Trudno o odszkodowania za "tureckie zęby"
Choć oferty leczenia i upiększania zębów w Turcji kuszą nie tylko atrakcyjnymi cenami, ale też pięknymi widokami w trakcie wyjazdów, pacjent sporo ryzykuje, decydując się na taki krok. Ze względu na fakt, że nie mówimy o kraju unijnym, konsumenta nie chroni w tym przypadku korzystne przepisy. Uzyskanie odszkodowania czy zadośćuczynienia będzie bardzo trudne. A coraz częściej mówi się o pozabiegowych powikłaniach, które wiążą się nie tylko z bólem, ale nawet nieodwracalnym zniszczeniem czy utratą zębów.

Nie jest to nowy trend – od kilku lat popularność zyskało przeprowadzanie zabiegów medycyny estetycznej, również w Turcji, promowanych często jako połączenie wakacyjnego wyjazdu i przeprowadzenia „w międzyczasie” operacji plastycznej. Potencjalnych pacjentów kusiła nie tylko atrakcyjna lokalizacja, ale i dużo niższa cena w porównaniu z innymi krajami.
"Hollywood smile" czy nieodwracalne zniszczenia
Podobnie dzieje się obecnie w świadczeniach stomatologicznych. Pacjenci często decydują się na wyjazd nie tyle ze względu na konieczność pilnego, kosztownego leczenia, ale w przeważającej części przypadków - ze względów estetycznych (choć kliniki reklamują się możliwością przeprowadzenia także leczenia kanałowego, skomplikowanych ekstrakcji i założenia wypełnień). To też chęć uzyskania idealnie prostego, białego uśmiechu, który kliniki reklamują jako „Hollywood smile”. Turcja oferuje przede wszystkim atrakcyjne ceny (szacunkowo usługi stomatologiczne mogą być tańsze nawet o 50 do 70 proc. niż w krajach UE). Oferty często obejmują pakiety z zakwaterowaniem i przelotem, a leczenie kończy się nawet w kilka dni. Przykładowo, w trakcie tygodniowego pobytu można „zrobić” nawet 20 zębów, w tym założyć korony bądź licówki.
Czy takie oferty są zbyt piękne, by mogły być prawdziwe? Niestety jest spore prawdopodobieństwo, że właśnie tak będzie. Lekarze stomatolodzy odradzają takie działania, wskazując, że w celu uzyskania idealnie białego uśmiechu odbywa się duża ingerencja nawet w zdrowe zęby, które po prostu są niedostatecznie „idealne”. Przykładowo, założenie koron zazwyczaj wynika z konieczności odbudowania zęba po leczeniu kanałowym, gdy duża jego część musiała zostać usunięta. Natomiast w przypadku tureckich klinik często robi się je po to, by ząb po prostu wyglądał estetycznie. Podobnie sprawa wygląda z licówkami, czyli „nakładkami” na zęby – przed założeniem konieczne jest oszlifowanie zęba, co oznacza, że stanie się on dużo bardziej podatny na urazy i próchnicę, bo zostanie pozbawiony warstwy ochronnej, często zmniejsza się też jego naturalny rozmiar.
Czytaj też w LEX: Ogólna metodyka śledcza w sprawach o błędy medyczne >
Pojawiają się także opinie, że wszystko wygląda idealnie jedynie przez krótki czas. Są też oczywiście przypadki poważnych powikłań, na przykład ze względu na pośpiech i działania na wielu zębach jednocześnie. W Polsce nawet przy leczeniu kanałowym pacjent musi często odbyć dwie lub trzy wizyty, szczególnie, jeśli dentysta zauważy w międzyczasie stan zapalny w zębie.
Dr n. med. Maciej Michalak, stomatolog i chirurg stomatologiczny w rozmowie na łamach Medonetu podkreślał, że często widzi powracających z Turcji pacjentów z silnie oszlifowanymi zębami, na które nakładane są korony w momencie, gdy tkanka jest żywa, co jest bardzo bolesne, bo zęby te następnie obumierają. Nierzadko kończy się to ekstrakcjami, a nawet, w skrajnych przypadkach, poważniejszymi zabiegami operacyjnymi.
O odszkodowanie walczyć trudno
Pozostaje też pytanie, co dzieje się w momencie, gdy pojawiają się powikłania. W przypadku nieudanego leczenia stomatologicznego w Polsce, pacjent może dochodzić odszkodowania, a często także zadośćuczynienia za ból i cierpienie, na zasadach określonych w prawie cywilnych. Tego typu sprawy nie są wcale rzadkie. Ale jeśli leczenie przeprowadzono w tureckiej klinice, sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. Jak wyjaśnia Jolanta Budzowska, radca prawny z Kancelarii BFP, pełnomocnik poszkodowanych pacjentów, Turcja nie jest członkiem Unii Europejskiej, stąd sytuacja pacjentów poszkodowanych w tureckich klinikach jest gorsza, niż wówczas, gdyby leczenia odbyło się w jednym z krajów unijnych.
