Wbrew zapowiedziom rządu, druga dawka szczepionki nie będzie szybciej
Od 17 maja druga dawka szczepionki przeciwko Covid-19 ma być podawana po 35 dniach. Tyle że już teraz osoby zaszczepione Pfizerem mają drugi termin wyznaczony po pięciu tygodniach. Z kolei zaszczepieni Astrą Zenecą, którzy chcieliby przyspieszyć drugą dawkę, są uzależnieni od decyzji punktu szczepień. Ale akurat ta szczepionka działa lepiej, gdy druga dawka podana jest później.

Na początku Narodowego Programu Szczepień druga dawka szczepionki Pfizer była podawana po 21 dniach od pierwszej. Astra Zeneca zalecana była najpierw po 6 tygodniach. 26 lutego Zespół do spraw Szczepień zarekomendował ministrowi zdrowia, aby Astrę podawać w schemacie dwudawkowym przy zachowaniu najkorzystniejszego dla skuteczności szczepionki odstępu 10-12 tygodni. Na początku marca rząd wydłużył czas między podaniem pierwszej a drugiej dawki szczepionki - drugie szczepienie Astrą Zenecą było wyznaczane właśnie po 12 tygodniach, zaś firmy Pfizer po 42 dniach, podobnie Moderny - w przypadku szczepionek mRNA było to spowodowane zbyt małymi dostawami.
W poniedziałek minister Michał Dworczyk powiedział, że Rada Medyczna rekomenduje skrócenie tego okresu. Niezależnie od rodzaju szczepionki termin będzie wyznaczany już po 35 dniach. Problem w tym, że w praktyce dla zaszczepionych Pfizerem nic się nie zmieni, a zaszczepieni Astrą skorzystają ze zmiany pod warunkiem, że dodzwonią się do punktu szczepień i ten zgodzi przełożyć się termin. Tyle, że w przypadku tej szczepionki skrócenie odstępu między dawkami nie jest dobrym rozwiązaniem. Co więcej nie wiadomo po co je wprowadzono, bo tak naprawdę Polska powinna zwiększyć liczbę zaszczepionych w grupie 65 plus. W efekcie zapowiedź Michała Dworczyka wywołała tylko kolejne zamieszanie.
Chaos komunikacyjny
- Pogubiłem się... Czy osoby zaszczepione pierwszą dawką AZ z terminem drugiej dawki 11 tygodni po, będą miały przesuwany ten termin na wcześniejszy? - pyta na Twitterze Robert Mołdach z Instytut Zdrowia i Demokracji. I nie tylko on się pogubił. - Komunikacja w sprawie Narodowego Programu Szczepień na początku była jasna i prosta: najpierw szczepimy grupy zagrożone, potem populację, ale od słynnej już wpadki w Prima Aprilis jest z nią coraz gorzej - mówi Maria Libura, ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. zdrowia, kierownik Zakładu Dydaktyki i Symulacji Medycznej Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. - Trudno jest odgadnąć, jaka logika stoi za kolejnymi zmianami. W zasadzie byłoby lepiej, aby ktoś z Rady Medycznej powiedział dlaczego zmieniane są odstępy między dawkami i kogo dokładnie to obejmie - dodaje.
Termin 42 dni tylko na papierze
Zrobiliśmy sondę wśród osób zaszczepionych pierwszą dawką i wynika z niej, że praktycznie każda drugi termin ma wyznaczony 35 dnia od pierwszej, wszystkie były szczepione w różnych miejscowościach. - Pierwszą dawkę miałem 27 kwietnia. Jak usłyszałem, że rząd przyspiesza termin podania drugiej, zacząłem liczyć, na kiedy mogę się umówić, chciałbym zdążyć przed powrotem synów do szkoły. I okazało się, że drugą dawkę mam wyznaczoną dokładnie po 35 dniach, i nic nie przyspieszę - mówi Robert z Rzeszowa. - Pierwszą dawkę miałam 6 maja, drugą mam 10 czerwca, między obiema jest dokładnie 35 dni - mówi Prawo.pl pani Urszula z Łodzi. - Ja mam zaplanowaną drugą dawkę dokładnie po pięciu tygodniach, czyli właśnie po 35 dniach - potwierdza Anna z Warszawy. - Pierwszą dawkę dostałem 10 kwietnia, w Wielką Sobotę, a drugą dawkę mam wyznaczona na 15 maja, tego dnia minie dokładnie 35 dni - przyznaje Piotr z Siedlec. To zaś oznacza, że choć Rada Medyczna zalecała 42 dni przerwy między pierwszą a drugą dawką, punkty szczepień stosowały krótszą przerwę. To nie dziwi, bo zgodnie z Charakterystyką Produktu Leczniczego Comirnaty Pfizera minimalny odstęp między dawkami powinien wynosić 21 dni, Moderny - 28 dni, a dla preparatu Astra Zeneca - od 4 do 12 tygodni.
