Mniej na pensje medyków, ale szansa na zmniejszenie kolejek niewielka
Maksymalnie dwa etaty w publicznej i prywatnej ochronie zdrowia, górna stawka tylko dla publicznych szpitali, jawność grafików dyżurowych i postępowań konkursowych - to tylko niektóre rozwiązania kompleksowej reformy w ochronie zdrowia, która została skierowana do Sejmu. Resort zdrowia przekonuje, że będzie lepiej, ale wielu nie wierzy w to, że sytuacja i dostępność do świadczeń naprawdę się poprawi.

Podczas ostatniego posiedzenia rządu przyjęto pakiet zmian związanych z szeroką reformą ochrony zdrowia. Chodzi m.in. o przyjęcie maksymalnej stawki godzinowej dla lekarzy (z pewnymi wyjątkami ma być to 240 zł za godzinę), obowiązek zatrudniania w jednej placówce medycznej na co najmniej pół etatu, zakaz zawierania umów za pośrednictwem spółek i spółdzielni lekarskich oraz ustalania wynagrodzenia jako procentu wartości wykonanych procedur (tzw. procent od zabiegu). To także nowe wymogi dotyczące jawności postępowań konkursowych w publicznych podmiotach ochrony zdrowia. Jak wylicza Ministerstwo Zdrowia, każdego roku w tym sektorze przeprowadzanych jest około 39 tys. konkursów na wykonywanie świadczeń zdrowotnych, zawieranych jest też średnio około 37 tys. umów z medykami.
- Nowe przepisy zobowiążą placówki do publikowania informacji o złożonych ofertach, proponowanych warunkach finansowych oraz wynikach konkursów. Dane będą dostępne zarówno na stronach podmiotów leczniczych, jak i w centralnej aplikacji. Informacje będą publikowane również w sytuacji, gdy wyłoniono oferenta, ale ostatecznie nie doszło do zawarcia umowy. Większą transparentnością zostaną objęte także umowy zawierane przez podmioty niebędące jednostkami sektora finansów publicznych, w tym ich warunki finansowe – wyjaśnia resort.
Pół roku na zmiany w umowach
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów w komunikacie opublikowanym po posiedzeniu rządu wskazała, że lekarz pracujący w publicznej ochronie zdrowia będzie mógł pracować maksymalnie na dwóch etatach. Łączne wynagrodzenie z tego tytułu nie przekroczy około 900 tys. zł rocznie, czyli ponad 70 tys. zł miesięcznie. To, jak podkreślono, wciąż jedna z najwyższych stawek w Europie. - Polacy chcą mieć dostęp do dobrych i szybkich usług zdrowotnych, a przeważająca większość lekarzy chce systemu, w którym nikt nie będzie podejrzewał medyków o jego nadużywanie – mówił podczas posiedzenia rządu premier Donald Tusk.
- Projekt ustawy ma wejść w życie odpowiedzialnie, ale szybko. Termin wejścia w życie to miesiąc od publikacji. Dajemy sześć miesięcy na dostosowanie się podmiotów leczniczych w przypadku umów, które zostały już zawarte i nadal obowiązują. Wszystkie nowo zawierane umowy, po upływie miesiąca od publikacji ustawy, będą musiały być zawierane zgodnie z jej przepisami. Ponadto zakazujemy praktyk stosowanych dotychczas w niektórych szpitalach, polegających na świadczeniu usług w ramach spółek czy fundacji, czyli tych przypadków, które szeroko wybrzmiewały w przekazach medialnych – podkreśliła Jolanta Sobierańska-Grenda, minister zdrowia.
Warto zaznaczyć, że według wcześniejszych zapowiedzi, na dostosowanie umów placówki miały mieć 12, a nie sześć miesięcy, termin uległ więc skróceniu.
- Proszę pomnożyć 240 zł przez 37 godzin w tygodniu (tyle wynosi przeciętnie czas pracy lekarza na pełnym etacie) razy 4 tygodnie. Wynik to 35 520 zł. Z drugiej strony, część lekarzy może zrezygnować z pracy, ponieważ praca na SOR-e czy w oddziale intensywnej terapii należy do najtrudniejszych i najryzykowniejszych, przez co, w większości przypadków, stawki godzinowe dla specjalistów są tam większe. Może to ograniczyć dostępność świadczeń, a proszę pamiętać, że na prywatnym rynku ochrony zdrowia duże sieci prywatne mają szpitale, które chętnie przyjmą tych specjalistów – wyliczał z kolei w rozmowie z Prawo.pl dr hab. n. praw. Radosław Tymiński, adwokat, autor bloga prawalekarzy.pl.
Czytaj całą rozmowę: Tymiński: Narzucona stawka godzinowa to nie rozwiązanie, trzeba wzmocnić kontrolę
Medycy przejdą do prywatnych placówek?
