Dzień ten - w tym roku 14 czerwca - to symboliczna granica obrazująca realny poziom obciążeń podatkowych w każdym państwie. To, kiedy dokładnie w poszczególnych latach wypada, zależy od przewidzianego na ten rok udziału wydatków publicznych w PKB kraju. Im następuje wcześniej, tym mniejsze obciążenia.
Centrum im. Adama Smitha bierze pod uwagę kwoty zawarte w założeniach budżetowych na dany rok. W tym roku okazało się, że całoroczne wydatki budżetu państwa, na który składają się nasze podatki, zostały pokryte przez dochód wypracowywany przez podatników od początku roku - właśnie w niedzielę.
Najgorzej w Polsce w ostatnim piętnastoleciu było pod tym względem w 1995 r. - Dzień Wolności Podatkowej przypadł wtedy 6 lipca. Potem po stopniowej poprawie w 1999 i 2000 r. - do 16 czerwca - w 2003 r. granica ta znów przesunęła się do 28 czerwca. Od tego czasu - z wahaniami - obciążenie podatkowe zmniejsza się.
W porównaniu jednak do 2008 r., choć w tym roku poprawa nastąpiła, jest bardzo niewielka - wówczas dzień ten również przypadł 14 czerwca, jednak był to rok przestępny z większą liczbą dni. W tegorocznej ustawie budżetowej udział wydatków publicznych w PKB ma wynieść prawie 44,85 proc., w ub. roku było to 45,12 proc.
Według eksperta z Centrum im. Adama Smitha Andrzeja Sadowskiego, mimo pewnych postępów, nie ma z czego się cieszyć. Od pewnego czasu z rządu płyną bowiem informacje o planach podwyższenia podatków. Wzrosnąć miałaby m.in. składka na ubezpieczenie zdrowotne, która - jak mówi Sadowski - w rzeczywistości jest zwykłym podatkiem.
W jego opinii, w Ministerstwie Finansów i wśród większości polityków, panuje fałszywa wiara, że aby uzyskać większe wpływy do budżetu, należy podatki podwyższać. W przeszłości to jednak np. obniżka akcyzy na alkohol spowodowała, że wpływy budżetowe z tego tytułu nagle wzrosły i - przy ograniczeniu mniej opłacalnego przemytu - ruszyła produkcja.
W ocenie eksperta, w resorcie finansów panuje jednak „doktryna świętego arkusza kalkulacyjnego". Tylko w arkuszu kalkulacyjnym bowiem podwyższenie w jednej rubryce stawek podatkowych, powoduje wzrost wpływów w innej. W życiu natomiast, większe podatki skutkują ucieczką podatników i wzrostem szarej strefy, czyli spadkiem wpływów do budżetu.
Nie ma co pocieszać się także, że w innych krajach obciążenie podatkowe jest jeszcze wyższe. W Szwecji bowiem np., gdzie Dzień Wolności Podatkowej dwa lata temu przypadł 29 lipca, doprowadzono swego czasu do sytuacji, gdy ponad 90 proc. społeczeństwa, mimo protestanckiej wiary, przyznawało, że oszukuje urząd skarbowy.
Nie potrzeba jednak Dnia Wolności Podatkowej - twierdzi Sadowski - by uzmysłowić sobie poziom podatków w Polsce. Polacy wracający np. z legalnej i opodatkowanej pracy w Wielkiej Brytanii, z którą Polska ma umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania, bywali bowiem zmuszani do dopłacania tu brakującej różnicy w wysokości obciążeń.
Eksperci Centrum im. Adama Smitha przypominają także, że rząd nigdy nie ma własnych pieniędzy, dysponuje tylko pieniędzmi pozyskanymi przez obywateli. Znaczna część pieniędzy z budżetu np. na pomoc ubogim - mówi Sadowski - trafia jednak na finansowanie niewydolnej zwykle administracji, która jeszcze po drodze marnotrawi część środków.
Problemem - prócz wysokości - jest również konstrukcja podatków w Polsce, która, w opinii Sadowskiego, np. praktycznie uniemożliwia oszacowanie wpływów z podatku dochodowego od osób prawnych. Podatek od firm płacony jest przy tym - według raportów NIK - w rzeczywistości tylko przez około 20 proc. firm rozliczających się w ten sposób. Inne wykazują straty lub znikomy zysk.
„Jedyne podatki, które wpływają w stu procentach do budżetu państwa, to podatki o charakterze ryczałtowym - ponieważ są proste i łatwe do wyegzekwowania. Każde inne są niezwykle trudne i do oszacowania i do wyegzekwowania" - wskazuje ekspert Centrum im. A. Smitha.
Również w opinii prof. Andrzej Barczaka z Akademii Ekonomicznej w Katowicach, choć powinniśmy łożyć ze swych dochodów na państwo będące jednym z najwyższych dóbr wspólnotowych - nie należy z tym przesadzać. Wyższe podatki powodują zmniejszenie środków do dyspozycji dla podatników, to zmniejsza skłonność do oszczędzania, co z kolei redukuje inwestycje, czyli szanse rozwoju.
„Państwo tak jak gospodarstwo domowe - ma dochody i ma wydatki. Mądra gospodyni tak potrafi sobie rozporządzać swymi dochodami, że gospodarstwo ma się dobrze teraz, ale też w przyszłości będzie można z tych dochodów wykształcić dzieci i samemu utrzymać się po zakończeniu aktywności zawodowej" - wyjaśnia ekonomista.
Jak mówi, „łupienie fiskalne" obywateli powoduje zwykle, że budżet wydawany jest na rzeczy niepotrzebne - podobnie, jak zła gospodyni szybko rozpuści nawet rosnące dochody swego męża.
„Tak jak niegospodarna gospodyni jest tragedią rodzinną, niegospodarne państwo powoduje tragedię ogólnospołeczną" - wskazuje prof. Barczak.
Jego zdaniem, przesuwający się powoli w Polsce ku styczniowi Dzień Wolności Podatkowej, świadczy m.in., że społeczeństwo powoli bogaci się. Ekonomista przytoczył jednak swoje dawne wyliczenie, że jeżeli wzrost gospodarczy w Europie wynosiłby stale 0,5 proc., a w Polsce 6 proc., to najbogatsze kraje Unii Europejskiej dogonimy za około dwa pokolenia.
Porównując natomiast obciążenia podatkowe, w ub. roku Słowacy świętowali Dzień Wolności Podatkową 11 maja, a Węgrzy - 20 maja. Zbliżone do Polski były Chorwacja - 13 czerwca i Słowenia - 17 czerwca. W Niemczech dzień ten przypadł 8 lipca, we Francji - 16 lipca. „Jeśli osiągniemy w ten sposób 1 kwietnia, znaczy, że będziemy w bardzo dobrej kondycji" - uważa prof. Barczak.