W szpitalach już dramatycznie brakuje specjalistów, niektóre placówki medyczne są na granicy wydolności. A nowo powstające szpitale tymczasowe podkupują kadrę z innych placówek. Taki obraz służby zdrowia maluje się w cyklonie drugiej fali epidemii przy dobowym przyroście wykrytych 20 tys. zachorowań na koronawirusa.

W Warszawie otwarty został w czwartek, 29 października, szpital tymczasowy na Stadionie Narodowym i potrzebuje on kadry. Docelowo będzie tam 1200 łóżek. W pierwszym etapie 300, za tydzień ma się pojawiać 500 łóżek, potem 1200 łóżek, a z nich 100 to będą łóżka intensywnej terapii.

Czytaj w LEX: Wsparcie dla świadczeniodawców z funduszu medycznego - kto otrzyma środki? >

Aktualnie do obsługi szpitala potrzebny jest zespół liczący 250 osób. Gotowość do pracy - jak podał szef palcówki - zgłosiło około 3000 osób. - Zgłosiło się wielu lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych - mówił koordynujący organizację szpitala minister w kancelarii premiera Michał Dworczyk, dodając, że nie wszyscy z ochotników znajdą pracę, co wynika z niedostatecznego przygotowania do opieki nad chorymi z Covid-19.

Czytaj w LEX: Bądź na bieżąco ze zmianami w ochronie zdrowia! >

Zatrudnienie lekarza i pielęgniarki w szpitalu tymczasowym

Poszukiwani są głównie anestezjolodzy, zakaźnicy i interniści. Z tego co wiem  padają propozycje zatrudnienia na umowach cywilnych i ze stawką godzinową 200 zł i powyżej - mówi Prawo.pl anonimowo osoba związana z warszawskim ratuszem. Ale liczba personelu jest ograniczona i jeśli rząd zwerbuje do pracy na Stadionie Narodowym kilkaset osób, to oznaczać będzie, że zabraknie ich w innych szpitalach.

Podobna sytuacja ma miejsce w Krakowie. Tam w gmachu należącym do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego powstał szpital tymczasowy i poszukuje pracowników. - Dostaliśmy polecenie od wojewody aby wytypować 10 proc. personelu, który może być oddelegowany do pracy przy COVID-19. Tyle, że już nam tego personelu brakuje, więc kogo mamy typować? A rząd  stawiający szpitale tymczasowe kusi stawkami, bo skoro w jednym szpitalu lekarz na kontrakcie zarabia 8-9 tys. zł,  to tam ma szansę dostać drugie tyle - mówi Jerzy Fredigier, dyrektor miejskiego szpitala im. Stefana Żeromskiego w Krakowie.

Zobacz w LEX: Zarządzanie ryzykiem w podmiocie leczniczym w aspekcie elektronizacji dokumentacji medycznej >

Sam załamuje ręce, bo około 20 proc. kadry medycznej przebywa teraz na zwolnieniach z powodu zarażenia koronawirusem i innych przyczyn i szpital funkcjonuje tylko dlatego, że pozostała część kadry medycznej pracuje więcej. - Jesteśmy na skraju wytrzymałości. Karetki podjeżdżają pod nasz szpital z pacjentami z COVID-19 i muszą czekać kilka godzin zanim pacjent zostanie przyjęty, bo nie ma dla niego miejsca. A przyjmowany jest dlatego, że wypisujemy innego chorego - zaznacza dyrektor Friediger. Szpital krakowski także ma 120 łóżek covidowych i sam potrzebuje kadry do jego obsługi. A ma ją tylko dzięki temu, że poprzesuwał ją z innych oddziałów, gdzie wstrzymał planowe przyjęcia i obecnie przyjmuje tylko pacjentów w stanach nagłych, czyli z zawałami i udarami

 


40 proc. kadry na zwolnieniach

Co ciekawe, jeszcze do niedawna Uniwersyteckie Centrum Kliniczne (UCK) w Gdańsku realizowało normalnie planowe przyjęcia chorych. Wiosną pracowało normalnie, zorganizowało laboratorium, które badało wymazy od każdego pacjenta przybyłego do placówki planowo bądź nie. Teraz sytuacja się diametralnie zmieniła. - 40 procent naszej kadry medycznej, łącznie z personelem administracyjnym, przebywa na zwolnieniach i kwarantannach. Ograniczyliśmy zabiegi planowe, ale niektórych nie możemy, bo przeprowadzamy operacje kardiochirurgiczne czy transplantologię - mówi Jakub Kraszewski, dyrektor UCK. Podkreśla, że szpital ma 100 łóżek dla pacjentów covidowych i do pracy przy nich trzeba było skierować 20-30 proc. kadry. - Owszem, możemy zwiększać tę bazę, ale wtedy zabraknie personelu medycznego do opieki nad pozostałymi pacjentami - wskazuje dyrektor Kraszewski.

Czytaj w LEX: Jesienna strategia walki z epidemią koronawirusa – nowe zadania lekarzy POZ oraz szpitali >

Co ciekawe, w poprzednich miesiącach UCK nie miał problemów z absencją pracowników tylko dlatego, że mieli oni wpisani w umowę zakaz konkurencji. Jeśli pracowali w innym miejscu, to za zgodą dyrekcji, która w momencie wybuch epidemii zakazała im pracy np. w DPS-ach, gdzie było dużo zakażeń.

Są zasoby do walki z epidemią

Tymczasem Sejm znowelizował 22 października przepisy ustaw covidowych, które mają ułatwić przyjazd do pracy lekarzom zza wschodniej granicy i rząd liczy na to, że oni zasilą polskie szpitale. -To nie odbędzie się od razu. Natomiast w Polsce mamy 1600 lekarzy, którzy skończyli studia medyczne, mają dyplom lekarza i siedzą w domach i uczą się teraz do Lekarskiego Egzaminu Końcowego. Ich należy wysłać do zwalczania epidemii. Zaapelowałem o to ostatnio do ministra zdrowia i otrzymałem pozytywną odpowiedź - wskazuje Tadeusz Urban, prezes śląskiej okręgowej izby lekarskiej. Zaznacza tylko, że jest rozczarowany faktem, iż minister zdrowia nie odniósł się do tego, co z uznaniem kwalifikacji tych młodych medyków? - W zamian za pracę przy pacjentach z COVID-19 powinni być zwolnieni z egzaminu. Tyle, że jeśli minister weźmie ich teraz do pracy, a później zobowiąże jeszcze do zdania egzaminu, to nie zachęci ich - wskazuje doktor Urban. - Na wojnie wszak młody lekarz najlepiej uczy się fachu. A ta epidemia jest wojną - podkreśla.

Czytaj w LEX: Kwarantanna i izolacja w związku z COVID -19 w świetle nowych przepisów >