Część nowych regulacji ma się odnosić również do prywatnego sektora ochrony zdrowia. Nie wejdą w to limity wynagrodzeń, ale za to maksymalny czas pracy jednego medyka będzie sumował się zarówno w placówkach publicznych, jak i prywatnych. Nie będzie on mógł przekroczyć równoważnika dwukrotności etatu, także w przypadku umów cywilnoprawnych. Nie będzie w to wliczany natomiast okres samej gotowości do pracy. Medyk przed zatrudnieniem w podmiocie leczniczym będzie składał kierownikowi oświadczenie o łącznym maksymalnym wymiarze czasu zatrudnienia, wynikającym z umów zawartych z zatrudniającymi go świadczeniodawcami, pod rygorem odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczenia (na podstawie art. 233 kodeksu karnego). Od części wymogów, w tym związanych z niemożnością przekroczenia równoważnika godzinowego dwóch etatów, na wniosek kierownika placówki będzie można odstąpić. Indywidualną zgodę w tym zakresie wyda prezes NFZ na maksymalnie pół roku, jeśli będzie to uzasadnione brakami kadrowymi i koniecznością zabezpieczenia dyżurów. Taka prośba będzie rozpatrywana 14 dni od dnia otrzymania wniosku, a odmowa będzie wymagała uzasadnienia na piśmie.
Propozycje w tej sprawie wzbudziły spore emocje podczas publicznych konsultacji. Polska Federacja Szpitali (PFSz) w przekazanym stanowisku zaznaczała, że godziny przepracowane poza systemem finansowanym ze środków publicznych wypełniają pulę dostępną na pracę w tym systemie. - Osoba, która chce utrzymać dotychczasowy dochód, musi ograniczyć zaangażowanie tam, gdzie stawka jest ograniczona ustawowo, a obciążenie administracyjne i ekspozycja kontrolna najwyższe. W każdym z tych trzech kryteriów mniej korzystną sytuację ma ośrodek realizujący kontrakt z NFZ. Ubytek jest zatem kierunkowy, a nie przypadkowy i przebiega w kierunku odwrotnym do zamierzonego – wskazywała organizacja.
Podkreślono przy tym, że ostatecznie to pacjent odczuje negatywne skutki nowej regulacji, bo zacznie brakować lekarzy specjalizujących się w wybranych dziedzinach.
W lecznictwie szpitalnym odczują to najpierw specjalności, w których obsada dyżurowa mniejszych ośrodków opiera się na personelu dojeżdżającym i pracującym w ułamkowym wymiarze u kilku świadczeniodawców, w szczególności anestezjologia i intensywna terapia, medycyna ratunkowa, radiologia, patomorfologia oraz węższe specjalności zabiegowe. Ułamkowe zaangażowanie nie jest w tych dziedzinach nadużyciem, lecz obecnie jedynym sposobem utrzymania ciągłości opieki nad pacjentem tam, gdzie zapotrzebowanie nie uzasadnia pełnego etatu – wylicza PFSz.
Organizacja postulowała również, że odrębnego rozstrzygnięcia wymagają świadczenia udzielane na odległość, bo takie działania, jak opis badania obrazowego albo konsultacja specjalistyczna wykonywana zdalnie, jest podstawowym sposobem, w jaki szpital pozbawiony specjalisty na miejscu zapewnia pacjentowi diagnostykę w rozsądnym czasie, a wliczanie tych godzin do limitu na równi z pracą przy łóżku pacjenta nie ma uzasadnienia. Resort częściowo, choć nie do końca uwzględnił ten postulat, wyłączając z limitu czas gotowości medyka. W pozostałych przypadkach uznano, że kwestie bezpieczeństwa pacjentów uzasadniają zmiany i nie ma podstaw do ich modyfikacji – resort nie zgodził się na przykład na wyłączenie z ogólnego limitu praktyk w sektorze prywatnym.
Pieniądze nie wrócą do pacjenta
Również Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy mocno skrytykował kierunek zmian, jaki przyjął resort. – Ocena Skutków Regulacji posługuje się określeniami „patologiczne zjawisko”, „nadmierna mobilność” i „nieograniczona migracja”, nie rozdzielając trzech odmiennych sytuacji: fikcyjnego jednoczesnego wykazywania dostępności, wykonywania pracy z naruszeniem norm odpoczynku oraz zgodnej z prawem pracy cząstkowej, dzięki której kilka placówek korzysta z deficytowej kompetencji. Wzrost stawek i rotacja personelu są przewidywalnym skutkiem niedoboru podaży pracy, obowiązku zapewnienia obsady i konkurencji między świadczeniodawcami – podkreślono w przekazanym stanowisku.
Wskazano też, że – mówiąc w uproszczeniu – obniżenie pensji lekarzy wcale nie spowoduje „powrotu” tych pieniędzy do publicznego systemu, oszczędność jest więc pozorna. - Projekt nie gwarantuje, że środki niewydane na pracę medyczną zostaną przeznaczone na zwiększenie liczby świadczeń, skrócenie kolejek, poprawę jakości lub bezpieczeństwa. Mogą zostać wykorzystane na obsługę zadłużenia, administrację, inne kategorie kosztów albo pozostać niewykorzystane – ocenia OZZL.
Ministerstwo broni się jednak, wskazując w odpowiedzi, że nadmierne rozdrobnienie zatrudnienia personelu medycznego też nie sprzyja zagwarantowaniu właściwej jakości i ciągłości opieki zdrowotnej, zwłaszcza w lecznictwie szpitalnym. NFZ ma mieć z kolei więcej pieniędzy w przyszłości, co w dalszej perspektywie ma pozytywnie wpłynąć na dostępność leczenia w ramach publicznej ochrony zdrowia.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.






