Przychodnia Petra Medica w Warszawie. 12 października dzwoni tam nauczycielka z jednej z warszawskich szkół średnich. Mówi lekarzowi, że uczeń, z którym miała kontakt  w szkole otrzymał pozytywny wynik testu na koronawirusa. Sama od dwóch dni nie ma węchu i smaku a w dodatku bolą ją kości. Domaga się skierowania na test. Od lekarza słyszy, że jest przewrażliwiona i nie ma podstaw do testowania. Prosi jednak o zwolnienie bo nie chce iść do pracy i zarażać innych. Dostaje je, ale po wielu prośbach. Inni nauczyciele z tej szkoły także mają podobne objawy. Ze uczniami i nauczycielami  miał się kontaktować sanepid, ale milczy od kilku dni, choć dostał informację o potwierdzonym przypadku koronawirusa. Szkoła nadal pracuje.

Wykonanie testu na koronawirusa u lekarza rodzinnego

Dlaczego lekarz rodzinny nie wysłał nauczycielki na test, chociaż ma ku temu podstawy? Z przychodni Petra Medica nie da się tego dowiedzieć, gdyż nie da się do niej dodzwonić. Od września medycy pierwszego kontaktu mieli wysyłać pacjenta na test gdy występowały u niego cztery objawy: kaszel, gorączka, brak węchu i smaku. Ale jako, że szereg lekarzy zakaźników wskazywało ministrowi zdrowia, że  u mało kogo występują cztery objawy COVID-19 i czasem wystarczy sama gorączka, to wraz z początkiem października wytyczne dla lekarzy rodzinnych zostały zmienione. Od 9 października obowiązuje rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie standardu organizacyjnego opieki zdrowotnej nad pacjentem podejrzanym o zakażenie SARS-CoV-2 lub nim zakażonym. Nie trzeba mieć już czterech objawów, które kwalifikują do testu.

Zgodnie z obowiązującymi od czwartku przepisami lekarz aby skierować pacjenta na test, ocenia jego stan zdrowia poprzez przeprowadzenie wywiadu i badania fizykalnego lub w formie teleporady, z wyłączeniem dzieci do ukończenia drugiego roku życia, które muszą być zbadane przez lekarza. W uzasadnionych sytuacjach  zleca wykonanie badań diagnostycznych, w tym testu molekularnego RT-PCR w kierunku wirusa SARS-CoV-2, a w przypadku dodatniego wyniku, kieruje go do: odbycia izolacji albo izolacji w warunkach domowych lub do szpitala, gdy jest konieczność hospitalizacji. Dotychczas przychodnie rodzinne wydały 90 tys. skierowań na testy. Niektóre są jedna oporne. -Lekarze poprzez te zapisy zostali uwolnieni w swojej decyzyjności.  Nie wiem dlaczego niektórzy nie chcą zlecać testów. Jeśli ktoś ma choć jeden objaw i miał kontakt z osobą zakażoną, to jest to wystarczająca podstawa aby skierować pacjenta na test- zauważa Agnieszka Mastelarz-Migas, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny rodzinnej. Podkreśla, że niedopuszczalne jest to aby niektóre przychodnie zamykały się przed pacjentem na cztery spusty jak i odmawiały wykonania zlecenia testu gdy są ku temu ewidentne podstawy.

Za dużo kłopotów z pacjentem

Nieoficjalnie mówi  się o tym, że niektórzy lekarze rodzinni nie chcą robić sobie kłopotu z pacjentami, u których zostanie potwierdzony COVID-19.  Jeśli stan zdrowia takiego chorego  nie jest poważny i nie kwalifikuje się on na hospitalizacje do szpitala, to trzeba go  monitorować, dzwonić do niego itd. To dodatkowa praca.

Zdziwienia tą postawą nie kryją też urzędnicy NFZ-Sprawa wspomnianej przychodni została zgłoszona do Departamentu Kontroli NFZ Każde tego typu zgłoszenie, które kierują do nas pacjenci jest poddawane szczegółowej analizie. W związku z sygnałami płynącymi od pacjentów Narodowy Fundusz Zdrowia weryfikuje możliwość telefonicznego kontaktu z placówką medyczną, tryb pracy personelu, możliwość rejestracji do lekarza, a także osobistego kontaktu z lekarzem.- podktreśla Sylwia Wądrzyk, rzecznik prasowy NFZ.

NFZ do lipca już sprawdził  funkcjonowanie ok. 9 tys. placówek. Zidentyfikował 481 podmiotów, w przypadku których występuje utrudniony kontakt telefoniczny w miejscu udzielania świadczeń oraz 162 podmioty w przypadku, których kilkakrotne próby kontaktu telefonicznego zostały zakończone niepowodzeniem.  Obecnie NFZ prowadzi 55 takich postepowań. 10 z nich już  się zakończyło, w przypadku 6 podmiotów, w związku ze potwierdzonymi nieprawidłowościami, nałożono kary umowne. 

Lekarze oburzeni oskarżeniami

Jacek Sasin, wicepremier rządu stwierdził we wtorek w wywiadzie dla radiowej Jedynki, że dostrzega, brak woli części środowiska lekarskiego  do wykonywania swych obowiązków. Podkreślił jednak, że chodzi tylko o część a reszta pracuje ofiarnie. To wywołało oburzenie samorządu lekarskiego

„Pragnę wyrazić oburzenie pana wypowiedzią w wywiadzie radiowym udzielonym dziś w godzinach porannych w Programie 1 Polskiego Radia. W swojej wypowiedzi zarzucił Pan części środowiska lekarskiego niechęć do wykonywania obowiązków lekarza. Podważanie zaufania społecznego do osób wykonujących zawód lekarza w okresie pandemii jest krzywdzące i skrajnie nieodpowiedzialne. Pana wypowiedź – szeroko rozpowszechniona w mediach – została bardzo negatywnie przyjęta w środowisku lekarskim”- napisał w oświadczeniu prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskie.

Co ciekawe, lekarzy rodzinnych czekają też kolejne zdania. Wojewodowie zaczynają kierować  ich do zwalczania epidemii m.in.  wojewoda warmińsko-mazurski tak zrobił. Jak podaje PAP, są to lekarze praktykujący, nie emeryci czy ludzie w podeszłym wieku. Są czynni zawodowo. Szpitalom zależy na specjalistach chorób wewnętrznych. Lekarze z przychodni mają zasilić m.in. szpital w Ostródzie, który jest w woj. warmińsko-mazurskim szpitalem koordynującym leczenie chorych na COVID-19.