I jak zauważa Dorota Korycińska, prezes Zarządu Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej, w przypadku dwóch szczepionek rząd przyspieszył, ale tylko akcję propagandową. - Jak zwykle mamy informacje oficjalne i życie, tak jak od początku było z programem szczepień - dodaje. Przyspieszenie byłoby realne, gdyby druga dawka Pfizera była podawana 21 dnia po pierwszej, a Moderny 28. Nieco inaczej jest w przypadku preparatu Astra Zeneca. Tyle, że tu przyspieszenie choć oczekiwane przez wielu, nie powinno być zalecane.
Szczepienia Astra Zenecą przyspieszą głównie po 17 maja
Z przyspieszenia podawania drugiej dawki ucieszyły się ankietowane przez nas osoby 60 plus zaszczepione Astra Zenecą. - Pierwszą dawkę otrzymałem 22 marca, drugą mam wyznaczoną na 8 czerwca, po 77 dniach, czyli 10 tygodniach. I chętnie zmienię termin na szybszy - mówi pan Andrzej, który szczepił się na Stadionie Narodowym w Warszawie. Tyle, że po pierwsze to nie będzie proste, a po drugie niekoniecznie dobre.
- Pacjenci mogą próbować przesuwać termin, o ile będzie to możliwe w danym punkcie - mówił Dworczyk. - Trudno tutaj generalizować, bo cały czas mamy sytuację, że w dużych miastach, gdzie jest dużo punktów, jest dużo wolnych terminów, a w małych miejscowościach, gdzie jest mało punktów, brakuje wolnych terminów - tłumaczył. Tyle, że dodzwonienie się do powszechnego punktu szczepień graniczy z cudem, a terminu drugiej dawki nie można zmienić przez infolinię czy Internetowe Konto Pacjenta. To zaś oznacza, że przyspieszenie nie obejmie osób już zaszczepionych. - To kolejny raz już pokazuje pewną bezradność administracji w zderzeniu ze złożonymi procesami, a zaproponowanie szybszych terminów osobom po pierwszej dawce choć racjonalne, wymagałoby wysiłków organizacyjnych- ocenia Maria Libura. - W efekcie szybciej się zaszczepią osoby w wieku produkcyjnym, które chcą zdążyć przed wakacjami. Przy czym to najprawdopodobniej jest to po prostu skutek uboczny obaw przed "komplikowaniem procesu", powierzeniem kolejnych zadań infolinii i punktom szczepień. Niestety oznacza to, że jako kraj nie potrafimy przyspieszyć szczepień w tych grupach, które bardziej ich potrzebują - podkreśla Libura.
Ponadto minister Dworczyk zaznaczył, że nowe terminy podania drugiej dawki będą co do zasady dla tych zaszczepionych po 17 maja. Zatem osoba szczepiona dziś AZ drugą dawkę dostanie 2 sierpnia, a szczepiona za tydzień 17 maja już 21 czerwca, a co więcej osoba 60 plus zaszczepiona Astrą Zenecą już 30 kwietnia otrzyma drugą dawkę dopiero dwa tygodnie później. W praktyce jednak te osoby mogą zostać skuteczniej zaszczepione.
Z Astrą Zenecą lepiej być cierpliwym
Zgodnie z Charakterystyką Produktu Leczniczego szczepionki wektorowej „ChAdOx1-S” AstraZeneca cykl szczepień obejmuje podanie dwóch dawek szczepionki. Drugą dawkę należy podać rzeczywiście między 4 a 12 tygodniem (od 28 do 84 dni) od podania pierwszej dawki. Jednak jak zwraca uwagę na swojej stronie internetowej Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego Państwowy Zakład Higieny, w schemacie szczepienia wektorową szczepionką Astra Zeneca korzystniejsze jest zachowanie odstępu ok. 12 tygodni pomiędzy dwoma dawkami szczepionki w porównaniu do odstępu poniżej 6 tygodni. Dlaczego? - Skuteczność pierwszej dawki oceniana w ciągu 90 dni wynosi średnio 76 proc., ale skuteczność po podaniu drugiej dawki jest większa w przypadku odstępu między dawkami wynoszącego ok. 12 tyg. (82,4 proc.) w porównaniu do odstępu wynoszącego poniżej 6 tygodni (54,9 proc.). Dr hab. Ewa Augustynowicz, przewodnicząca Zespołu do spraw Szczepień wskazała w stanowisku, że AZ powinna być podawana w schemacie dwudawkowym przy zachowaniu najkorzystniejszego dla skuteczności szczepionki odstępu 10-12 tygodni.
