Telemedycyna w Polsce raczkowała przez ostatnie lata. Wzbudzała wiele niechęci. Ale pandemia i koronawirusa oraz czas izolacji sprawił, że rozwój telemedycyny znacznie  przyśpieszył. Wielu lekarzy z dnia na dzień musiało się przestawić na zdalne leczenie. Część poszła nawet za daleko i niektóre przychodnie rodzinne w ogóle nie chciały przyjmować pacjentów na badanie bezpośrednie. Takie wnioski płyną z debaty „Placówki medyczne w nowej telemedycznej rzeczywistości. W drodze od euforii do standaryzacji”, jaka miała miejsce podczas konferencji Liderzy Zmian w Ochronie Zdrowia organizowanej we wtorek przez wydawnictwo Wolters Kluwer Polska we współpracy z Instytutem Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Telemedycyna zamiast osobistej wizyty pacjenta niedopuszczalna

U nas teleporady sprawdzają się tylko do pierwszego kontaktu. Pacjent onkologiczny musi być zbadany bezpośrednio. Zwłaszcza taki, który rozpoczyna leczenie - mówił Adam Maciejczyk, dyrektor Centrum Onkologii we Wrocławiu.

Kilka lat temu, dzięki unijnemu dofinansowaniu, Dolnośląskie Centrum Onkologii już wprowadziło wiele rozwiązań teleinformatycznych, jak e-screening czy e-konsylia. - Ale aby elektroniczna komunikacja z pacjentem była skuteczna, pacjent musi być dobrze zbadany. Telemedycyna powinna wspomagać, ale nie zastąpi bezpośredniego badania - mówił dyrektor Maciejczyk. Wskazał też, że nie wszyscy pacjenci chcą się komunikować zdalnie. - Same szpitale, zwłaszcza duże, są zaopatrzone w takie rozwiązania. Dużym problemem jest jednak mała mobilność systemów informatycznych, one muszą być na bieżąco udoskonalane - twierdzi Adam Maciejczyk.

Monitoring pacjentów w domu

Pandemia wymusiła rozwój telemedycyny także w Szpitalu Klinicznym Przemienienia Pańskiego Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. - Dobrze się stało przede wszystkim,  że udało się wdrożyć e-recepty na kilka tygodni przed pandemią. Dzięki temu służba zdrowia nie załamała się. Teleporad odbywaliśmy dużo. W kwietniu i w maju mieliśmy po 4 tys. Ale już w czerwcu ta liczba zmalała – wskazywał Szczepan Cofta, dyrektor poznańskiej placówki. Zaznaczył, że przyszłość telemedycyny jest  też w opiece nad pacjentami z niewydolnością płuc. -Szpital stał się pierwszym ośrodkiem w Polsce realizującym dożylną antybiotykoterapię w domu pacjentom z mukowiscydozą. Tam też potrzebna jest telemedycyna - dodał dyrektor Cofta. 

Telemedycyna rozwija się, a firmy informatyczne oferują coraz to nowe rozwiązania placówkom medycznym. - Oferujemy wirtualnego konsultanta do umawiania i odwoływania wizyt. To także ułatwienie dla pacjentów, bo 6-8 prób ich kontaktów z przychodniami kończy się fiaskiem - wskazał Michał Góra, prezes firmy Alfavox

 


Ale nie tylko biznes ma rozwiązania dla szpitali i przychodni. Wiele zmian czeka placówki medyczne ze strony zaleceń rządowych. Agnieszka Kirster, dyrektor Jednostki, Centrum e-Zdrowia wskazała, że jednostka przygotowuje centralny system do zapisów pacjentów online. Pacjent będzie tam weryfikowany  w oparciu o Internetowe Konto Pacjenta, czyli o profil zaufany. Platforma ma zostać udostępniona za rok. - Telemedycyna ma być dostępna i skuteczna - podsumowała Agnieszka Kirster

Nieco mniej optymistyczny co do stosowania telemedycyny był prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. - Telemedycyna jest ogromnym osiągnięciem, ale ona nie zastąpi wszystkich działań lekarskich. Każdy lekarz musi umieć powiedzieć pacjentowi, że trzeba przyjść do gabinetu. To lekarz poniesie odpowiedzialność za zdalne leczenie, które czasem jest ryzykowne - wskazał prof. Matyja.