Formalny zakaz jednorazowych e-papierosów może nie rozwiązać problemów
Choć projekt zakazujący dystrybucji „jednorazówek” na polskim rynku jest coraz bliżej finalizacji, eksperci obawiają się, że same przepisy mogą być łatwo obchodzone przez branżę. Podkreślają, że kluczowy jest nadzór nad rynkiem i egzekwowanie przepisów, w tym również tych dotyczących zakazu sprzedaży przez internet czy nastolatkom. A z tym już teraz są problemy.

Projekt nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych oraz niektórych innych ustaw, który ma całkowicie wyeliminować z polskiego rynku jednorazowe e-papierosy (zarówno wersję z nikotyną, jak i bez niej), został niedawno przyjęty przez rząd i przekazany do dalszego procedowania w Sejmie. Nie wiadomo jeszcze, kiedy dokładnie zajmą się nim posłowie – samo dotarcie do momentu, w którym znajdujemy się obecnie, zajęło niemal rok. Projekt wymaga też wcześniejszej notyfikacji Komisji Europejskiej, co standardowo potrwa około trzech miesięcy.
Polska nie jest jedyna
Nowe przepisy są jednak długo oczekiwanym rozwiązaniem, o które apelowali eksperci zdrowia publicznego i środowisko medyczne (a przeciwko którym mocno protestuje branża tytoniowa). Jak podkreślono także w uzasadnieniu ustawy, „jednorazówki” stanowią wyraźne zagrożenie dla zdrowia publicznego, w szczególności młodego pokolenia i osób niepalących, co powoduje konieczność wprowadzenia całkowitego zakazu wprowadzania ich do obrotu.
- Pozostawienie na rynku przedmiotowych produktów z nikotyną niesie za sobą istotne zagrożenia zdrowotne, zwłaszcza ze względu na swój potencjał uzależniający od nikotyny dla wrażliwych grup populacji, takich jak dzieci, młodzież i osoby niepalące oraz kobiety w ciąży i karmiące piersią. Mając powyższe na uwadze, pozostałe formy dostarczania nikotyny, dostępne poza nikotynową terapią zastępczą, nie powinny być dostępne na krajowym rynku - uzasadnia resort zdrowia.
Za wprowadzanie do obrotu jednorazówek przewidziano sankcje do 200 tys. zł - co odpowiada tym przewidzianym za podobne przestępstwo polegające na wprowadzaniu do obrotu tytoniu do stosowania doustnego (czyli snusu, który w Europie dopuszczony jest do stosowania i dystrybucji jedynie w Szwecji). Karę do 100 tys. zł będzie można także nałożyć za nieprzekazanie i nieumożliwienie pobrania próbek papierosów lub pojemników zapasowych. Decyzję w formie decyzji będzie w tym zakresie podejmował prezes Biura do Spraw Substancji Chemicznych. Przepisy przejściowe zakładają pozostawienie w obrocie jednorazówek do sześciu miesięcy od czasu publikacji ustawy w Dzienniku Ustaw.
Warto przypomnieć, że Polska nie jest jedynym krajem, w którym zdecydowano by się na eliminację jednorazówek z rynku. Takie regulacje obowiązują już m.in. w: Belgii, Francji i Wielkiej Brytanii. Zakazy są też częste poza Europą.
Przepisy są ważne, ale czy wystarczą?
Koalicja „Polska Bez Jednorazowych E-papierosów” w swoim stanowisku wyraża jednak obawy co do skuteczności regulacji i tego, czy rzeczywiście wystarczy, by wyeliminować e-papierosy z rynku. - Projekt o numerze druku sejmowego 2362 w tym kształcie nie tylko nie rozwiązuje problemu jednorazowych e-papierosów, ale tworzy nowe. Pierwszy z brzegu przykład to istotne luki formalne i logiczne, które dystrybutorzy tych wycelowanych w dzieci, niebezpiecznych dla zdrowia produktów szybko wykorzystają, zgodnie z zasadą „rząd działa wolno, a biznes nie traci czasu i jest o krok przed rządem” – podkreśla organizacja.
Koalicja przypomina, że po objęciu jednorazówek akcyzą na rynku pojawiły się tzw. transformersy, wykorzystujące rozwiązania pomagające omijać opłaty. - Największe ryzyko dotyczy utrwalenia problemu uzależnień przez urządzenia pozornie wielorazowe, tzw. „transformersy”. To produkty formalnie przedstawiane jako wielorazowe, ale w praktyce działające jak jednorazówki. Niewielka “innowacja” w urządzeniu (np. otwór do ponownego napełniania czy wymienny pojemnik z płynem) powoduje, że sprzedaż jest możliwa i atrakcyjna, bo nie podlega opodatkowaniu akcyzą - wyjaśnia.
