Zwroty akcji związane z próbami wprowadzenia w okresie epidemii komunikacji elektronicznej do sądów zaczynają przypominać dreszczowiec. Najpierw mamy propozycję do tarczy 1, potem wycofanie się rządu. Niektórzy skwitowali to podówczas twierdzeniami, że to ludzie ministra sprawiedliwości pod osłoną nocy podejmują działania, które mogą doprowadzić do depopulacji osób związanych na co dzień z wymiarem sprawiedliwości poprzez nakazanie, mimo istnienia innych możliwości technicznych, nadawanie i odbieranie listów pocztą tradycyjną. Później ruszyło w drugą stronę – w bólach i bynajmniej nie bez przeszkód pojawił się projekt uregulowania komunikacji elektronicznej w tarczy antykryzysowej 3. Miał wady, ale ustępowały one wobec najważniejszej zalety – był.

Czytaj: Tarcza 3 uchwalona, ale znowu bez e-komunikacji z sądem>>

Jednoznacznie pozwalał w jakimś wymiarze na komunikację elektroniczną. Rzecz nie bez znaczenia w okresie gdy kontakt z sądem nie tyle jest utrudniony z powodu utrudnień w funkcjonowaniu biur podawczych w sądach czy ograniczeń w pracy placówek pocztowych, co z zasadniczego powodu jakim jest najogólniej mówiąc nawoływanie do tego, żeby zostać w domu. W innym wymiarze rzecz ujmując – aby ograniczyć wychodzenie i kontakty międzyludzkie. W kontaktach z sądami i w kontaktach sądów z interesantami właśnie komunikacja elektroniczna mogła wspomóc takie działania antyepidemiczne.
Celem zatem nie była wygoda sądu czy pełnomocników albo stron, ale bezpieczeństwo wszystkich. Złożenie pisma na biurze podawczym (które przecież wcale wszędzie nie zostały zamknięte – ale ograniczenia ich pracy były konieczne w sytuacji zagrożenia wirusem) jest szybsze niż jego nadanie na poczcie. Przecież otrzymanie prezentaty na kopii złożonego pisma jest szybsze niż nadanie przesyłki poleconej, co wymaga odrobiny pocztowej biurokracji. Jeszcze szybsze jest nadanie pisma drogą elektroniczną.

Czytaj: Prawo do sądu zostanie przywrócone?

Możliwości komunikacji elektronicznej w sądach jest

Co do możliwości komunikacji elektronicznej z udziałem sądów  wypada przy tym wskazać, że takową komunikacją sądy się posługują. Wszelkie problemy w tym zakresie można zresztą usunąć – nigdy nie ma przecież stanu, którego nie można poprawić. Po pierwsze sądy obsługują e-PUAP. Cały szereg skarg administracyjnych przecież wpływa w ten sposób. Po drugie sądy przyjmują i obsługują maile. Tytułem przykładu można wskazać, niejeden termin rozprawy zmieniono dzięki mailowemu uzgodnieniu. Można zresztą wskazać na od lat obowiązujący art. 132 par. 3 Kodeksu postępowania karnego, który stanowi, że pismo może być doręczone także za pośrednictwem poczty elektronicznej. 

Przypomnieć można również, że przepisy o elektronicznych doręczeniach dla niektórych rodzajów postępowań, w Kodeksie postępowania cywilnego pojawiają się sukcesywnie od 2007 r. W ostatnim okresie zresztą zaczyna się prowadzenie rozpraw online. Na razie oczywiście wyłącznie za zgodą obu stron, na prawach umowy procesowej, ale się odbywa. Warunkiem sine qua non takiej rozprawy jest jednak komunikacja elektroniczna. Jakoś trzeba rozprawę umówić i przesłać uczestnikowi link pozwalający na możliwość dołączenia do wideokonferencji i pobranie stosownej aplikacji komunikacyjnej. 

