Problemy będą miały też firmy, które podpisały umowy o pracę z przyszłymi absolwentami szkół branżowych i techników. A nauczyciele przedmiotów zawodowych stracą duże pieniądze.

Listy kandydatów publicznie dostępne na stronach szkół>>

 

Nauka online w szkołach zawodowych

Mariusz Zyngier, nauczyciel przedmiotów zawodowych z Połańca, który w 2016 r. znalazł się na liście 50 nauczycieli nominowanych do szkolnego Nobla - Global Teacher Prize podkreśla, jak duży problem jest z materiałami do nauki w szkołach branżowych i technikach. - O wiele łatwiej jest nauczycielom przedmiotów ogólnych, mają „państwowe” platformy, mają płyty z gotowymi lekcjami. Dla nauczania online w branżówkach sprawdzonych materiałów jest niewiele. Obecnie więc trzeba mierzyć się z sytuacją, gdzie zamiast praktyk, jest teoria - mówi.

Czytaj w LEX: Zdalne nauczanie w szkołach i placówkach w dobie koronawirusa >

- Zawsze moi uczniowie robią samodzielnie pomiary, konfiguracje sprzętu, składanie itp. Ja tylko te procesy koordynuję. Obecnie więc modyfikuję rozkład materiału i robię teorię. Owszem, są dostępne materiały teoretyczne, ale nauczyciel musi przejrzeć cały internet, żeby wyszukać te dobre i podesłać uczniom. Ostatnio dostali ode mnie materiał po angielsku, gdyż te polskie były słabej jakości. Zobaczymy, w jakim stopniu dadzą radę. Przestrzegam też, by nauczyciele nie rzucali się na zbyt wiele form komunikowania się z uczniem. Sam popełniłem ten błąd. Okazuje się, że wszyscy nieco pogubiliśmy się, gdzie kto przesłał mi informację, czy na: Messenger, Google Classroom, czy na dziennik elektroniczny.

Zyngier martwi się, że jeżeli koronawirus nie ustąpi do końca roku szkolnego, zrobi się niemały problem. - Na przykład przedmiot pomiary elektryczne i elektroniczne kończy się w II klasie. To jest wiedza manualna typu "zdiagnozuj". Teraz mamy taką sytuację, jakbyśmy fryzjerkę przez trzy miesiące uczyli strzyżenia, czy robienia koków na zasadzie, ułóż nożyczki pod kątem 45 stopni. Ona na pewno nie nauczy się strzyc. Nieco mniejszy problem będzie z przedmiotami kontynuowanymi, bo we wrześniu będzie można nadrabiać braki - ocenia.

Czytaj w LEX: Czy dokumentacja w dzienniku elektronicznym prowadzona przez nauczyciela będzie wystarczająca do wypłaty wynagrodzenia przez szkołę? >

Podwójnie pokrzywdzeni

- Nie ukrywam też, że w przypadku takich nauczycieli jak ja problemem są nadgodziny. Otóż maturzyści skończyli naukę w grudniu, ja miałem płaconą średnią roczną. Obecnie nasz starosta zastanawia się, jak podejść do tego problemu. Jeśli za tę ciężką pracę nie dostanę pieniędzy, mój zapał, choć zawsze był wielki, osłabnie. Miałem też pracę w grupach - w poniedziałki i środy. Teraz nam pracować ze wszystkimi uczniami naraz. Nadal będę wysyłał i odbierał setki materiałów, bo nie zostawię chłopaków samych. W tym tygodniu praca pochłaniała mi 12 godzin na dobę. W dodatku bywam skazany na pracę przez telefon komórkowy i widzę, że kończy mi się po tak krótkim czasie transfer danych. Ciekawe, jak wysoki będę miał rachunek. Naprawdę, my nauczyciele przedmiotów zawodowych, jesteśmy poszkodowani podwójnie i jesteśmy mocno sfrustrowani.

 


Radosław Moskal, nauczyciel przedmiotów zawodowych z Ostrowca Świętokrzyskiego, Nauczyciel Roku 2009, Honorowy Profesor Oświaty 2013 podkreśla, że opracowanie porządnej edukacji dla tego sektora oświaty nie powinno być robione byle jak i na szybko. To wymaga zastanowienia, uporządkowania chaosu informacyjnego, przejrzenia setek materiałów wieszanych w sieci przez rozmaite firmy. Owszem, zdarzają się dobre filmy na You Tube. Jeden z byłych uczniów Moskala wielokrotnie wykorzystuje takie filmy, aby naprawić mniej lub bardziej skomplikowaną usterkę w samochodzie, gdyż film krok po kroku pokazuje jakie czynności po kolei ma wykonać, jaki śrubokręt wziąć, z której strony podważyć, żeby nie uszkodzić itp. Ale takie perełki są rzadkością, przeważają internetowe plewy.