Przepisy unijne biorą pod uwagę fakt, że poszkodowany pacjent jest z reguły podmiotem słabszym organizacyjnie, ekonomicznie i informacyjnie, niż profesjonalny ubezpieczyciel i ułatwiają dochodzenie roszczeń przeciwko ubezpieczycielom podmiotów leczniczych. Poszkodowany może wytoczyć powództwo bezpośrednio przeciwko ubezpieczycielowi przed sądem miejsca swojego zamieszkania, jeżeli powództwo bezpośrednie jest dopuszczalne i ubezpieczyciel ma siedzibę w państwie członkowskim. Celem art. 11 w zw. z art. 13 ust. 2 rozporządzenia 1215/2012 w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych jest uniknięcie sytuacji, w której poszkodowany musiałby pozywać profesjonalnego ubezpieczyciela w obcym państwie, mimo że szkoda i jej skutki dotyczą jego sytuacji życiowej – wyjaśnia ekspertka.
Problem jednak w tym, że, jak przypomina mec. Budzowska, te przepisy nie mają właśnie zastosowania w krajach spoza UE. Pacjenci są więc zmuszeni dochodzić roszczeń w Turcji, a do oceny przesłanek, czy doszło do błędu medycznego i czy należna jest rekompensata, zastosowanie ma prawo tureckie. Przy okazji kwestii związanych z zabiegami medycyny estetycznej ekspertka rozmawiała o tym zresztą na łamach swojego bloga „Pomyłka lekarza” z turecką adwokatką, Cemre Yilmaz Akyay, specjalizującą się w sprawach o błąd medyczny. Z jej doświadczenia wynika, że dochodzenie roszczeń w takich sprawach jest trudne.
- Podstawowym problemem są powszechne trudności w uzyskaniu dokumentacji medycznej. Kliniki często odmawiają udostępnienia dokumentacji medycznej. Z tego powodu konieczne może być wszczęcie postępowania karnego w celu uzyskania niezbędnych dokumentów za pośrednictwem prokuratury. Równolegle może zostać złożony pozew cywilny. Pozwać można państwowy lub prywatny szpital, a także lekarza wykonującego zabieg, oraz oczywiście ich ubezpieczycieli – mówiła Cemre Yilmaz Akyay.
Czytaj też w LEX: Powołanie biegłych w sprawach o błędy medyczne >
Nieco inaczej kształtuje się natomiast ewentualna odpowiedzialność pośrednika, poprzez którego którego polski pacjent trafia do tureckiej kliniki. - Wiele zależy tutaj od dokładnej treści umowy łączącej pacjenta z pośrednikiem i oczywiście od tego, czy pacjent w ogóle korzystał z takich usług. O ile jednak pośrednik nie odpowiada za sam błąd, o tyle można pociągnąć go do odpowiedzialności np. za nieprawidłowe przygotowanie i zrealizowanie wyjazdu do Turcji, wybór podmiotu leczniczego czy nawiązywanie współpracy z osobami i podmiotami nieposiadającymi odpowiednich kwalifikacji – wyjaśnia dr n. pr. Konrad Dyda.
Zobacz też w LEX: Prawa lekarza w praktyce: od hejtu i skarg po przymus bezpośredni >
Nawet w Polsce zadośćuczynienia są niskie
Mec. Budzowska podkreśla, że decydując się na leczenie stomatologiczne i protetyczne, generalnie lepiej wybrać krajowe podmioty. - Mamy dłuższe terminy przedawnienia, wyższe sumy gwarancyjne obowiązkowego OC lekarzy i stosujemy prawo, które znamy, przede wszystkim w aspekcie odpowiedzialności deliktowej i kontraktowej – wskazuje.
Tym bardziej, że nawet w odniesieniu do polskich gabinetów uzyskanie niektórych świadczeń wcale nie jest łatwe. - Z moich doświadczeń wynika, że choć kwoty odszkodowania przyznawane w wyrokach są wysokie, bo koszt leczenia naprawczego sięga nierzadko kilkudziesięciu tysięcy złotych, to polskie sądy wciąż nie dostrzegają powagi krzywdy i szkody na zdrowiu, powstających w wyniku nieprawidłowego leczenia stomatologicznego czy ortodontycznego. Kwoty zadośćuczynień są niskie, choć trwały, negatywny efekt estetyczny i wieloletnie dolegliwości bólowe pacjentów – bardzo poważne – podsumowuje mec. Budzowska.
Czytaj też w LEX: Jak sobie radzić w kontakcie z trudnym pacjentem? Zagadnienia prawne >
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.





