Czesne za prywatne przedszkole to często niebagatelne kwoty dla domowego budżetu. Z raportu na temat stanu edukacji niepublicznej w Polsce, który  opublikował Our Kids w 2019 r., czesne za przedszkole waha się od 180 złotych (przedszkole w Poznaniu) do 3,8 tys. złotych (międzynarodowe przedszkole w Warszawie) miesięcznie. Najwyższe opłaty pobierane są w prywatnych przedszkolach o charakterze międzynarodowym i przedszkolach Montessori, gdzie kształtuje się to na poziomie powyżej 2 tys. zł w Warszawie i 1 tys. zł. w pozostałych miastach.

Czytaj:Lepsze wyniki w prywatnych szkołach>>

Nie ma usługi, nie ma opłaty

A zatem nic dziwnego, że rodzice nie chcą płacić czesnego, jeżeli nie mogą korzystać z usług prywatnej placówki. Pojawiły się głosy, by uznać pobieranie takich  płat za nienależne świadczenie.  - Jeżeli spojrzymy na sprawę wyłącznie od strony prawa cywilnego, to myślę, że można rozważać czy zapłata czesnego w okresie zawieszenia pracy placówki nie może być uznana za nienależne świadczenie - mówi adwokat Joanna Parafianowicz - Być może po zakończeniu pandemii do sądów trafi wiele spraw dotyczących tej kwestii. Z tym, że w interesie rodziców wcale nie leży to, by te placówki upadły. Każdą umowę można negocjować i to właśnie zalecałabym w takim przypadku - być może czesne można w drodze aneksu do umowy zawiesić, czasowo obniżyć lub rozłożyć na raty. Takie rozwiązania byłyby korzystne dla obu stron - tłumaczy.

Sprawdź w LEX: Czy dodatkowy zasiłek opiekuńczy z tytułu sprawowania osobistej opieki nad dzieckiem w wieku do 8 lat przysługuje ubezpieczonemu, jeżeli są inni członkowie rodziny, mogący zapewnić opiekę dziecku? >

 


 

Podobnego zdania jest radca prawny Robert Kamionowski z kancelarii Peter Nielsen & Partners Law Office, który zauważa, że w sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy prawo nie daje jednoznacznej odpowiedzi. - Przedszkola i żłobki z dnia na dzień zostały pozbawione możliwości funkcjonowania i nie mają na to żadnego wpływu. Z drugiej strony są rodzice, którzy też często znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej - tłumaczy prawnik -  Ale tak jak pracownicy, którzy nie ze swojej winy nie mogą teraz świadczyć pracy, zachowując co do zasady prawo do wynagrodzenia, tak i obecny stan rzeczy nie jest winą tych przedszkoli. I chciałbym też zwrócić uwagę na fakt, że jeżeli teraz upadną, bo rodzice uznają, że nie należy płacić czesnego, to problem wróci za kilka tygodni lub miesięcy, gdy nie będzie gdzie posłać dzieci. Doradzam więc zawarcie porozumienia i umówienie się na jakąś kwotę - nie musi być to przecież cała kwota czesnego - mówi Robert Kamionowski.

Sprawdź w LEX: Czy dodatkowy zasiłek opiekuńczy przysługuje za te dni, w których pracownik oddaje dziecko pod opiekę opiekunki? >

 

Jak mówi Prawo.pl prof. Antoni Jeżowski, zasady pobierania opłat - zgodnie z Prawem oświatowym - reguluje statut przedszkola. Określa się w nim zasady odpłatności za pobyt oraz za korzystanie z wyżywienia. 

 

UOKiK łagodzi stanowisko

W 2008 r. UOKiK analizował umowy, które przedszkola zawierały z rodzicami dzieci i uznał, że nie mogą one postanowieniem wyłączać możliwości uzyskania zwrotu wpłaconego wpisowego lub czesnego, jeżeli przyczyna leżała po stronie przedszkola. Urząd podkreślał wtedy, że takie przyczyny to np. rażące naruszenie zasad umowy w zakresie opieki nad dzieckiem, konieczność zamknięcia przedszkola na skutek decyzji właściwych organów administracji lub w następstwie zdarzeń wynikających z działania siły wyższej, wprowadzenie podwyżki opłat niezaakceptowanych przez konsumenta. Według UOKiK żądanie przez konsumenta zwrotu opłaty za dany miesiąc i proporcjonalnie kwoty wpisowego byłoby uzasadnione.

 

 


 

W obliczu epidemii kompromisowe rozwiązania doradza jednak i sam urząd. UOKiK podkreśla, że sytuacja jest nadzwyczajna. Nie ma w tym ani winy przedsiębiorców, ani winy rodziców i właściciele placówek nie mogli tej sytuacji przewidzieć, planując swe ryzyko biznesowe. W tej sytuacji doszło do nadzwyczajnej zmiany okoliczności, co przewiduje też Kodeks cywilny w stosunkach cywilno-prawnych – to tzw. klauzula rebus sic stantibus. Uznał, że w takiej sytuacji każdy przypadek należy oceniać odrębnie - strony umowy muszą się zastanowić i porozumieć, w jaki sposób będą rozliczać koszty czesnego.
- Pod uwagę należy brać negocjacje, co do rozłożenia płatności na raty lub odraczanie terminów ich uiszczenia. W ocenie UOKiK, wątpliwą jest dopuszczalność pobierania czesnego w pełnej wysokości za czas, kiedy dzieci w ogóle nie przebywają w placówce. Np. opłaty za wyżywienie nie powinny być pobierane. Podobnie w przypadku zajęć dodatkowych, które w związku z epidemią się nie odbywają - wskazał Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

 

Epidemia koronawirusa może wyciąć niepubliczne przedszkola>>

 

Tarcza może nie osłonić przedszkoli

Przedszkole niepubliczne nie utrzymuje się wyłącznie z czesnego, bo otrzymuje z budżetu gminy dotacje. Radca prawny Robert Kamionowski zwraca też uwagę, że przedszkola niepubliczne mogą mieć problem z uzyskaniem pomocy od państwa. - Według przepisów nie prowadzą działalności gospodarczej, prawdopodobnie będą więc miały problem z otrzymaniem pomocy na podstawie przepisów o "tarczy antykryzysowej" - ocenia prawnik. A zatem, by wilk był syty i owca cała, być może powinny otrzymać wyższą dotację, która pokryłaby placówkom ewentualne straty, jeżeli rodzice dzieci faktycznie zdecydowaliby się na opcję atomową i zaprzestali płacenia czesnego.

Czytaj: Są projekty ustaw wprowadzających tarczę antykryzysową>>

- Możliwym rozwiązaniem jest, aby w czasie zawieszenia działalności placówki te  otrzymywały np. 100 proc. dotacji, a nie 75 proc., jak obecnie, co pozwoli na finansowanie bez udziału rodziców. Jednak to obciążyłoby budżety samorządów i wymagałoby refundacji ze strony państwa - mówi r. pr. Robert Kamionowski.

Sprawdź w LEX: Czy dodatkowe 14 dni opieki z powodu zamknięcia przedszkola z powodu koronawirusa, można wybierać po jednym dniu? >

 

 

 

 

 

 

 

Może to pomóc placówkom utrzymać się na rynku, ale - jak wskazuje r.pr.