- Jesteśmy grupą osób z wykształceniem medycznym, która chce udzielać pomocy medycznej mężczyznom, kobietom i dzieciom przebywającym w strefie stanu wyjątkowego przy granicy polsko-białoruskiej - napisali 1 października 2021 roku na profilu "Medycy na granicy"  na Facebooku, który obecnie obserwuje już ponad 10 tys. użytkowników. Na ich obecność w strefie stanu wyjątkowego nie zgodziło się jednak Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Mimo to pierwszy specjalistyczny zespół działa już przy strefie stanu wyjątkowego, a do pracy gotowych jest 42 lekarzy, pielęgniarek i ratowników z całej Polski. Chcą pomagać do 15 listopada za pieniądze zebrana w publicznej zbiórce na Pomagam.pl. Przez osiem dni 3 876 osób wpłaciło w sumie 348 953 tysiące złotych. 

 

Medycy chcą pomagać przy granicy, ale rząd nie widzi takiej potrzeby

Jak czytamy na FB, 24 września 2021 roku "Medycy na granicy" złożyli do ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Kamińskiego wniosek o zgodę na umożliwienie wjazdu do strefy stanu wyjątkowego. Kilka dni później MSWiA odmówiło jej wydania. - Według resortu w strefie stanu wyjątkowego pomoc medyczna udzielana jest przez strażników granicznych, a w razie potrzeby wzywane są zespoły ratownictwa medycznego - piszą medycy. I zwracają uwagę, że są już ofiary śmiertelne (również po stronie polskiej) – w tym 16-letni chłopiec, który zmarł po stronie białoruskiej.

- Temperatury w rejonie przygranicznym zbliżają się nocami do zera. Ludzie są wychłodzeni. Nie mają leków na choroby przewlekłe, na które cierpią. Umierają z zimna i głodu w środku Europy w XXI wieku. Jako osoby, które ślubowały ratować ludzkie zdrowie i życie bez względu na pochodzenie, religię czy płeć, nie zgadzamy się na to. Chcemy i umiemy pomóc tym ludziom. Potrzebujemy tylko zgody polskich władz - apelowali na początku października medycy, ale władze zdania nie chcą zmienić.

1 października ukazało się za to rozporządzenie przedłużające stan wyjątkowy w 183 przygranicznych miejscowościach o 60 dni, czyli do końca listopada. Mimo to medycy ruszyli z pomocą. Ich grupa obecnie zrzesza niemal 40 osób, ale wciąż się powiększa. Są wśród nich anestezjolodzy, specjaliści medycyny ratunkowej, lekarze innych specjalności, pielęgniarki, ratownicy medyczni.

Akcję #Medycynagranicy, wsparli m.in. były rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar, Jerzy Owsiak, Agnieszka Holland. Medycy poprosili prymasa Polski Wojciecha Polaka, o pośrednictwo w rozmowach miedzy nimi a rządem.  – Potrzebne są wspólne działania. Nie pozwólmy, by nasi bliźni cierpieli i umierali u naszych granic – zaapelował prymas.

#Medycynagranicy - kim są i co robią

Medycy pełnią całodobowe dyżury w trzyosobowych zespołach. W każdym zespole jest ratownik z uprawnieniami do prowadzenia pojazdów uprzywilejowanych, lekarz oraz drugi ratownik, lekarka lub pielęgniarka. - Będziemy odpowiadać na zgłoszenia wolontariuszy o osobach potrzebujących oceny medycznej. Pojedziemy na miejsce, zbadamy, udzielimy pierwszej pomocy i zdecydujemy, czy jest potrzebna hospitalizacja. O naszej obecności zostaną poinformowane dyspozytornia i lokalne szpitale. Chcemy wspomóc regionalny system ratownictwa medycznego - piszą #Medycynagranicy.

Pierwszy zespół ratunkowy na granicę polsko-białoruską wyjechał 7 października o 8 rano. Wcześniej poinformował komendantów lokalnych oddziałów Straży Granicznej i lokalne służby ratownicze i medyczne o uruchomieniu ambulansu. Relację z dyżurów można przeczytać na koncie Medycy na granicy na Twitterze oraz na Faceboku.