 


Jest zresztą przykład o najszerszym charakterze – portal informacyjny, przewidziany w projektowanych przepisach jako jedno z mediów umożliwiających komunikację. Przecież portal jest tak naprawdę emanacją sądowych systemów repertoryjno-dokumentacyjnych. Każdy dokument zapisany w systemie sądowym, a takie są już dziś praktycznie wszędzie, po nadaniu mu odpowiedniego statusu trafia do portalu informacyjnego. Do portalu zatem przyłączone są sądy w całej Polsce, a samo zasilanie danymi odbywa się z perspektywy sądu praktycznie bezobsługowo.
Do samego portalu ma dostęp obecnie 115 tysięcy użytkowników zewnętrznych w Polsce. Możliwości techniczne zatem są. Można dyskutować o sposobach realizacji doręczeń z uwzględnieniem interesów wszystkich uczestników i wprowadzać zmiany, które pozwolą np. na nieodbieranie korespondencji adwokatom czy radcom na urlopie. Niemniej jednak „daje się”. W czasach epidemii nie jest nawet największym problemem to, że sądy drukować będą pisma przychodzące. To mniej niż stres związany z pismami przychodzącymi i obawami (nieważne czy zasadnymi – w każdym bądź razie występującymi) o to czy nie pojawi z nimi wirus. Jeżeli zresztą sąd ma pismo w postaci elektronicznej to odpisu dla strony drukować nie musi sam – może zlecić wysyłkę z wykorzystaniem funkcjonującej od dawna usługi centralnego wydruku co dziś dla wysyłki odpisu papierowego nie jest możliwe.

Sprawność postępowania, czy interes poczty?

Choć w projekcie tarczy 3 stosowne przepisy przewidziano, to jednak ostatecznie w ustawie się nie znalazły. Dlaczego, obrazuje dostępny na stronie Sejmu RP zapis posiedzenia Komisji Finansów Publicznych z dnia 29 kwietnia 2020 r. Jak każdy może odsłuchać przebieg posiedzenia to od około 21:13:35 do 21:30:00 nastąpił prawdziwy sojusz ponad podziałami politycznymi. Sojusz przeciwko ministerstwu sprawiedliwości. Przebieg posiedzenia przy tym eliminuje chyba wszelkie teorie na temat tego, że pod osłoną nocy to "ludzie ministra sprawiedliwości chcą doprowadzić do depopulacji osób związanych na co dzień z wymiarem sprawiedliwości". Otóż uzasadniając poprawki wskazywano najogólniej, że poczta nie zarobi, a może stracić. Nie padło tam nawet jedno słowo na temat tego, jak usunięcie przepisów wpłynie na sprawność wymiaru sprawiedliwości. W zasadzie sprawność ta nawet nikogo poza panią wiceminister sprawiedliwości nie zainteresowała. Jedyna poselska wypowiedź dotykając tej kwestii wskazywała na to, że przecież poczta doręcza. 

 


Poczta doręcza?

Tu się zaczyna zresztą problem. Z perspektywy Sądu Okręgowego we Wrocławiu mogę stwierdzić, że porównując okres lutego i pierwszej połowy marca z okresem drugiej połowy marca i pierwszą połową kwietnia widać to, że ilość przesyłek zwróconych przez pocztę bez efektywnego doręczenia wzrosła 2,5-3 razy. Później ilość niedoręczonych spadła wyłącznie z jednego jedynego powodu – nie było co zwracać bowiem poczta z sądów przestała wychodzić. Jedno zatem widać – w obecnym okresie skuteczne doręczenie pocztowe jest w dużej mierze teorią niż praktyką. Niestety mamy epidemię, mamy obawy i pocztowców, i adresatów. W rezultacie albo mamy tylko teoretycznie pozostawianie awiza albo obawy przed udaniem się na pocztę. Jak by nie było problem występuje i to nie tylko w jednym sądzie – jest ogólnopolski.

