Do rzadkości nie należy sytuacja, gdy w trakcie operacji pobrano od pacjenta materiał do badania histopatologicznego, po czym... został on postawiony w pojemniku - np. na rozgrzanym parapecie. Rzecz jasna, nie nadawał się już do jakichkolwiek badań. Nie miałoby to miejsca, gdyby w laboratoriach został wymuszony odpowiedni tryb postępowania i procedur, które podlegałyby kontroli.

Wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski podkreśla, że resort nie jest zadowolony z jakości badań patomorfologicznych. Dodaje, że patomorfologia to podstawa leczenia onkologicznego, dlatego resort chce wprowadzić proces akredytacji ośrodków wykonujących takie badania.

- Akredytacja miałaby na celu nie tylko ocenę standardów, które od 1 stycznia 2020 r. zaczną obowiązywać wszystkie laboratoria, ale chcemy też sprawdzić czy są spełniane standardy dotyczące jakości wykonywanych badań a nie tylko organizacji – podkreśla wiceminister Gadomski. 

Wynik decyduje o leczeniu

Patomorfolog, na podstawie materiału pobranego od pacjenta, stawia rozpoznanie. Później - według niego - lekarz ustala leczenie. W tej chwili nie wystarczy rozpoznać chłoniaka - specjalista musi określić jaki jest jego typ, bo każdy z nich jest inaczej leczony. Bywa, że patomorfolog musi ocenić 50-60 preparatów, by precyzyjnie określić jaki jest ich charakter nowotworu, ile jest ognisk czy jakie są marginesy chirurgiczne.

- Wprowadzenie akredytacji zakładów patomorfologii ma na celu podniesienie jakości badań patomorfologicznych, a tym samym zwiększenie skuteczności leczenia pacjentów onkologicznych – podkreśla prof. Andrzej Marszałek, konsultant krajowy w dziedzinie patomorfologii, prezes Polskiego Towarzystwa Patologów. - Wprowadzenie akredytacji ma wyeliminować praktyki wykonywania badań patomorfologicznych poza międzynarodowym standardem.

Prof. Marszałek podaje, że zdarza się, że badania wykonane w podmiotach nie utrzymujących wymaganych standardów i ich wyniki nie dają możliwości wdrożenia leczenia spersonalizowanego.

- Wynika to z braku zawarcia w rozpoznaniu informacji np. na temat szerokości marginesów zdrowych tkanek, co warunkuje dalsze postępowanie terapeutyczne lub materiał został źle techniczne opracowany i uniemożliwia to rzetelne wykonanie dodatkowych badań - np. statusu białka lub genu HER2 w raku piersi. Materiał, który jest niewłaściwie utrwalony i opracowany zmienia się w sposób uniemożliwiający wykonanie badania – podkreśla ekspert.

O jaką rentę można się starać, gdy dojdzie do błędu medycznego czytaj tutaj>>

 


Mogą coś wyciąć przez pomyłkę

Radca prawny Jarosław Witkowski, reprezentujący pacjentów, którzy padli ofiarą błędów medycznych, podkreśla, że brak jednolitej jakości badań histopatologicznych to duży problem.

- Badania wykonywane są najczęściej w małych, prywatnych laboratoriach – mówi mec. Witkowski. - Problemem jest brak odgórnych standaryzacji odnoszących się do postępowania z próbkami przekazanymi do badania, które powinny dotyczyć zarówno przekazującego badanie, jak również ośrodka wykonującego badanie. Styk tych dwóch miejsc bywa krytyczny i na tym etapie najczęściej dochodzi do pomyłek.

Jarosław Witkowski dodaje, że ważny jest także sposób prawidłowego oznaczania materiału do badań.

- Podmioty lecznicze nie zawsze posiadają wdrożone rozwiązania z zakresu logistyki, ograniczających pomyłki – mówi mecenas. - Takim najprostszym sposobem oznaczania materiału jest oklejanie specjalnym kodem. Koszt samego kodu to ok. 10 groszy za sztukę. Infrastruktura do jego odczytu jest droższa, ale nie na tyle, by uzasadniać zwlekanie z wdrożeniem takich rozwiązań. Takie podejście pozwala minimalizować zagrożenia wynikające z pomylenia badań pacjentów (błędy w identyfikacji pacjentów). Takie pomyłki prowadzą do stwierdzenia chorób u osób zdrowych lub, co gorsza, nie stwierdzenia ich u osób chorych.

