Szpital Miejski im. Stefana Żeromskiego w Krakowie nie jest  jednoimiennym, czyli wyznaczonym wyłącznie do leczenia pacjentów z COVID- 19. Niemniej jednak, w swoich strukturach ma trzy oddziały zakaźne i w związku z tym trafiają tam pacjenci z koronawirusem lub podejrzani o zarażenie nim. Kontakt z tymi chorymi ma 100 osób spośród personelu medycznego. Oznacza to, że ci pracownicy nie powinni podejmować pracy w innych placówkach medycznych a zatrudnieni dodatkowo poza szpitalem - muszą zrezygnować z tych dodatkowych źródeł zarobku. Do tego zobligowało ich obowiązujące od początku maja rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie standardów w zakresie ograniczeń przy udzielaniu świadczeń opieki zdrowotnej pacjentom innym, niż z podejrzeniem lub zakażeniem wirusem SARS-CoV-2. W zamian za ograniczenie miejsc pracy do jednego, rząd przewidział dla lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych, rekompensaty finansowe. Teraz okazuje się, że nie wszyscy je dostaną.

Płaca dla pracujących przy COVID-19 ograniczona przez urzędników

-Uniemożliwia to jeden przepis z rozporządzenia, który NFZ interpretuje na niekorzyść szpitala. Zgodnie z nim rekompensaty dostaje personel pracujący wyłącznie przy COVID-19. Ale my ostatnio przyjęliśmy na odział zakaźny dziecko z ospą wietrzną, któremu pomocy udzielił personel pracujący przy COVID-19 i przez to już jesteśmy wyłączeni z możliwości otrzymania dodatkowych pieniędzy - mówi Dorota Gołąb-Bełtowicz, wicedyrektor ds. finansowych krakowskiego szpitala.

Wspomniane rozporządzenie ministra zdrowia wskazuje w par. 1 ust. 1 pkt. 2, że dyrektor szpitala sporządza listę pracowników, którzy pracują wyłącznie przy pacjentach z koronawirusem. Ten mały szczegół w postaci słowa „wyłącznie” powoduje, że pracownicy zajmujący się też innymi pacjentami z chorobami zakaźnymi, zostają pozbawieni rekompensat.

 


- Taką informację dostaliśmy od małopolskiego oddziału NFZ. Te przepisy są dyskryminujące albo tak niekorzystnie dla nas zinterpretował je Fundusz. Zresztą są też bardzo niekorzystne dla pacjentów. Co mamy zrobić z chorym z ospą wietrzną czy wirusem HIV, który się do nas zgłosi? Idąc tokiem myślenia  NFZ chyba powinniśmy go odesłać. Tylko gdzie on ma się leczyć, jeśli nie w szpitalu zakaźnym? - pyta dyrektor Gołąb-Bełtowicz.

Małopolski oddział NFZ podaje, że  tamtejszych pięć z ośmiu szpitali, które złożyły zgłoszenia o uzyskanie rekompensaty potwierdziły - po weryfikacji, że jednak realizowały świadczenia opieki zdrowotnej również na rzecz innych pacjentów, niż ci z podejrzeniem lub zakażeniem wirusem.
- Pracownicy medyczni, którzy mieliby otrzymać rekompensaty, nie mogą uczestniczyć w udzielaniu świadczeń opieki zdrowotnej pacjentom innym, niż z podejrzeniem lub zakażeniem wirusem SARS-CoV-2 w oddziale dedykowanym wyłącznie do leczenia tych pacjentów - podkreśla Aleksandra Kwiecień, rzecznik prasowy małopolskiego NFZ.

Lekarze mówią nieoficjalnie serwisowi Prawo.pl, że istnieje podejrzenie, że rekompensaty dla personelu medycznego okazały się tak kosztowne dla rządu, że ten szuka teraz sposobów aby pozbawić wypłat części pracowników medycznych.

Nie jest zrozumiałe dlaczego fakt udzielenia pomocy pacjentowi z inną chorobą zakaźną przez lekarza czy pielęgniarkę na co dzień pracujących przy pacjentach z koronawirusem i wskazanych na liście dyrektora szpitala, miałby wyłączać tych  pracowników medycznych z prawa do otrzymana rekompensat - mówi Bartłomiej Jędrzejak, adwokat z kancelarii Gujski Zdebiak. Jego zdaniem nawet fakt, że ci lekarze i pielęgniarki nie dostaną rekompensat, nie zwalnia ich z obowiązku pracy w jednym miejscu. Czyli w tym przypadku czeka ich utrata części dochodu i jeszcze niemożność podjęcia pracy gdzie indziej. - To jest kolejny przykład urzędniczej nadinterpretacji. Szpital powinien pozwać za to nie tyle NFZ, co Skarb Państwa, bo mamy tu znamiona stanu nadzwyczajnego. Albo wywieść swoje roszczenia z umowy jaką podpisuje z Funduszem na wypłatę rekompensat i pozwać NFZ - wskazuje mec. Jędrzejak.

NFZ zapewnia, że wynagrodzenia dla osób pracujących przy COVD-19 będą wypłacane

Tymczasem Sylwia Wądrzyk, rzecznik prasowy centrali NFZ,  zapewnia, że Fundusz będzie wypłacał szpitalom walczącym z COVID-19 rekompensaty dla ich pracowników, a przypadki takie jak te z Małopolski - są wyjątkowe. - Oddziały wojewódzkie podpisały 93 umowy z podmiotami, które złożyły w oddziale NFZ wykazy stanowisk pracowników medycznych bezpośrednio zaangażowanych w leczenie pacjentów z COVID-19- wskazuje Sylwia Wądrzyk. NFZ podaje, że szpitale zgłosiły do rekompensat 4134 lekarzy, 9337 pielęgniarek, 432 ratowników medycznych i 1632 pozostałych pracowników. Ma to kosztować rząd od 100 do 150 mln złotych.

Szpital N.M. P w Krakowie, który ma oddziały zakaźne i leczy też pacjentów z COVID-19, zgłosił 40 pracowników. Ma zapewnienie ze strony NFZ, że zapłatę dostanie. 

Dla samych lekarzy czy pielęgniarek gra jest warta świeczki.  Bo rezygnując z pracy w innym podmiocie leczniczym, otrzymają z tego tytułu rekompensatę utraconych zarobków w wysokości 80 proc. brutto. Zaś lekarz, pielęgniarka, ratownik medyczny pracujący dotychczas tylko w szpitalu jednoimiennym lub na oddziale zakaźnym szpitala też otrzyma rekompensatę w wysokości 50 proc. pensji  za to, że nie może podjąć pracy w innym podmiocie. W każdym jednak przypadku rekompensata nie może być wyższa, niż 10 tys. złotych.