Przed sądem w Veszprem stanął m.in. szef spółki MAL, do której należała huta w Ajka. Zarzucano im doprowadzenie do wypadku o skutku śmiertelnym, spowodowanego zaniedbaniem, a także wykroczenia przeciwko mieniu publicznemu, naruszenia w procesie gospodarowania odpadami i spowodowanie poważnych szkód dla środowiska.
Po trwającym ponad trzy lata procesie sąd pierwszej instancji postanowił uniewinnić wszystkich oskarżonych od wszystkich zarzutów.
"Oskarżeni nie mieli rzeczywistej i obiektywnej możliwości odkrycia zagrożenia, które stworzyli" - uznał sąd, podkreślając, że wadliwy zbiornik był regularnie sprawdzany przez kompetentne organy władz i dysponował wymaganymi atestami.
"Władze nie wykryły żadnych niedociągnięć ani nie zaleciły dodatkowych testów" - uzasadnił sąd.
4 października 2010 roku przerwany został wał zbiornika osadowego, w wyniku czego setki tysięcy metrów sześciennych toksycznego czerwonego szlamu wyciekło na obszarze o powierzchni 10 kilometrów kwadratowych. W następstwie wycieku śmierć poniosło 10 osób, a ponad 150 odniosło obrażenia.
Żrący wyciek spustoszył trzy wioski i zanieczyścił okoliczne rzeki, w tym wpływającą do Dunaju Rabę. Był to najpoważniejszy wypadek przemysłowy i ekologiczny w historii kraju. Szlam ten składał się głównie z nadających mu czerwoną barwę tlenków żelaza; miał właściwości żrące ze względu na pozostałości rozpuszczonego wodorotlenku sodu.
We wrześniu 2011 roku firma MAL została skazana przez węgierskie władze, odpowiedzialne za ochronę środowiska, na karę wysokości 135 miliardów forintów (500 milionów euro).
Likwidacja skutków katastrofy trwała lata i kosztowała ok. 140 mln dolarów. (PAP)

Więcej na ten temat w Serwisie BHP.