W stanowisku oceniono, że kluczowe jest nie tylko egzekwowanie istniejących przepisów, ale przede wszystkim tworzenie regulacji, które obejmują rzeczywiste funkcjonowanie produktów na rynku, a nie tylko ich formalne definicje, a przede wszystkim definicji realnie uwzględniającej wszelkie warianty tych produktów.
- Polska potrzebuje zakazu importu i obrotu jednorazowymi e-papierosami i ich wariantami, jednak potrzebuje do tego ustawy, której nie da się obejść. W obecnym kształcie projekt nie obejmuje regulacją wariantu jednorazówek, czyli tzw. „transformersów”, a na dodatek zajmuje się także innymi produktami nikotynowymi, co dodatkowo komplikuje procedowanie tego projektu - ocenia Katarzyna Jagiełło, ekspertka Instytutu Zdrowia i Demokracji, który jest jednym z sygnatariuszy stanowiska.
Zakaz to jedno, egzekucja – zupełnie inna sprawa
Marcin Bandurski, adwokat, doradca restrukturyzacyjny, wspólnik w kancelarii PROKURENT, podkreśla, że rządowy projekt idzie w dobrym kierunku, bo wprost zakazuje wprowadzania do obrotu jednorazowych e-papierosów i definiuje je jako urządzenia, których nie można ponownie napełnić albo używać z wymiennymi wkładami. - Problem polega jednak na tym, że rynek bardzo łatwo uczy się takich definicji: wystarczy drobna modyfikacja techniczna, by produkt przestał być „jednorazówką” na papierze, choć w praktyce nadal będzie pełnił tę samą funkcję. Jeżeli ustawodawca opisuje produkt zbyt formalnie i precyzyjnie, biznes zaczyna sprzedawać nie to, co zakazane, lecz coś niemal identycznego, tylko inaczej opisanego - zaznacza ekspert.
Mec. Bandurski wskazuje też, że sam tekst ustawy nie załatwia problemu egzekucji. Projekt wzmacnia kontrolę techniczną i przewiduje sankcje za wprowadzanie zakazanych wyrobów do obrotu, ale nie tworzy przełomu w codziennym egzekwowaniu zakazu sprzedaży nieletnim. Bo tu największy problem pozostaje praktyczny: nie tyle brak zakazów, ile ich obchodzenie i słaba wykrywalność naruszeń. - Jednocześnie zakaz sprzedaży na odległość papierosów elektronicznych już obowiązuje w polskiej ustawie, podobnie jak zakaz sprzedaży osobom do lat 18. Spór dotyczy więc raczej tego, że państwo nie proponuje dziś wystarczająco skutecznych mechanizmów egzekucyjnych, a nie tego, że nie ma zakazu - ocenia prawnik.
Problem dystrybucji pozostaje nierozwiązany
Dawid Maciejewski, prawnik w kancelarii BCLA Bisiorek, Cieśliński i Partnerzy, również wskazuje, że jego zdaniem sposób konstrukcji projektu budzi poważne zastrzeżenia z perspektywy zdrowia publicznego i ochrony środowiska. Oprócz potencjalnej możliwości obchodzenia przepisów przez branżę, pozostają inne kwestie, których zupełnie w nim nie poruszono.
Projekt nie odpowiada na kluczowe problemy związane z dystrybucją, w szczególności masową sprzedażą internetową oraz obrotem prowadzonym przez osoby nieuprawnione. Brakuje rozwiązań dotyczących skutecznej weryfikacji wieku przy sprzedaży online, zaostrzenia sankcji za sprzedaż nieletnim - najbardziej narażonym na korzystanie z tego typu produktów - czy ukierunkowania organów kontroli na kanały dystrybucji faktycznie wykorzystywane przez młodzież. W konsekwencji nawet formalne ograniczenia kategorii produktów mogą pozostać niewspółmierne do rzeczywistej dostępności tych wyrobów dla osób poniżej 18. roku życia - mówi ekspert.
I zaznacza, że projekt w obecnym kształcie spełnia jedynie formalny cel w postaci zakazu wprowadzania do obrotu jednorazowych e papierosów, ale jednocześnie pozostawia otwartą drogę do wprowadzania na rynek ich funkcjonalnych odpowiedników. Dopuszcza bowiem szeroki obrót jednorazowymi komponentami i nie wzmacnia realnie ochrony osób nieletnich. - Bez kompleksowego podejścia, obejmującego zarówno definicje wszystkich funkcjonalnych wariantów tych produktów, jak i kanały dystrybucji oraz kwestie środowiskowe, regulacja pozostanie w dużej mierze symboliczna, zamiast stać się skutecznym narzędziem ochrony zdrowia publicznego - podsumowuje.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.





