagrodzeń? Ktoś powie - z Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. No dobrze, ale ten fundusz jest pusty. Zasilany jest dotacją z budżetu państwa, czyli pieniędzmi z podatków. Powyższe wynika tylko z tego, że zakład pracy traktujemy jako strukturę społeczną w ramach państwa, o którą wszyscy musimy dbać. Dlatego osoby niezagrożone utratą zatrudnienia finansują za pośrednictwem podatków wynagrodzenia dla osób zagrożonych. Państwo nie dopłaca więc osobie prywatnej, ale subsydiuje społeczność. Byt przedsiębiorcy prywatnego leży w interesie społecznym. Bo jak nie ma zakładu pracy, nie ma podatków i nie ma pieniędzy np. na służbę zdrowia.

Zobacz procedurę w LEX: Świadczenie postojowe – osoby uprawnione i zasady nabywania  >

 


Chyba mało kto dziś identyfikuje się z zakładem pracy. Z różnych dyskusji w internecie można odnieść wrażenie, że pracodawca i pracownik wciąż stoją po dwóch stronach barykady i wiele ich nie łączy. Pierwszy nastawiony jest wyłącznie na własny zysk, a drugi ma konkretne oczekiwania, głównie finansowe. Czy w takich relacjach jest miejsce na partnerstwo, o wspólnocie zakładu pracy już nie wspominając?

Ma pani rację, że postawy i percepcja społeczna są mocno liberalne. Ale też niekonsekwentne. Skoro pracodawca i pracownik są po dwóch stronach barykady, to dlaczego porozumienia antykryzysowe uzgadniają łącznie? Dlaczego związki współdecydują o zwolnieniach pracowników? Przykłady mógłbym mnożyć. Ale wróćmy do prawa. Prawo tworzy pewne konstrukcje czasem – powiedzmy to jasno – wbrew naszej wizji świata. Prawo często cywilizuje nas wbrew naszym egoistycznym odruchom. Najlepiej widać to teraz na przykładzie wspomnianych porozumień. Związki zawodowe mogą powiedzieć: nie godzimy się na obniżkę wynagrodzeń i ograniczenie wymiaru czasu pracy i w ten sposób być może zniszczą przedsiębiorstwo a więc także majątek przedsiębiorcy, to jest ich wybór. Nie da się wyjaśnić tego, że ktoś się zbiera i zawiesza mi na rok czy nawet na trzy lata umowę o pracę, czy obniża wynagrodzenie czy etat, inaczej niż władzą wykonywaną w mikrospołeczności. To po pierwsze. Po drugie, nie widzimy wspólnoty zakładu pracy, bo jest ona codziennie kompromitowana. Wspólnotą jest wszak Rzeczpospolita Polska, co wynika wprost z treści konstytucji. Obserwacja polityki na szczeblu krajowym kompromituje wspólnotę.

Czytaj w LEX: Tarcza antykryzysowa 3.0 - rozwiązania w zakresie prawa pracy >

Bo jeśli widzi się polityków-cwaniaków, jeśli widać na co dzień prawną lub symboliczną przemoc, to człowiek sobie myśli, że będzie frajerem, jeśli będzie miał tę postawę wspólnotową. Ludzie nie widzą wspólnoty, co więcej - nie chcą jej widzieć, bo tak naprawdę nikomu nie ufają. To wszystko nie zmienia jednak tego, że nie da się – jak wyżej wspomniałem – wyjaśnić większości instytucji prawa pracy inaczej, jak przez konstrukcję wspólnoty, oraz ściśle z nią związaną zasadę solidarności. Wynagrodzenia chorobowe, urlopowe, odprawy, wynagrodzenia postojowe, obniżanie wymiaru etatu, to nic innego jak obciążanie ciężarami jednych w imię pomocy innym.

Zobacz procedurę w LEX: Łączenie różnych formy pomocy – zwolnienie ze składek ZUS i pomoc ze środków FP, FGŚP  >

 


Czy epidemia koronawirusa to dobry czas na budowanie wspólnoty? Czy stać nas będzie na wyrzeczenia w imię dobra zakładu pracy?

Ona się de facto buduje. Każde z tych zawartych teraz porozumień to przejaw wspólnoty. To wszak procesy tworzenia prawa lokalnego, któremu musi się pani poddać. Jeśli się pani nie podoba, to może pani jedynie odejść.

Proszę zobaczyć, co się dzieje: pracodawca musi prosić o zgodę na obniżenie wynagrodzenia lub wymiaru czasu pracy. Tu chodzi o proces, w którym wszyscy uczestniczą. Obecnie w przypadku każdego z zawieranych porozumień dochodzi do sytuacji, w której pracownicy zarządzają zakładem pracy, bo bez ich zgody nic nie da się zrobić. Trzeba przyznać, że w obecnej sytuacji związki zawodowe pokazały klasę. Widać, że jak jest potrzeba, to ludzie zaczynają inaczej rozmawiać.