W efekcie, by mieć pewność, że skuteczność ochrony jest wysoka na drugą dawką szczepionki Astra Zeneca lepiej poczekać więcej niż 6 tygodni. Jest to o tyle ważne, że ChPL wynika, że ochrona Astry zaczyna się od około 3 tygodni po podaniu pierwszej dawki.
Problem z osobami starszymi
Eksperci zwracają jednak uwagę na inny ważny problem, który należy rozwiązać. Rząd zapowiada przyspieszenie szczepień przez niby skrócenie odstępu między pierwszą a drugą dawką, a tymczasem wielu Polaków 70 plus wciąż nie przyjęło szczepionki. Z danych Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób wynika, że w Polsce przynajmniej jedną dawkę szczepionki przeciw COVID-19 podano jedynie 57,3 proc. osób w wieku 80 lat i więcej. Tymczasem mediana w krajach UE wynosi aż 78 proc. W efekcie na 25 na badanych krajów Polska zajmuje odległe 20. miejsce w zaszczepieniu osób narażonych na najcięższy przebieg Covid-19.
Nieco lepiej jest ze szczepieniami osób w wieku 60-69 lat, tu zajmujemy 12 miejsce. Dlaczego jest tak źle? - Choć z perspektywy wielkich miast może się to wydawać nieprawdopodobne, to są w Polsce ludzie, którzy korzystają tylko z telefonów stacjonarnych, a jeśli nawet mają „komórkę”, to nie potrafią odebrać smsa, także tego z powiadomieniem o terminie szczepienia - wyjaśnia Małgorzata Stokowska-Wojda, lekarka rodzinna Porozumienia Zielonogórskiego. - Te osoby system wykluczył z programu szczepień przeciwko COVID-19 i mogą one skorzystać z tego dobrodziejstwa wyłącznie dzięki swoim lekarzom rodzinnym, znającym ich sytuację. My nie chcemy ich pomijać i dlatego w mojej przychodni same pielęgniarki dzwonią do pacjentów, zachęcając ich do szczepień, rejestrując na konkretny termin - dodaje.
- Bo zapomniano o tych, którzy mają ograniczone możliwości korzystania nie tylko z internetu, ale także telefonu, a nawet komunikacji - nie ma wątpliwości Dorota Korycińska. - Szczepienia powinny być jak najbliżej domu, a do małych miejscowości powinny dojeżdżać mobilne punkty szczepień. Wiele z nich nie ma połączeń autobusowych, nie mówiąc o PKP. Na szczepienie ktoś musi dowieźć osobę starszą, a to oznacza dwa cztery dni wolnego - dwa dni na szczepienie osoby starszej i kolejne dwa dni na swoje. Zabrakło też akcji promocyjnej. Akcja informacyjna, wprowadzająca zamieszanie ze względu na ciągłe zmiany nie jest promocją - dodaje.
Podobnie, choć nie inaczej patrzy na sprawę patrzy Maria Libura. - Program szczepień coraz bardziej odzwierciedla niekorzystne cechy polskiego systemu ochrony zdrowia, który przerzuca odpowiedzialność na pacjenta - ocenia. - Pomysł "pacjent jedzie za dawką" marginalizuje potrzeby ludzi z grup ryzyka, w centrum uwagi stawia potrzeby administracji, to jej ma być "łatwo", a to nie tak powinno działać. Założono optymistycznie, że każdy ma konto IKP, zadzwoni na infolinie, odbierze sms. A dużo osób, choćby 60, plus, ma z tym trudności. Tymczasem osoby starsze, narażone na ciężki przebieg, ale także z niepełnosprawnościami i ich opiekunowie, potrzebują proaktywnego podejścia. Do nich, tak jak w Wlk. Brytanii powinien zadzwonić ktoś z przychodni POZ w której mają lekarza rodzinnego, i zaproponować termin. Teraz w Polsce priorytetowo szczepimy tych, którzy są obrotni i aktywni - kwituje Maria Libura.