Sprawdź w LEX: Czy za okres zamknięcia szkół i przedszkoli w związku z wirusem COVID-19 należy wypłacić nauczycielom dodatek za warunki pracy w pełnej wysokości? >

- Obecnie realizujemy to, co możemy z teorii, praktykę odkładamy na później. Pytanie: na kiedy? - zastanawia się Moskal. - Tydzień temu dowiedzieliśmy się, że mamy uczniom zadawać prace. Rodzice skarżyli się do kuratorium. Po wydaniu rozporządzenia o edukacji online już wiemy, że te prace mamy oceniać. Obecnie jedną z klas uczę podstaw programowania sterowników PLC. Jeśli mam dalej uczyć online, muszę mieć jakąś tablicę, bo trudno rozrysować problem na kartce A4. Zadałem projekt, codziennie odbieram telefony od uczniów w tej sprawie. Nie jest to dla mnie problemem, bo uważam, że jeśli dziecko ma pytanie, trzeba mu pomóc. Zresztą zanim wyłuszczylibyśmy sobie wszystko przez maila, szybciej dogadamy się przez telefon - mówi.

Sprawdź w LEX: Czy należy dokumentować nauczanie zdalne w dziennikach lekcyjnych? >

Nic nie zastąpi praktyki

Marcin Budzewski z Instytutu Analiz Rynku Pracy podkreśla, że koronawirus wymusił drastyczne przyspieszenie zmian w kształceniu. - Ale o ile w niektórych branżach kształcić na odległość da radę, o tyle w innych nie jest to możliwe. Oczywiście, można pokazywać bardzo nowoczesne rozwiązania technologiczne, np. odpalić film pokazujący proces produkcji w zakładach, do których normalnie nie mielibyśmy prawa wstępu - mówi.  I dodaje, że ten proces może być na filmie pokazany nawet dokładniej niż na wizytach studyjnych, można „zajrzeć” do wnętrza maszyny, co normalnie raczej możliwe nie jest. Ale nigdy nie będzie to to samo, co stanięcie obok tej maszyny, dotknięcie jej. Pomocne mogą też być wirtualne symulatory pewnych procesów. Nawet jak się na nich popełni błąd, nie kosztuje to utraty zdrowia czy setek euro. Marcin Budzewski zwraca uwagę, że problemem będą tzw. „kontraktacje” młodych pracowników.

- Łatwo sobie wyobrazić, jaki problem będą miały zakłady mechaniczne, czy szyjące jakiś produkt, kiedy absolwenci branżówek nie trafią do nich na czas. I niestety, z pewnością okaże się, że gdy uczniowie stracili semestr praktycznej nauki zawodu, nie będą odpowiednio przygotowani do pracy. Pracodawca będzie musiał ponieść dodatkowe koszty, by ich doszkolić - mówi.

 

Prof. Stefan Kwiatkowski, wieloletni dyrektor Instytutu Badań Edukacyjnych, znawca szkolnictwa branżowego, zauważa, że z trzech komponentów składających się na efekty uczenia się, tj. wiedzy, umiejętności i kompetencji społecznych, obecna sytuacja umożliwia w zasadzie jedynie przekazywanie wiedzy, wskazywanie jej źródeł, podstaw teoretycznych zjawisk. Natomiast umiejętności i kompetencje społeczne mogą być realizowane w minimalnym stopniu.
- Nie ma mowy o kształceniu umiejętności manualnych towarzyszących montażowi, demontażowi czy też konserwacji maszyn. Ale można prosić ucznia, żeby przedstawił planowane działania przy tych czynnościach, czy wykazał się umiejętnościami logistycznymi. W przypadku nauki online nie możemy mówić o kontaktach społecznych. Wprawdzie przy pracy w grupie, przy jakimś projekcie ważna jest nauka komunikacji między uczniami, ale jednak nigdy nie zastąpi to bezpośrednich kontaktów interpersonalnych. Uczniowie mogą wspólnie rozwiązywać ćwiczenia online, czy też dyskutować nad rozwiązaniem jakiegoś problemu technicznego - mówi.

Jego zdaniem, w e-learningu w szkołach branżowych mogą pomóc wykłady świetnych profesorów. Nauczyciel może skomponować autorskie materiały dydaktyczne, składające się z fragmentów podręczników, norm czy katalogów. Jak zaś sprawdzać wiedzę? Nie tylko za pomocą testów, lecz także za pomocą pytań otwartych. – Można poprosić ucznia, żeby opowiedział o sekwencji czynności, jakie musi wykonywać przy montażu czy demontażu oraz żeby uzasadnił, dlaczego zdecydował się akurat na takie układy czynności – wylicza prof. Kwiatkowski.

Profesor zgadza się z Marcinem Budzewskim, że mali przedsiębiorcy będą mieli kłopot, jeśli wcześniej podpisali umowy z uczniami branżówek czy techników.
- Duże zakłady jak Opel czy Volkswagen poradzą sobie, gorzej z mniejszymi podmiotami - mówi Kwiatkowski. - Tu ważna będzie samoświadomość braków w wykształceniu. Oczywiście, uczniowie ukończą szkołę, dostaną dyplom, ale czy za tym pójdzie odpowiednia wiedza, umiejętności i kompetencje społeczne? – zastanawia się prof. Kwiatkowski. - Nie wykluczam sytuacji, że jeśli podstawy programowe z powodu pandemii nie zostaną zrealizowane, niektórzy absolwenci szkół branżowych mogą nie mieć odpowiednich kwalifikacji. Uczciwe byłoby wówczas poinformowanie przez szkołę przyszłych pracodawców o lukach w wiedzy absolwentów - podsumowuje.