Słyszałam o przypadku kobiety, której mąż wrócił z Włoch, a ona nie poinformowała o tym swojego pracodawcy i cały czas przychodziła do pracy. Gdy to się wydało, pracodawca stwierdził, że stracił do niej zaufanie i zaczął rozważać zwolnienie jej z pracy. Czy dobro wspólnoty wystarczy, by z własnego grona usunąć osobę, która wobec tej wspólnoty zakładu pracy: pracodawcy, kolegów i koleżanek, a nawet ich rodzin, zachowała się nieodpowiedzialnie? Czy można w ogóle za coś takiego zwolnić z pracy?

Trzeba być uczciwym wobec siebie. W takiej sytuacji nie bronimy interesu pracodawcy, lecz pozostałych pracowników przed osobą, której stan zdrowia być może jest zagrożeniem dla innych. Podobna sytuacja, jaka teraz ma miejsce w związku z koronawirusem, ma miejsce również w związku z alkoholem i badaniem trzeźwości pracowników. Cechą wspólnoty jest współodpowiedzialność. I nie tylko wtedy, kiedy pracują, ale także poza pracą. Nie chcę oceniać tej konkretnej sytuacji, bo stan faktyczny może być złożony, ale przy takiej modelowej sytuacji, kiedy pracownik wie, że może zarazić pozostałe osoby w pracy, to zachowanie i postawa pracodawcy jest dla mnie spójna.

 


Jak do kwestii wspólnoty zakładu pracy podchodzą sądy?  

Nie podchodzą, bo nie mogą. Bo sądy, podobnie zresztą, jak 90 proc. polskich prawników, a nawet - jak sądzę - 95 proc., w ogóle tej wspólnoty nie widzą. Opisują bowiem zatrudnienie w kategorii umowy między dwoma stronami. A jeśli mamy umowy między stronami to oznacza to, że jesteśmy obok siebie i pani ma z kimś umowę i ja mam z kimś umowę, więc w zasadzie można powiedzieć, że siedzimy sobie we trójkę, a w zasadzie to siedzą dwie dwójki.

Cała wykładnia polskiego prawa pracy konsekwentnie opiera się na odpowiedzialności kontraktowej. Tymczasem wspólnotowość zmienia w ogóle język opisu obowiązków pracodawcy i pracownika. Wtedy widać, że są to obowiązki wynikające  z prawa  a odpowiedzialność za ich naruszenie ma charakter deliktowy. Zatrudnienie nie jest tym w tym momencie kontraktem prywatnym, ale umową określającą warunki wejścia do grupy. Reguły postępowania w tej społeczności określają akty prawa powszechnie obowiązującego lub zakładowego. Umowa ma znaczenie wtórne.

Czytaj w LEX: Wsparcie finansowe dla przedsiębiorców z sektora MŚP oraz dużych przedsiębiorstw - kredyty, pożyczki, gwarancje >

Sądy tego nie widzą, ale nie ma się co temu dziwić, bo polska nauka prawa pracy - poza pojedynczymi przypadkami - w ogóle nie podejmuje tego zagadnienia. Z kolei Sąd Najwyższy przez 30 lat naprodukował tyle poglądów w sprawie kontraktów, że trudno, aby te sądy rejonowe orzekały w myśl inne logiki.

Czasami jest jednak tak, że sądy de facto stosują myślenie wspólnotowe. Najbardziej powszechnym przykładem jest orzecznictwo w sprawach dotyczących odwołań od wypowiedzenia umów. Gdyby stosować logikę kontraktową to sąd powinien badać winę pracodawcy. Tymczasem nikt nigdy tego nie robił i nie robi. Tymczasem odpowiedzialność deliktowa rzeczywiście pozwala na pominięcie winy m. in. w sytuacjach, w których czynność prawna, w tym przypadku wypowiedzenie, dotyczy praw i wolności jednostek. Perspektywa deliktowa wyjaśnia, dlaczego kodeks pracy przewiduje zryczałtowane odszkodowanie, które nie zależy od tego, czy w ogóle wystąpi szkoda. W gruncie rzeczy mówmy bowiem o zryczałtowanym zadośćuczynieniu. Dlatego my żyjemy w świecie tego prawa wspólnego prawa pracy, tylko wyjaśniamy to językiem kontraktowym.

Prof. dr hab. Arkadiusz Sobczyk, radca prawny, partner zarządzający w kancelarii Sobczyk & Współpracownicy, wykładowca w Katedrze Prawa Pracy i Polityki Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego.