Warszawa. W ostatnich tygodniach karetki w nie spotykanej dotychczas ilości jeździły po mieście na sygnale. Pod  szpitalnymi izbami przyjęć i oddziałami ratunkowymi ustawiały się w kolejce  i czekały kilka godzin, aż personel szpitala odbierze od nich pacjenta.

Wszędzie łóżka zajęte

To co się obecnie dzieje to jednak nie tylko specyfika dużej metropolii. - W powiecie nyskim, na terenie którego pracuję, nigdy w życiu nie widziałem pod szpitalem sześciu karetek czekających w kolejce. Niestety ludzie też często niepotrzebnie nas wzywają, gdy mają lekkie duszności. Blokują tym samym karetkę dla innych, bardziej potrzebujących pacjentów - mówi Ireneusz Szafraniec, rzecznik Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych z woj. województwa opolskiego.

Czytaj w LEX: Wsparcie dla świadczeniodawców z funduszu medycznego - kto otrzyma środki? >

Gdy karetki stoją pod szpitalami, to są tym samym zablokowane i nie pojadą do innego potrzebującego, który ma np. zawał,  albo nie wyjadą do wypadku.  A czekają przed szpitalami dlatego, że nie ma w ich pacjentów wolnych miejsc. - Wszystkie łóżka mamy w tej chwili zajęte. Respirator na oddziale intensywnej terapii jest zwalniany zazwyczaj wtedy, gdy ma miejsce zgon - mówi anonimowo lekarka z warszawskiego Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego.

Brak zaś miejsc w szpitalach, już nie tylko dla pacjentów z COVID-19 sprawia, że karetki muszą wywozić pacjentów np. z Łomianek pod Warszawą do Kutna, bo w tamtejszym szpitalu jest akurat dla nich miejsce.  

Czytaj w LEX: Nowe zasady prowadzenia dokumentacji medycznej - jak wdrożyć zmiany w placówce? >

Ratowanie pacjenta przebywającego w karetce

Największą obawę służby medyczne mają o pacjentów czekających pod szpitalem, którzy są w stanie zagrożenia życia lub zdrowia i mogą się zacząć dusić. - Aby karetki mogły ruszyć, a miejsca w szpitalach odblokować się, muszą być wolne zasoby. Tymczasem przyjęcie chorego na SOR najbardziej w tym momencie blokuje to, że przebywają na nim rzesze innych pacjentów, którzy czekają na wynik testu. - Ten system należy usprawnić. Umożliwić personelowi ze szpitala podejmowanie czynności już u pacjenta przebywającego w karetce. Chociażby poprzez wykonanie mu testu - mówi dr Michał Florczak, specjalista chorób wewnętrznych i lekarz systemu Państwowe Ratownictwo Medyczne, pracujący na jednym z warszawskich SOR-ów.


Kłopot w tym, ze dziś ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym nie zezwala na to aby SOR szpitala mógł podejmować działania wobec pacjenta czekającego w ambulansie na przyjęcie- Póki pacjent nie przekroczy progu SOR-u czy izby przyjęć, odpowiedzialność za niego ponosi pogotowie ratunkowe czy ratownicy medyczni. Chodziłoby o to aby Sejm zmienił zapisy ustawy o Państwowym ratownictwie medycznym w tym zakresie- zauważa dr Sebastian Sikorski, adwokat i specjalista od prawa medycznego

Czytaj w LEX: Kierowanie personelu medycznego do walki z COVID-19 >

Działania ratunkowe podejmowane jeszcze w karetkach przez personel szpitala mają znamiona medycyny katastrof, z którą - jak przyznaje wielu lekarzy - mamy już do czynienia. - Z pewnością testowanie pacjentów w karetkach wiele by usprawniło. Dobrze by było, aby przed szpitalami powstały także strefy buforowe, gdzie można byłoby segregować pacjentów na zakażonych i wolnych od zakażenia-  wskazuje Juliusz Jakubaszko, specjalista medycyny ratunkowej.

Czytaj w LEX: Bądź na bieżąco ze zmianami w ochronie zdrowia! >

To już jest medycyna katastrof

Z zadaniem selekcji pacjentów poradził sobie np. Wojskowy Instytut Medyczny w Warszawie, a jego rzecznik prasowy płk lekarz Jarosław Kowal - mówi, że pod jego szpitalem karetki nie czekały kilka godzin. - Bo już w styczniu zaczęliśmy się przygotowywać do epidemii. Zorganizowaliśmy laboratorium, które może wykonywać 500 testów na dobę. Przyjmujemy sprawie wszystkich i każdego traktujemy jako potencjalnie zagrożonego. Dlatego nawet jeśli przyjeżdża pacjent z zawałem, to personel medyczny operuje go w kombinezonach - informuje płk Kowal.

Ale medycy, którzy przyjmują  pacjentów długo oczekujących w karetkach, boją się konsekwencji. Nie jest rozstrzygnięte nadal, czy jeśli pacjentowi w karetce pogorszy się stan lub dojdzie do zgonu, to kto jest za to odpowiedzialny. Odpowiedzialność karną  za niezawinione działania w czasie epidemii miała znieść klauzula dobrego Samarytanina jaka znalazła się w ustawie „antycovidwej”, którą podpisał już prezydent, ale nadal nie jest ona opublikowana w Dzienniku Ustaw- Sytuacja prawna jest niejednoznaczna. Ta klauzula raczej zaniesie odpowiedzialność np. lekarza okulisty, który  będzie podpinał pacjenta do respiratora i przez przypadek wyrządzi mu szkodę- mówi mec. Sebastian Sikorski.

Czytaj w LEX: Odpowiedzialność za błąd medyczny w czasie epidemii >

Klauzuli dobrego Samarytanina nadal brak

W wersji ustawy podpisanej przez prezydenta klauzula nie znosi jednak odpowiedzialności cywilnej medyków. Klauzula nie znosi też odpowiedzialności wszystkich. - Dotyczy: lekarzy i lekarzy dentystów oraz lekarzy w trakcie specjalizacji, felczerów, pielęgniarek i położnych i ratowników medycznych. Już jednak np. fizjoterapeuci i diagności laboratoryjni mogą mieć problem. Według mnie możliwość powołania się na klauzulę dobrego Samarytanina będą mieli jedynie wówczas, kiedy zostaną skierowani do pracy przy zwalczaniu epidemii - podsumowuje Jolanta Budzowska, radca prawny specjalizujący się w procesach o błędy medyczne z kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy.

 

Sprawdź również książkę: Zapobieganie błędom medycznym w praktyce >>