Ostatecznie usunięcie przepisu o komunikacji elektronicznej nie przeszło 29 kwietnia 2020 r. jednym głosem. Już jednak 30 kwietnia 2020 r. komisja usunięcie zaakceptowała i powiedziała o komunikacji elektronicznej na czas epidemii „requiescat in pace” - wskazując w druku sejmowym nr 350-A wniosek o przyjęcie poprawek dwóch klubów o usuniecie przepisów o komunikacji elektronicznej z sądami. Tym samym Sejm RP uznał, że ważniejsze są dochody Poczty Polskiej S.A. niż sprawność wymiaru sprawiedliwości Rzeczypospolitej Polskiej. Ważniejsze są dochody pewnego przedsiębiorstwa niż bezpieczeństwo epidemiczne „ludzi związanych z wymiarem sprawiedliwości” jak i bezpieczeństwo epidemiczne w ogóle. Niemniej jednak trudno dalej winić, czy to ludzi z ministerstwa czy to sądy lub sędziów.
Posłusznie melduję, że o niczym tak nie marzę jak o wprowadzeniu elektronicznych doręczeń jak też wprowadzeniu możliwości składania pism do sądów drogą elektroniczną. Korzyści dla sprawności sądownictwa byłyby przeogromne. Niestety na razie nie nastąpią. To zresztą nie pierwszy raz gdy na drodze do komunikacji elektronicznej staje sądom poczta. Choć w sumie pierwszy aż tak jawny. Pozostaje tylko prosić polityków aby przestali narzekać na sprawność wymiaru sprawiedliwości. 

W szczególności mam nadzieję, że żaden złotousty poseł nie powie już więcej „wiecie państwo jakie mamy sądy”. Mamy takie jakimi posłowie chcą je zostawić i w jakie nie chcą ich zmienić. Wychodząc zresztą z całkowicie błędnych przesłanek – proponowana komunikacja elektroniczna była bowiem zaproponowana w wersji tak okrojonej (do tych, którzy sobie tego zażyczą) i tak ograniczonej czasowo (na okres epidemii), że nie wywoływała w istocie żadnego zauważalnego spadku dochodów poczty. Ostatecznie można powiedzieć politykom - chcecie to macie. Ale za skutki swoich działań nie wińcie innych.

Czytaj: Chcesz być eco - działaj na rzecz e-rozpraw i e-doręczeń>>

I jeszcze jedno...

Wydawałoby się , że sprawa jest wyczerpana. Ale jedno tu się jeszcze jednak nasuwa. Uchwalając ustawę Sejm przewidział możliwość realizacji rozpraw za pomocą wideokonferencji. Dziś takowe już występują aczkolwiek tylko za zgodą obu stron. Po zmianie będzie możliwe prowadzenie tak rozprawy za zgodą tego kto w ten sposób w rozprawie chce uczestniczyć, bez względu na zdanie strony przeciwnej. Mając jednak własne doświadczenia w organizacji takich rozpraw chcę powiedzieć, że organizacja ich nie jest realna bez posłużenia się komunikacją elektroniczną. Aby uczestnik uzyskał dostęp do wideokonferencji musi otrzymać link – mówiąc w skrócie - do platformy komunikacyjnej. Bez komunikacji elektronicznej to niemożliwe. 

Czystym absurdem byłaby sytuacja w której sąd musi wysyłać przesyłkę pocztową aby z tej przesyłki adresat przepisał do swojej przeglądarki link do wideokonferencji. No ale może komuś o to chodzi? W sumie jednak Sejm wyprodukował kolejną hydrozagadkę. Bez rozpraw online bowiem komunikacja elektroniczna miała sens. Bez komunikacji elektronicznej rozprawa online jest co najmniej bardzo trudna jeżeli nie niemożliwa. Z sądowej perspektywy pozostaje zatem odpowiedzieć sobie na pytanie czy należy robić tak żeby było dobrze i system organizacyjny działał skutecznie czy też wzorem niektórych występujących w starym filmie „Hydrozagadka” powiedzieć obywatele, lepiej chodźmy do domu bo jeszcze zostaniemy za świadków.