W niektórych miastach i gminach żłobki i przedszkola zaczynają stopniowo wracać do funkcjonowania po prawie dwumiesięcznej przerwie spowodowanej epidemią koronawirusa.  Na razie jednak niewielu rodziców zdecydowało się posłać tam dzieci. Ale od opiekunów, których dzieci wróciły do placówek lub wrócą w najbliższym czasie, dyrektorzy zaczynają wymagać zaświadczeń od lekarza o tym, że dziecko jest zdrowe.

Zarządzający żłobkami i przedszkolami zabezpieczają się w ten sposób na wypadek jakichkolwiek roszczeń odszkodowawczych od  innych rodziców, gdyby jakieś dziecko pojawiło się w placówce i zarażało innych koronawirusem. Lekarze jednak odbijają piłeczkę.

Zaświadczenia o stanie zdrowia to zbędne wizyty w przychodni

- Kierownicy placówek opiekuńczych nie mają podstaw prawnych, by domagać się od rodziców takich zaświadczeń - wyjaśnia Joanna Szeląg, lekarz z Porozumienia Zielonogórskiego. - W obecnej sytuacji epidemiologicznej przyjmujemy w przychodniach zdrowe dzieci tylko na szczepienia i w razie konieczności wykonania bilansu. Ograniczamy do minimum zbędne wizyty ze względów bezpieczeństwa. W dobie epidemii nie jesteśmy przecież w stanie u nikogo wykluczyć zakażenia bezobjawowego. Badanie zdrowych dzieci celem wystawienia zaświadczenia, że są zdrowe, byłoby absurdem. Zwłaszcza obecnie, gdy pojęcie „zdrowe” odnosi się do braku zakażenia koronawirusem. A tego przecież lekarz nie stwierdzi na podstawie badania - podkreśla Joanna Szeląg.

Także Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia oraz lekarz rodzinny i pediatra deklaruje, że ona takich zaświadczeń nie wystawia. -W Koninie, w przedszkolu obok którego pracuję, w dwóch placówkach opiekuńczych jest na razie po czwórce dzieci. Wydanie jednak zaświadczenia maluchowi o tym, że jest zdrowe nie ma sensu. Co z tego, że wystawiłaby taki dokument na potrzeby żłobka czy przedszkola, skoro to dziecko może za dwa dni zachorować. Jaką moc ma wobec tego zaświadczenia? – zastanawia się Bożena Janicka.
Jej zdaniem skoro żłobek czy przedszkole wymaga takich zaświadczeń, to powinno nawiązać współpracę z lekarzem, który codziennie z rana będzie badał maluchy i mierzył im temperaturę.- Tyle, że podwyższona gorączka nie musi oznaczać, że ktoś ma od razu koronawirsa. Dziecko ma czasem gorączkę gdy ząbkuje a kobieta ma podwyższoną temperaturę gdy jest w konkretnej fazie cyklu miesiączkowego - zauważa Bożena Janicka.

Zaświadczenie o stanie zdrowia dziecka  nie ma podstaw prawnych

Wygląda na to, że lekarze mają rację. Wynika to z ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publiczny.  Art. 16 tejże ustawy wskazuje, że pacjentowi przysługują, ale odpłatnie wszelkie zaświadczenia związane z  leczeniem rehabilitacją, niezdolnością do pracy, uczestnictwem dzieci i uczniów w zajęciach sportowych czy w zorganizowanym  wypoczynku

- Wskazanie tych zaświadczeń upoważnia lekarza do ich wystawienia. Medyk, co do zasady może pobrać za to opłatę od pacjenta, ale jednak powinien je wystawić. Natomiast ustawa wyraźnie wyłącza z katalogu świadczeń zaświadczenie lekarskie wydawane na życzenie świadczeniobiorcy, a tak należałoby zaklasyfikować zaświadczenie wystawiane na potrzeby przedszkola czy żłobka potwierdzającego, że dziecko jest zdrowe.W związku, z czym lekarze rodzinni nie mają jakiegokolwiek obowiązku ich wystawiana- mówi dr Sebastian Sikorski, adwokat i specjalista z zakresu prawa medycznego.

 


Faktycznie, zajęcia sportowe w klubach ruszyły i lekarze wystawiają np. młodzieży zaświadczenia na potrzeby jednostek sportowych. - One mogą być odpłatne. Wystawiam ich po kilka dziennie i rodzice muszą przychodzić do mnie po ich osobisty odbiór. Ale wymaganie od nas  kolejnych i kolejnych zaświadczeń, to jest koncert życzeń i my cały czas musimy walczyć z nakładaniem na nas kolejnych obowiązków administracyjnych -zaznacza Bożena Janicka.