Pracoholizm dopada Polaków nawet na urlopie. Winny jest sposób organizacji pracy?
Dziś przypada Światowy Dzień Pracoholika. Polacy pracują dłużej niż większość Europejczyków, w dodatku ponad połowa z nas mentalnie z pracy nie wychodzi nigdy. To kwestia kultury pracy, którą przez lata jako społeczeństwo stworzyliśmy sobie sami, ale dziś wpływ na nią ma przede wszystkim pracodawca.

12 sierpnia obchodzony jest Światowy Dzień Pracoholika. Według danych Eurostatu z 2025 r., przeciętny tydzień pracy w Polsce trwał prawie 39 godzin. To piąte miejsce w Unii Europejskiej i wynik o 3 godziny ponad unijną średnią. Dłużej pracowały tylko Litwa, Bułgaria, Rumunia i Łotwa. 12 proc. Polaków deklaruje pracę powyżej 45 godzin tygodniowo.
Czytaj również: Urlop pod telefonem. Aż 60 proc. Polaków nie potrafi całkowicie odciąć się od pracy podczas wypoczynku>>
Pracować jak… Polak?
Zjawisko pracoholizmu nie jest nowe. Zaczęło przybierać na sile na przełomie lat 90. i 2000., gdy transformacja gospodarcza otworzyła przed Polakami nowe możliwości kariery i awansu społecznego, a wraz z nimi pojawiła się grupa menedżerów gotowych poświęcać pracy praktycznie cały swój czas. W tamtym okresie ambicja i pracoholizm bywały wręcz traktowane jako zaleta pracownika. Choć obecnie podejście się zmienia, trudno całkowicie odrzucić przyswojone normy.
– Pracoholizmem najczęściej zagrożeni są ci, dla których praca stała się miarą własnej wartości: młodzi profesjonaliści na wczesnym etapie kariery, samozatrudnieni oraz osoby zarządzające innymi. Osoby uzależnione od pracy najczęściej jako motywację podają chęć zdobycia wyższej pozycji zawodowej czy statusu materialnego – tłumaczy lek. Piotr Leszczyński, dyrektor medyczny LongLife.
Chociaż 85 proc. pracujących Polaków dobrze ocenia swój work-life balance (badanie InterviewMe z lipca 2026 r.), gdy przychodzi urlop, tylko 40 proc. potrafi się od pracy naprawdę odciąć. Reszta zerka w skrzynkę mailową, odbiera telefony od klientów albo po prostu nie przestaje myśleć o niedokończonych projektach. Ponad połowa badanych przyznaje, że już samo wzięcie urlopu wywołuje u nich stres lub wyrzuty sumienia, a co trzeci już w trakcie wypoczynku obawia się zaległości czekających po powrocie. Ten paradoks pokazuje, że pracoholizm w Polsce to nie tylko siedzenie w biurze do późna, ale również brak odcięcia się psychicznego po godzinach pracy.
Cena przepracowania
Osoby pracujące 55 godzin tygodniowo lub więcej mają o 35 proc. wyższe ryzyko udaru mózgu i o 17 proc. wyższe ryzyko zgonu z powodu choroby niedokrwiennej serca niż osoby pracujące standardowe 35-40 godzin. Z pracoholizmem nierozerwalnie łączy się podwyższony poziom stresu.
W dużej mierze to pracodawca, poprzez sposób, w jaki organizuje pracę, wspiera lub ogranicza pracoholizm. Gdy przełożony pisze służbowe wiadomości w niedzielę wieczorem albo firma nie ma procedury zastępstw, pracownikowi trudno jest odciąć się od pracy.
Sytuację zmieniają nie puste zapisy w regulaminie, ale wdrażane w rzeczywistości rozwiązania: jasne zasady braku kontaktu z pracownikiem w weekendy i podczas urlopu, procedury zastępstw i przekazywania obowiązków przygotowywane z wyprzedzeniem, rozliczanie zespołu z efektów, a nie z liczby godzin spędzonych online czy szybkości odpowiedzi na wiadomość, a także regularne monitorowanie zdrowia i poziomu wypalenia w zespole.
– Wielu pracodawców nie zdaje sobie sprawy, że każda dodatkowa godzina i każdy weekend spędzony przy laptopie, choć krótkoterminowo może przynieść firmie korzyści, to dodatkowe obciążenie dla organizmu pracownika, które prędzej czy później trzeba będzie „spłacić" – chorobą, długą absencją albo odejściem kogoś, kto był dla zespołu kluczowy. Dlatego zamiast czekać, aż problem urośnie na tyle, by czasowo całkowicie wykluczyć pracownika z pracy, warto zacząć od wdrożenia programów przeciwdziałających wypaleniu i psychicznemu obciążeniu. Jednocześnie dbać o regularne badania profilaktyczne, które pozwalają wychwycić pierwsze sygnały przeciążenia organizmu oraz choroby cywilizacyjne wywołane przewlekłym stresem i brakiem regeneracji, takie jak nadciśnienie tętnicze czy insulinooporność – tłumaczy lek. Piotr Leszczyński z LongLife.