 

Dobrowolne licencje ma 80 laboratoriów

Polskie Towarzystwo Patologów powołało w 2004 r. Komisję ds. Licencji zakładów Patomorfologii, której zadaniem było m.in. zwrócenie uwagi na potrzebę stosowania standardów postępowania. Kryteria licencyjne, ze względu na postęp wiedzy medycznej oraz wzrastające wymagania co do zawartości rozpoznań patomorfologicznych, zostały zaktualizowane w 2018 roku

- Wprowadzenie akredytacji jest kolejnym krokiem, po wprowadzeniu licencji, mającej charakter dobrowolny oraz polegającej na zadeklarowaniu prowadzenia działalności wg standardów międzynarodowych – podkreśla konsultant. - Akredytacja z zasady jest zewnętrznym sprawdzeniem czy w jednostce, poddającej się jej na zasadzie dobrowolności, procedury są wypełniane zgodnie ze standardem. Taki proces ma za zadanie doprowadzenie do certyfikowania jednostek, które będą mogły się ubiegać o finasowanie badań ze środków publicznych.

Resort podaje, że w Polsce może działać ok. 150 laboratoriów wykonujących badania patomorfologiczne. Jednak tak naprawdę, ile jest takich jednostek - dokładnie nie wiadomo, bo część badań jest wykonywania w pracowniach oraz placówkach prywatnych (jednoosobowych lub tzw. "sieciach").

Określenie "zakład patomorfologii" jest obecnie ściśle zdefiniowane przez zapisy rozporządzenia Ministra Zdrowia z 2017 roku (Dz.U. poz. 2435). Obecnie jest ponad 80 jednostek, które poddały się licencjonowaniu przez Polskie Towarzystwo Patologów.

Za często trzeba powtarzać badania

Wiceminister podkreśla, że Polskie Towarzystwo Patologów mówi, że ok. 5 tys. badań rocznie powinno przypadać na patologa, a są jednostki, w których histopatolodzy realizują 3 tys. badań miesięcznie.

- Różna jest jakość stosowanych odczynników, ale także podejście do kompleksowości badań. Są opisy badań histopatologicznych, w których znajduje się tylko lakoniczny opis, że nowotwór jest o nieokreślonej lokalizacji i stopniu złośliwości. Takie badanie trzeba powtarzać na innych poziomach leczenia, a to generuje dodatkowe koszty  – mówi wiceminister Gadomski.

Czy wynik badania histopatologicznego może odebrać osoba upoważniona do dostępu do dokumentacji medycznej czytaj tutaj>>

 

Pieniądze z Unii lub programu zdrowotnego

Wiceminister Gadomski podkreśla, że resort szuka finansowania dla tego projektu. Złożono wniosek o środki unijne. Jeśli nie uda się uzyskać pieniędzy z Unii, to  Ministerstwo Zdrowia będzie chciało sfinansować zadanie z pieniędzy Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych.

- Przygotujemy we współpracy z histopatologami standardy akredytacyjne – mówi Gadomski. - Prawdopodobnie zrobimy krótki pilotaż, by sprawdzić jak takie wizytacje miałyby wyglądać.

 


Gdy zmieni się finansowanie, znajdą się specjaliści

Wiceminister Gadomski podaje, iż resort wstępnie zakłada, że od 1 stycznia 2021 r. akredytacje miałyby zacząć obowiązywać wszystkie placówki, które będą przyjmowały zlecenia od podmiotów finansowanych z publicznych pieniędzy.  

Inny problem polega na tym, że patomorfologów jest za mało, zaledwie ok. 450 w całej Polsce. Jeśli wprowadzi się standardy, istnieje niebezpieczeństwo, że spadnie liczba wykonywanych badań, co może ograniczyć do nich dostęp. Wiceminister przyznaje, że to wyzwanie, by wprowadzić akredytacje, ale jednocześnie nie ograniczyć dostępu do badań.

Prof. Marszałek uspokaja, że mimo braków kadrowych, wprowadzenie akredytacji jest możliwe.

- Mówimy o wprowadzeniu akredytacji zakładów, które mają świadczyć usługi z funduszy publicznych, czyli zakładów, mających zapewnić jak najlepszą jakość badań wykonywanych na rzecz pacjentów leczonych w jednostkach finansowanych przez państwo – podkreśla konsultant. -  Docelowo akredytacja ma być etapem na drodze wprowadzenia odrębnego finansowania badań patomorfologicznych. Wiadomo, że tam, gdzie pojawiają się pieniądze i patomorfolodzy zaczną być zatrudniani na godziwych warunkach, będzie przyrost miejsc pracy. Najlepszym tego przykładem jest kardiologia interwencyjna.

Przy okazji akredytacji, resort będzie musiał zmierzyć się z problemem, dotyczącym braku odrębnego finansowania badań patomorfologicznych. Teraz koszt takich badań jest wliczony w cenę świadczenia, za które płaci Narodowy Fundusz Zdrowia. Patomorfolodzy od lat zabiegają o wprowadzenie odrębnego finansowania.