W Policach do niedzieli trwa kwarantanna. Prawie dwustu uczniów internatów Zespołu Szkół im. I. Łukasiewicza w Policach przy ul. Siedleckiej 6a i Kresowej 7 oraz ich wychowawcy zostało zamkniętych na terenie placówki. Tymczasem służby wykluczyły już zachorowanie na koronawirusa.

Wszystko odbywa się na podstawie decyzji administracyjnej

- Kwarantannę  decyzją zarządził powiatowy inspektor sanitarny zaś decyzję o zamknięciu szkoły podjął zarząd polickiego powiatu - tłumaczy Mateusz Frąckowiak,  koordynator ds. informacji Starostwa Powiatowego. Szkoła i internat zostały zamknięte, a osoby poddane kwarantannie muszą się stosować do decyzji sanepidu. - Uczniowie i wychowawcy nie mogą opuszczać terenu szkoły i internatu. Pod budynkiem stoi radiowóz i policja monitoruje teren. Gdyby ktoś samowolnie opuścił monitorowany teren, zostanie tam doprowadzony przez służby - informuje Mateusz Frąckowiak.  Z nastolatkami nie mogą także kontaktować się ich rodzice. Ewentualne paczki z jedzeniem i innymi potrzebnymi rzeczami przekazuje uczniom ochrona.

Kwarantannę zarządzoną raz sanepid może powtórzyć

Tymczasem specustawa o koronawirusie,  która czeka na rozpatrzenie przez Senat przewiduje, że sanepid będzie mógł zarządzić kwarantannę nawet na 21 dni wobec określonej osoby czy grupy osób.  Poza tym przepisy, nad którymi pracuje właśnie Parlament, uprawniają służby do tego aby zarządziły one ponowną kwarantannę wobec osób, które są podejrzane o zakażenie koronawirusem. Taka izolacja może być prowadzona aż do skutku.

Tyle, że wobec osoby podejrzanej o zarażenie koronawirusem, sanepid wcale nie  musi wydawać decyzji administracyjnych co do jej praw i obowiązków.  -W takich przypadkach wydajemy zalecenie. Wszystko opiera się na zasadach zaufania. Policja nie stoi pod domem i nie pilnuje jej tylko zakładamy, że jeśli zaleciliśmy kwarantannę, to ta osoba nie będzie wychodziła z domu - mówi Jarosław Marcela, powiatowy inspektor sanitarny w Międzyrzeczu, w woj. lubuskim. Tam kwarantannie została poddana cała jednostka straży pożarnej gdy padło podejrzenie, że jeden ze strażaków mógł zostać zarażony koronawirusem. On i pozostali koledzy z jego jednostki dostali zalecenie pozostania w  domu i odbycia tam kwarantanny. W środę przed południem koronawirus został już jednak wykluczony u strażaków i kończą oni kwarantannę.

Inspektor Jarosław Marcela tłumaczy też, że decyzję administracyjną  o kwarantannie podejmuje się raczej wobec grupy osób np. uczniów w szkole zaś co do pojedynczych – inspektor zaleca kwarantannę. 

Jak się jednak okazało, taka decyzja podjęta została wobec jednej z osób podróżujących autobusem, którym z Niemiec przyjechał pierwszy Polak zarażony koronawirusem. Ponieważ osoba ta odmówiła poddania się kwarantannie, zastosowano wobec niej przymus. 

Obowiązki lekarza podczas kwarantanny

Ustawa o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych, przewiduje te, że dopiero minister zdrowia określi w rozporządzeniu wykonawczym jakie obowiązki będzie miał lekarz wobec osoby poddanej kwarantannie. Czyli np. co w sytuacji gdy taka osoba przebywając w domu gorzej się poczuje.

Uczniowie ze szkoły w Policach zostali odizolowani i nie mają kontaktu z rodzicami. Zupełnie inna sytuacja jednak może nastąpić gdy dziecko trafi na hospitalizację na oddział zakaźny do szpitala z podejrzeniem koronawirusa. Zwłaszcza małe dzieci nie chcą się wówczas rozdzielać z rodzicami. -Wtedy rodzic ma prawo poddać się z dzieckiem obowiązkowej hospitalizacji. Ale nie może także opuszczać szpitala. Nie możliwe są wówczas odwiedziny drugiego rodzica - tłumaczy Sylwia Malcher-Nowak, rzecznik prasowy szpitala klinicznego w Zielonej Górze.

 


Według danych Ministerstwa Zdrowia, na środowe popołudnie w Polsce 65 osób jest hospitalizowanych celem wykluczenia zakażenia koronawirusem, 349 osób poddano kwarantannie domowej, a 4540 objęto nadzorem sanepidu. Do tej pory potwierdzono w Polsce jeden przypadek zarażenia.

Wiceminister zdrowia Sławomir Kraska, zapewnił w środę, że służby monitorują tę sytuację, a od środy pasażerowie autobusów, które wjeżdżają do Polski, będą musieli wypełniać ankiety lokalizacyjne, podając swoje namiary na siebie. Podobne rozwiązanie stosowane jest w samolotach, w których wypełnia się Karty Lokalizacyjne.