Bezpłatny e-book Co warto wiedzieć na stanowisku dyrektora placówki medycznej?
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

NIK kontroluje realizację świadczeń kardiologicznych

Najwyższa Izba Kontroli prowadzi kontrolę na temat realizacji świadczeń zdrowotnych z zakresu kardiologii przez publiczne i niepubliczne podmioty lecznicze, której wyniki będą znane w 2016 roku. Zdaniem ekspertów nakłady publiczne na ochronę zdrowia w tej dziedzinie są wciąż bardzo niskie w porównaniu do innych krajów, pomimo sukcesów, jakie Polska odnosi w zakresie najniższej umieralności na zawał serca.

Profesor Paweł Buszman z Polsko-Amerykańskich Klinik Serca S. A. tłumaczył, że sukces kardiologii w Polsce, pomimo realizacji programu Polkard i płatności z Ministerstwa Zdrowia i NFZ-tu, nie byłby możliwy bez inwestycji prywatnych.

- Z moich obliczeń wynika, że dorównały one w ostatnich kilkunastu latach inwestycjom z Polkardu - ocenił. - Inwestycje prywatne to jest drugi Polkard.

- Jeżeli popatrzymy na dane epidemiologiczne, mówiące o tym, że w Polsce choroby układu sercowo-naczyniowego odpowiadają za 50 procent zgonów, że co piąty chory pacjent w naszym kraju umiera z powodu zawału, to myślę, że rosnący wzrost wydatków na kardiologię, w tym szczególnie na kardiologię inwazyjną nie bulwersuje, chyba, że w odwrotną stronę, że to jest ciągle za mało - podsumował dr Jacek Legutko ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Jednym z priorytetów kontrolnych Izby jest sprawdzanie zapewnienia powszechnej, niezawodnej opieki medycznej, dlatego NIK zaprosiła do dyskusji liderów wiodących, wysoko wyspecjalizowanych placówek kardiologicznych, konsultanta krajowego i wojewódzkich w dziedzinie kardiologii, przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia i NFZ.

NIK chciała poznać opinie ekspertów na temat udzielania świadczeń zdrowotnych z zakresu kardiologii inwazyjnej w państwowych i prywatnych ośrodkach medycznych. W ostatnich latach następował istotny coroczny wzrost ponoszonych przez NFZ nakładów na kardiologię, z około 1 mld zł w 2004 roku do około 3 mld zł w 2013 roku. Od 2009 roku finansowanie świadczeń kardiologii inwazyjnej w OZW (ostre zespoły wieńcowe) przez NFZ odbywa się na zasadzie tzw. „świadczeń nielimitowanych”, co ma decydujący wpływ na wartość zawartych umów.

Czytaj: Kardiologia na wysokim poziomie, wyzwaniem jest profilaktyka>>>

- Jakie korzyści odnoszą pacjenci z tego obserwowanego od szeregu lat zwrotu w kardiologii? - dopytywał Piotr Miklis, dyrektor Delegatury NIK w Katowicach. - Czy wzrost ilości zabiegów przełożył się również na wzrost skuteczności kardiologii inwazyjnej i przeżywalności chorych?

Profesor Paweł Buszman nie miał wątpliwości.

- Nie tylko NIK przygląda się działalności kardiologów w Polsce. Przygląda się im cały świat. Dlaczego? Dlatego że wszyscy zastanawiają się, jak to możliwe że w tak biednej Polsce udało się uzyskać tak duży sukces. W kardiologii zapadalność na choroby układu krążenia, w szczególności na zawał serca, jest od dwóch do nawet trzech razy większa niż w krajach Europy Zachodniej. Ale umieralność w zawale serca mamy jedną z najniższych na świecie. Oznacza to, że pieniądze, które zostały wydane na leczenie ostrych zespołów wieńcowych, na kardiologię, przynoszą wymierne efekty.

Wyceny procedur w Polsce są najniższe w Europie i na świecie jeśli chodzi o kardiologię inwazyjną i kardiochirurgię. Natomiast to, czy pewne procedury są wykonywane w szpitalach publicznych, a pewne tylko w szpitalach prywatnych, zależy od kontraktu, który NFZ podpisze. W praktyce, jak twierdzi profesor Buszman, Fundusz daje małemu, prywatnemu ośrodkowi 80 procent tylko na „gaszenie pożaru” czyli między innymi na leczenie zawału, a jedynie 20 procent na zabiegi planowe, w odróżnieniu od ośrodków publicznych, które dostają nawet 80 procent kontraktu na zabiegi planowe.

