Świat według pracownika: granica bólu została przekroczona
Zwolnienia pracowników, obcinanie etatów, umowy śmieciowe, outsourcing. To ciemne strony współczesnego kapitalizmu. W czasie kryzysu widać je jeszcze wyraźniej. Coraz częściej słychać jednak, że granica bólu została przekroczona, a dalsze uelastycznianie rynku pracy nie jest w stanie wyprowadzić Europy z kryzysu. A skoro tak, może czas odważyć się na świat urządzony pod dyktando pracownika. To może się opłacać.
– Według Einsteina obłęd polega na tym, że robi się cały czas to samo w nadziei osiągnięcia odmiennych rezultatów – przypomina Ha-Joon Chang. Pochodzący z Korei Południowej ekonomista od lat wykłada na brytyjskim Cambridge i należy na Wyspach do najgłośniejszych krytyków neoliberalnych pomysłów na gospodarkę. Jego zdaniem przez ostatnie 30 lat polityka i biznes miały w zachodnim świecie tylko jedną odpowiedź na powtarzające się problemy z koniunkturą: liberalizacja rynku pracy, czyli de facto stopniowa rozbiórka fundamentów pracowniczego bezpieczeństwa. Jaki był efekt? – Mizerny. W najnowszej historii gospodarki nie ma też ani jednego dowodu, by komukolwiek udało się wyjść z kryzysu przez ułatwianie pracodawcom wyrzucania ludzi z pracy – interweniował w brytyjskim „Guardianie”, gdy na początku wakacji przerażony pogłębiającą się recesją rząd Davida Camerona zapowiedział nową inicjatywę uelastycznienia rynku pracy i dalszych cięć osłon socjalnych.





