Na portalu społecznościowym restaurator z Gdyni zamieścił ofertę pracy dla kucharza z adnotacją: "Zero Ukraińców czy innych podobnych". Na zwróconą mu uwagę zareagował: „Klientów szanujemy, podludzi – nie”. Właściciel firmy przeprosił za swoje zachowanie.

Jednak w sprawę zaangażował się już rzecznik praw obywatelskich. Zapowiedział, że wystąpi do komisariatu policji oraz prokuratora rejonowego w Gdyni o informacje o stanie sprawy oraz przeprowadzonych dotychczas czynnościach. Według RPO oferta pracy w smażalni ryb w Gdyni zawierała treści ksenofobiczne i dyskryminujące

Zawiadomienie w tej sprawie do prokuratury złożył Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

Czytaj też: Pozew o mobbing również w czasie zatrudnienia >>>
 

"Nie dla cudzoziemców" nie tylko w ogłoszeniach o pracę

Konrad Dulkowski z Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych zwraca uwagę w rozmowie z Prawo.pl, że otrzymał już ok. 30 zgłoszeń o możliwości dyskryminacji ze względu na pochodzenie. - Tutaj chodzi nie tylko o oferty pracy, zamieszczane w internecie, czy na drzwiach siedziby firmy. Duża część skarg dotyczy także ofert wynajmu mieszkania. Jest tam wskazane, że "nie wynajmę obcokrajowcowi". Właściciele lokali tłumaczą się, że w ten sposób mają większą gwarancję dochodzenia swoich roszczeń w przypadku zniszczenia mieszkania - mówi.

 

 

Zaznaczył, że w przypadku ogłoszenia w Gdyni właściciel tłumaczył, że wcześniej zatrudniał pracownicę z Ukrainy i nie wspomina dobrze tej współpracy. - Wyjaśniał, że z dnia na dzień zrezygnowała ona z pracy. Tutaj jednak kwestia narodowościowa jest mało istotna, ponieważ polscy pracownicy również tak robią, szczególnie w sytuacji, kiedy są zatrudnieni na umowach cywilnoprawnych. Z naszych informacji wynika, że pracodawca z Gdyni proponował ok. 17 zł na godzinę, czyli stosunkowo niską stawkę - podkreśla Dulkowski.

Czytaj w LEX: Czym jest dyskryminacja w stosunkach pracy i jak jej unikać? - poradnik krok po kroku >

- Niektórzy pracodawcy mają mylny pogląd, jeśli chodzi o prowadzenie swoich interesów. Często oni mówią, że jako właściciele restauracji, czy hoteli mogą zatrudniać kogo chcą i tworzyć ogłoszenia w dowolny sposób - dodaje ekspert.

Według niego takie sprawy, jak ta z Gdyni, powinny być ścigane z urzędu przez prokuraturę lub Państwową Inspekcję Pracy. - Tutaj nie chodzi tylko o zapisy kodeksu pracy, ale również kodeksu karnego, który mówi o konsekwencjach prawnych w kwestii dyskryminacji ze względu na narodowość. Mogę jednak na palcach jednej ręki wymienić prokuratorów, którzy zajmują się takimi sprawami z urzędu - mówi.

Najpierw zajrzeć do kodeksu pracy

Kodeks pracy zakłada, że pracownicy powinni być równo traktowani w zakresie nawiązania i rozwiązania stosunku pracy, warunków zatrudnienia, awansowania oraz dostępu do szkolenia w celu podnoszenia kwalifikacji zawodowych, w szczególności bez względu na płeć, wiek, niepełnosprawność, rasę, religię, narodowość, przekonania polityczne, przynależność związkową, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientację seksualną, a także bez względu na zatrudnienie na czas określony lub nie określony albo w pełnym lub w niepełnym wymiarze czasu pracy.

 


Dr Dominika Dörre-Kolasa, radca prawny z kancelarii Raczkowski Paruch zwraca uwagę, że zdarzają się sytuacje, kiedy to obiektywne powody wykluczają obcokrajowców w procesie rekrutacji. - Chodzi mi o potencjalnych pracowników nie władających dobrze językiem polskim, który będzie im potrzebny w pracy. Mam na myśli np. pracowników sklepu spożywczego, ale nie tylko. Podobnie będzie z pracownikami budowy. Tam podstawowa znajomość języka polskiego jest również ważna. Nie wszyscy mają bowiem czas na wdrożenie obcokrajowców. W takich sytuacjach należałoby jednak takie zastrzeżenie zamieścić w ogłoszeniu o pracę  - mówi.

Czytaj też: Praca tylko dla prawicowego Polaka - ogłoszenie, które zbulwersowało internautów >

Jej zdaniem część sklepowych ogłoszeń - które wprost wskazują, że cudzoziemcy nie są mile widziani na rozmowie kwalifikacyjnej - może być skierowana do nieuczciwych pośredników pracy.

Prof. UKSW Monika Gładoch zaznacza jednak, że w ogłoszeniu o pracę nie można pisać - "nie przyjmę cudzoziemców". - Jeśli ktoś chce zatrudnić osobę o pewnych kwalifikacjach, to powinien wskazać w ogłoszeniu uzasadnione kryteria np. "wymogiem jest biegła znajomość języka polskiego". Nie można pisać, że nie przyjmę cudzoziemców, bo ich nie lubię - mówi.

Czytaj w LEX: Różnicowanie sytuacji pracowników w zatrudnieniu - dopuszczalność >

Według niej należy reagować na rasistowskie zachowania. - Prokuratura powinna się włączać w takie sprawy, aby działać prewencyjnie, żeby nie powtarzały się takie sytuacje. Trzeba reagować nawet jeśli wydaje nam się, że jest to błahe. Musi być jasny przekaz społeczny, że tego nie wolno robić. Niestety żyjemy w społeczeństwie, które uważa, że jeśli ktoś nie reaguje na dane zachowanie, to mi wolno - podkreśla profesor Gładoch.

 


Dyskryminacja nie tylko ze względu na narodowość

Temat dyskryminacji bada Państwowa Inspekcja Pracy. Inspektorzy zaznaczają jednak, że stwierdzenie nierównego traktowania jest bardzo trudne m.in. ze względu na treść składanych skarg. - Zarzuty w nich zawarte były zwykle określone w sposób ogólny, bardzo enigmatyczny, hasłowy, bez wskazania konkretnych zachowań pracodawcy - podkreślają. Problemem jest także brak dowodów potwierdzających opisywane praktyki oraz chęć zachowania anonimowości przez pracowników.

Jak wynika ze sprawozdania Inspekcji za 2018 r.,  naruszenia zasad równego traktowania stwierdzono nie tylko w przypadku cudzoziemców. Chodzi także o dyskryminację ze względu na wiek. Tego typu nieprawidłowości stwierdzono w agencjach zatrudnienia. Naruszenia dotyczyły m.in. ofert pracy.