Z całej listy wyzwań, jakie stoją przed środowiskiem medycznym, jedno z pierwszych miejsc zajęło skrócenie czasu dotarcia pacjenta z zawałem, czyli usprawnienie organizacji transportu medycznego. Niezwykle ważny jest czas, jaki upływa od wystąpienia bólu w klatce piersiowej do rozpoczęcia leczenia. O ile opóźnienie leczenia chorego na terenie szpitala (tzw. wewnątrzszpitalne), jest jednym z najniższych na świecie, tak dotarcie pacjenta do szpitala w odpowiednim czasie nierzadko graniczy z cudem. Szpitale terenowe często mają podpisane umowy z firmą transportową, której siedziba często jest bardzo odległa od miejsca zamieszkania pacjenta. W warunkach polskich opóźnienie „przedszpitalne” sięga ponad czterech godzin, jest co najmniej dwa razy dłuższe niż w Stanach Zjednoczonych. Gdyby obniżyć opóźnienie do dwóch, trzech godzin, to zdaniem ekspertów, śmiertelność mogłaby spaść o połowę. Jeżeli niedokrwienie mięśnia trwa ponad dwie godziny, to uszkodzenia (martwica) wywołane niedotlenieniem są nieodwracalne.

- W województwie łódzkim to opóźnienie „przedszpitalne” średnio sięga siedmiu godzin, ponieważ karetka systemowa jedzie ze stolicy województwa na peryferie, żeby wziąć pacjenta z zawałem i przewieźć parę kilometrów dalej - zwracał uwagę profesor Paweł Buszman. Niestety, często też, zdaniem lekarzy, z winy pacjenta na pomoc jest za późno.

- W naszej codziennej praktyce widzimy, że nawet ci pacjenci, którzy z drugim zawałem trafiają do szpitala, zwlekają z wezwaniem karetki, odsuwają myśl o chorobie - przyznał profesor Jarosław Kaźmierczak, konsultant krajowy w dziedzinie kardiologii, zwracając uwagę na aspekt edukacyjny pacjentów.

Konsultanci z dziedziny kardiologii, za najbardziej palące problemy uznali także zmniejszenie zapadalności na choroby układu krążenia (liczba zachorowań na zawał serca, zwłaszcza u osób w wieku produkcyjnym, jest w Polsce o połowę wyższa niż w niektórych krajach Europy Zachodniej) i opiekę poszpitalną. Profesor Marianna Janion, konsultant wojewódzki dla województwa świętokrzyskiego wyjaśniła, że pacjent po ostrym zespole wieńcowym w szpitalu ma doskonałą opiekę, ale po opuszczeniu szpitala pozostaje sam ze swoim problemem. A śmiertelność jest największa w pierwszych sześciu miesiącach. Profesor Stefan Grajek z Poznania, konsultant wojewódzki dla województwa lubuskiego przeprowadził kontrole wszystkich podlegających mu poradni kardiologicznych.

- 30 procent wizyt to są wizyty, nazwijmy umownie, puste, chorzy przychodzą po przepisanie banalnych leków, które mogły być przepisane przez lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej - podsumował, postulując wprowadzenie obligatoryjnej wizyty pacjenta z rozpoznaniem OZW w ciągu 4-6 tygodni po wyjściu ze szpitala. Poza kolejnością. - Wizyta korekcyjna ma kluczowy wpływ na umieralność w ciągu roku.

Z psychologicznego punktu spojrzał na to zagadnienie profesor Jarosław Kaźmierczak, konsultant krajowy.

- W latach 90. pacjent z zawałem to był ciężko chory człowiek. Teraz on wychodzi po trzech czy po pięciu dniach i jego poczucie choroby jest ewidentnie mniejsze - wyjaśniał. - Pacjenci chcą być leczeni jak najmniej inwazyjnie, jak najkrócej leżeć w szpitalu, a skrócenie pobytu pacjenta z jednej strony wpływa na niego korzystnie, a z drugiej strony nie docenia on powagi choroby.

Uczestnikom panelu przedstawiono kilka prezentacji, między innymi z zakresu wytycznych dotyczących diagnostyki i leczenia OZW czy analizy realizacji szpitalnych świadczeń kardiologicznych.
Zwrócono uwagę na to, że bardzo dobrze jest rozwinięta sieć ośrodków kardiologii inwazyjnej (160 takich ośrodków na terenie kraju w 2013 roku, z czego 148 ośrodków z 24-godzinnym dyżurem hemodynamicznym). Można postawić tezę, że liczba realizowanych zabiegów zapewnia obecnie odpowiednią dostępność do świadczeń. Niemała w tym zasługa „Narodowego programu wyrównywania dostępności do profilaktyki i leczenia chorób układu sercowo-naczyniowego Polkard”. Jak mówiła dyrektor Departamentu Polityki Zdrowotnej Ministerstwa Zdrowia, Joanna Kilkowska, mamy już V edycję programu. W 2013 roku środki finansowe przekazane na jego realizację wyniosły ponad 10,5 mln zł., a planowane na 2014 rok - wynoszą prawie 17 mln zł.

Polecamy książki prawnicze o tematyce zdrowotnej