Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił w czwartek wieczorem decyzję prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz w sprawie zakazu organizacji Marszu Niepodległości 11 listopada w centrum stolicy. - Wolność zgromadzeń pełni doniosłą rolę w demokratycznym państwie prawo do zgromadzeń jest chronione konstytucją - powiedział w uzasadnieniu orzeczenia sędzia Michał Jakubowski. Jak podkreślił sędzia, w sprawie tej organ gminy nie uprawdopodobnił okoliczności, że w związku z tą manifestacją może dojść do zagrożenia życia i zdrowia oraz mienia w znacznych rozmiarach, a to była główna przesłanka wydanego zakazu.

Także sąd we Wrocławiu uwzględnił odwołanie złożone przez organizatorów i uchylił decyzję prezydenta miasta o zakazie marszu narodowców.  Ustępujący prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz poinformował, że po konsultacjach z policją, a także prezydentem elektem Jackiem Sutrykiem, wydał zakaz organizacji marszu. Jednak tutaj także sąd uznał, że prawo do zgromadzeń jest wartością chronioną konstytucyjnie i może być ograniczona jedynie w wypadkach ściśle wskazanych w ustawie o zgromadzeniach. - Sąd badając przesłanki, które w swojej decyzji podał prezydent ocenił, że nie są to przesłanki, które są wskazane w ustawie o zgromadzeniach - powiedział Marek Poteralski, rzecznik Sądu Okręgowego we Wrocławiu.

Oba orzeczenia nie są prawomocne i dają władzom miast możliwość odwołania się. Pełnomocnik prezydent stolicy Antoni Kania-Sieniawski powiedział, że ratusz odwoła się od decyzji sądu uchylającej zakaz organizacji 11 listopada Marszu Niepodległości.

Marsz środowisk narodowych odbędzie się

Wiele jednak wskazuje, że organizowany przez stowarzyszenie, współtworzone przez m.in. Młodzież Wszechpolską, Obóz Narodowo-Radykalny i Ruch Narodowy Marsz Niepodległości odbędzie się. A tymczasem trwają intesywne przygotowania do Marszu Państwowego, który rozpocznie się w niedzielę o godz. 15. na Rondzie Dmowskiego i będzie przebiegać przez Aleje Jerozolimskie, Most Poniatowskiego i dalej niemal do ronda Waszyngtona. Przedstawiciele prezydenta i rządu tłumaczą, że marsz zorganizowany przez władze jako uroczystość państwowa ma pierwszeństwo przed innymi zaplanowanymi wydarzeniami.

 


Będzie kolizja dwóch zgormadzeń

Inne stanowisko prezentują jednak organizatorzy Marszu Niepodległości. - Cieszymy się z decyzji sądu okręgowego, szkoda, że prezydent i premier nie poczekali na nią i zapowiedzieli swój marsz - powiedział w czwartek wiceprezes stowarzyszenia "Marsz Niepodległości" Witold Tumanowicz. I zapewnił, że organizowany przez jego stowarzyszenie marsz społeczny, oddolny, "niezależnie od wszystkiego się odbędzie". W wydanym po ogłoszeniu orzeczenia sądu oświadczeniu stowarzyszenie zaprosiło wszystkich na Marsz Niepodległości, który rozpocznie się o godzinie 14. także na Rondzie Dmowskiego w Warszawie i potem przejdzie tą samą trasą, co marsz rządowy.

Marsz państwowy ważniejszy?

Szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk powiedział w czwartek w TVN24, że obecną sytuację po decyzji sądu "trzeba przeanalizować od strony prawnej, ale od strony organizacyjnej nic się nie zmienia". Poinformował, że do stołecznego ratusza została już wysłana informacja o marszu państwowym, który organizuje rząd pod patronatem prezydenta Andrzeja Dudy.

Sprawa rzeczywiście wymaga analizy prawnej, ponieważ twierdzenie o pierwszeństwie marszu rządowego przed wszystkimi innymi nie znajduje potwierdzenia w przepisach. Organizatorzy Marszu Niepodległości uważają, że mają prawo do jego przeprowadzenia, ponieważ jest to zgromadzenie cykliczne, zarejestowane na podstawie uchwalonej dwa lata temu przez obecną większość parlamentarną zmianę w ustawie o zgromadzeniach, które nadaje priorytet właśnie zgromadzeniom cyklicznym. Na podstawie tych przepisów organizatorzy Marszu Niepodległości wystąpili o nadanie mu statusu zgromadzenia cyklicznego i wojewoda wydał im na to zgodę na trzy lata, czyli do 2020 roku. Oznacza to, że w tym samym miejscu i czasie nikt inny nie może zorganizować swojego zgromadzenia. Pojawi się więc kwestia, czy ma do tego prawo rząd.

Prawo preferuje zgomadzenia obywatelskie

Konfliktu tego nie da się rozwiązać na bazie prawa o zgromadzeniach. Jak zauważa Rzecznik Praw Obywatelskich, który obserwuje ten spór, nie ma wyraźnych i jednoznacznych przepisów, które taką sytuację regulowałyby w sposób klarowny. RPO przypomina, że o uregulowanie zasad organizowania zgromadzeń państwowych zabiegał prezydent Bronisław Komorowski. Stał on na stanowisku, iż należy zagwarantować zgromadzeniom państwowym pierwszeństwo. Jednak w 2015 r. przeważył pogląd, że wolność zgromadzeń Konstytucja gwarantuje obywatelom, a instytucje państwowe muszą przed nią ustąpić. Dlatego w 2015 r. takiego przepisu nie wprowadzono.
Dlatego według RPO dziś podstawą do organizacji zgromadzenia państwowego wydaje się tylko ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych. - Obowiązkiem władz publicznych jest zapewnienie realizacji wymogów wynikających z tych przepisów - stwierdza rzecznik. I dodaje, że o tym, co się dzieje w przypadku kolizji dwóch zdarzeń – organizowanego przez obywateli zgromadzenia i zgromadzenia, które chce w tym samym miejscu zorganizować władza państwowa – rozstrzygnąć może wyłącznie sąd.

Czytaj: RPO: sąd zdecyduje, który marsz na 11 listopada ma pierwszeństwo >>

Czy to oznacza, że jeszcze przed niedzielą problem powinien trafić do sądu? Na razie żadna z zainteresowanych stron nie złożyła takiego wniosku, a czasu do niedzieli jest już mało.