 


- Minionej nocy (7 października), po 1:00, zadzwoniła do nas członkini jednej z organizacji pomocowych działających na pograniczu polsko-białoruskim. Poinformowała o grupie przebywających w lesie kilkunastu osób, w której znajdują się kilkuletnie dzieci. Patrol składający się z żandarma wojskowego i policjanta, który zatrzymał do kontroli nasz ambulans, nie utrudniał nam pracy. Do bazy nasz zespół wrócił ok. 7 rano.  Pierwszy raz zobaczyliśmy na własne oczy to, o czym do tej pory wiedzieliśmy tylko z mediów. Nie był to łatwy widok - czytamy w relacji z 8 października. Dwa dni później znowu napisali, że otrzymali info od aktywistów o grupie 3 osób wymagających pomocy na granicy strefy.  -  Po ocenie załączonego filmu podejrzewaliśmy stan zagrożenia życia u kobiety. Udzieliliśmy pomocy na miejscu. Obecnie wszyscy znajdują się w szpitalu - czytamy na Twitterze

Migranci cierpią głównie cierpią na hipotermię. Ponadto mają zapalenie płuc, COVID-19, rany na nogach, świerzb. Kim są medycy, którzy im pomagają? - Od 14 lat pracuję jako ratownik medyczny. Bardzo chciałbym, żebyśmy się przydali na granicy. Jadę tam, by nie przegapić okazji, kiedy mogę coś zrobić, zaangażować się w ważną inicjatywę - mówi Paweł  Łukasiewicz, ratownik medyczny. - Poszedłem na studia, żeby zapewnić każdemu człowiekowi w stanie zagrożenia życia lub zdrowia świadczenia, które mogą mu to życie i zdrowie ocalić. Nie potrzebuję za to oklasków, jadę robić to, na czym się znam - mówi Jan Światała, ratownik medyczny z Wrocławia.

- Byłam w Usnarzu Górnym. Pojechałam tam zmienić Paulinę Bownik - lekarkę, która przez dłuższy czas towarzyszyła na miejscu aktywistom i osobom, które utknęły na granicy - pisze Sonia Tencer, lekarka z Gdańska, która ostatnie 14 miesięcy przepracowała  na oddziałach covidowych. - Po stażu, a jeszcze przed rezydenturą, wyjechałam za granicę. Wróciłam, gdy wybuchła pandemia i potrzebne były ręce do pracy - dodaje.

#Medycynagranicy - akcję można wesprzeć finansowo

Medycy biorący udział w akcji #Medycynagranicy, deklarują, że chcą działać apolitycznie, w ramach ustanowionego prawa. Mają ludzi, sprzęt, niezbędne środki i umiejętności. – Uważamy, że każdy człowiek niezależnie od pochodzenia, wyznania czy życiowej sytuacji ma niezbywalne prawo do otrzymania pomocy medycznej w chwili, gdy jego życie znajdzie się w niebezpieczeństwie – podkreślają. I deklarują  pełną współpracę ze Strażą Graniczną i przestrzeganie prawa - Jeśli jakikolwiek strażnik graniczny będzie chciał, abyśmy ocenili medycznie kogokolwiek, kogo strażnik ten napotka i udzielili tej osobie pomocy medycznej – jesteśmy do dyspozycji deklarują #Medycynagranicy. Przy granicy chcą zostać do 15 listopada, to będzie w sumie 40 dyżurów. By pomagać, musza mieć pieniądze na leki i brakujący sprzęt, zakwaterowanie i wyżywienie, zwrot kosztów dojazdu, ubezpieczenie. - Potrzebujemy dobrej łączności z wolontariuszami organizacji pomocowych, zespołami ratownictwa, tłumaczami. Potrzebujemy tankować karetkę:) - piszą  #Medycynagranicy. Dlatego na początku października zorganizowali zbiórkę na Pomagam.pl - link do zbiórki. Przez osiem dni 3 876 osób wpłaciło w sumie 348 953 tysiące złotych, choć na według medyków  koszty działalności do 15 listopada wyniosą 130 tysięcy złotych. - Wpłaty przekraczające nasz cel traktujemy jako Państwa intencję przekazana środków organizacjom pomocowym działającym w rejonie granicy polsko-białoruskiej. Dlatego też naszej zbiórki nie zamykamy. Wszystkie środki finansowe przekażemy tym organizacjom - deklaruje Agata Bryk w komentarzu pod zbiórką. A po zakończeniu akcji, #Medycynagranic upublicznią raport finansowy.