Profesor Paweł Buszman z Polsko-Amerykańskich Klinik Serca S. A. tłumaczył, że sukces kardiologii w Polsce, pomimo realizacji programu Polkard i płatności z Ministerstwa Zdrowia i NFZ-tu, nie byłby możliwy bez inwestycji prywatnych. 

- Z moich obliczeń wynika, że dorównały one w ostatnich kilkunastu latach inwestycjom z Polkardu - ocenił. - Inwestycje prywatne to jest drugi Polkard.

- Jeżeli popatrzymy na dane epidemiologiczne, mówiące o tym, że w Polsce choroby układu sercowo-naczyniowego odpowiadają za 50 procent zgonów, że co piąty chory pacjent w naszym kraju umiera z powodu zawału, to myślę, że rosnący wzrost wydatków na kardiologię, w tym szczególnie na kardiologię inwazyjną nie bulwersuje, chyba, że w odwrotną stronę, że to jest ciągle za mało - podsumował dr Jacek Legutko ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Jednym z priorytetów kontrolnych Izby jest sprawdzanie zapewnienia powszechnej, niezawodnej opieki medycznej, dlatego  NIK zaprosiła do dyskusji liderów wiodących, wysoko wyspecjalizowanych placówek kardiologicznych, konsultanta krajowego i wojewódzkich w dziedzinie kardiologii, przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia i NFZ.

NIK chciała poznać opinie ekspertów na temat udzielania świadczeń zdrowotnych z zakresu kardiologii inwazyjnej w państwowych i prywatnych ośrodkach medycznych. W ostatnich latach następował istotny coroczny wzrost ponoszonych przez NFZ nakładów na kardiologię, z około 1 mld zł w 2004 roku do około 3 mld zł w 2013 roku. Od 2009 roku finansowanie świadczeń kardiologii inwazyjnej w OZW (ostre zespoły wieńcowe) przez NFZ odbywa się na zasadzie tzw. „świadczeń nielimitowanych”, co ma decydujący wpływ na wartość zawartych umów.

Czytaj: Kardiologia na wysokim poziomie, wyzwaniem jest profilaktyka>>>

- Jakie korzyści odnoszą pacjenci z tego obserwowanego od szeregu lat zwrotu w kardiologii? - dopytywał Piotr Miklis, dyrektor Delegatury NIK w Katowicach. - Czy wzrost ilości zabiegów przełożył się również na wzrost skuteczności kardiologii inwazyjnej i przeżywalności chorych?

Profesor Paweł Buszman nie miał wątpliwości. 

- Nie tylko NIK przygląda się działalności kardiologów w Polsce. Przygląda się im cały świat. Dlaczego? Dlatego że wszyscy zastanawiają się, jak to możliwe że w tak biednej Polsce udało się uzyskać tak duży sukces. W kardiologii zapadalność na choroby układu krążenia, w szczególności na zawał serca, jest od dwóch do nawet trzech razy większa niż w krajach Europy Zachodniej. Ale umieralność w zawale serca mamy jedną z najniższych na świecie. Oznacza to, że pieniądze, które zostały wydane na leczenie ostrych zespołów wieńcowych, na kardiologię, przynoszą wymierne efekty.

Wyceny procedur w Polsce są najniższe w Europie i na świecie jeśli chodzi o kardiologię inwazyjną i kardiochirurgię. Natomiast to, czy pewne procedury są wykonywane w szpitalach publicznych, a pewne tylko w szpitalach prywatnych, zależy od kontraktu, który NFZ podpisze. W praktyce, jak twierdzi profesor Buszman, Fundusz daje małemu, prywatnemu ośrodkowi 80 procent tylko na „gaszenie pożaru” czyli między innymi na leczenie zawału, a jedynie 20 procent na zabiegi planowe, w odróżnieniu od ośrodków publicznych, które dostają nawet 80 procent kontraktu na zabiegi planowe.

Z całej listy wyzwań, jakie stoją przed środowiskiem medycznym, jedno z pierwszych miejsc zajęło skrócenie czasu dotarcia pacjenta z zawałem, czyli usprawnienie organizacji transportu medycznego. Niezwykle ważny jest czas, jaki upływa od wystąpienia bólu w klatce piersiowej do rozpoczęcia leczenia. O ile opóźnienie leczenia chorego na terenie szpitala (tzw. wewnątrzszpitalne), jest jednym z najniższych na świecie, tak dotarcie pacjenta do szpitala w odpowiednim czasie nierzadko graniczy z cudem. Szpitale terenowe często mają podpisane umowy z firmą transportową, której siedziba często jest bardzo odległa od miejsca zamieszkania pacjenta. W warunkach polskich opóźnienie „przedszpitalne” sięga ponad czterech godzin, jest co najmniej dwa razy dłuższe niż w Stanach Zjednoczonych. Gdyby obniżyć opóźnienie do dwóch, trzech godzin, to zdaniem ekspertów, śmiertelność mogłaby spaść o połowę. Jeżeli niedokrwienie mięśnia trwa ponad dwie godziny, to uszkodzenia (martwica) wywołane niedotlenieniem są nieodwracalne. 

- W województwie łódzkim to opóźnienie „przedszpitalne” średnio sięga siedmiu godzin, ponieważ karetka systemowa jedzie ze stolicy województwa na peryferie, żeby wziąć pacjenta z zawałem i przewieźć parę kilometrów dalej - zwracał uwagę profesor Paweł Buszman.  Niestety, często też, zdaniem lekarzy, z winy pacjenta na pomoc jest za późno. 

- W naszej codziennej praktyce widzimy, że nawet ci pacjenci, którzy z drugim zawałem trafiają do szpitala, zwlekają z wezwaniem karetki, odsuwają myśl o chorobie -  przyznał profesor Jarosław Kaźmierczak, konsultant krajowy w dziedzinie kardiologii, zwracając uwagę na aspekt edukacyjny pacjentów.

Konsultanci z dziedziny kardiologii, za najbardziej palące problemy uznali także zmniejszenie zapadalności na choroby układu krążenia (liczba zachorowań na zawał serca, zwłaszcza u osób w wieku produkcyjnym, jest w Polsce o połowę wyższa niż w niektórych krajach Europy Zachodniej) i opiekę poszpitalną.  Profesor Marianna Janion, konsultant wojewódzki dla województwa świętokrzyskiego wyjaśniła, że pacjent po ostrym zespole wieńcowym w szpitalu ma doskonałą opiekę, ale po opuszczeniu szpitala pozostaje sam ze swoim problemem. A śmiertelność jest największa w pierwszych sześciu miesiącach. Profesor Stefan Grajek z Poznania, konsultant wojewódzki dla województwa lubuskiego przeprowadził kontrole wszystkich podlegających mu poradni kardiologicznych. 

- 30 procent wizyt to są wizyty, nazwijmy umownie, puste, chorzy przychodzą po przepisanie banalnych leków, które mogły być przepisane przez lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej  - podsumował, postulując wprowadzenie obligatoryjnej wizyty pacjenta z rozpoznaniem OZW w ciągu 4-6 tygodni po wyjściu ze szpitala. Poza kolejnością. - Wizyta korekcyjna ma kluczowy wpływ na umieralność w ciągu roku.

Z psychologicznego punktu spojrzał na to zagadnienie profesor Jarosław Kaźmierczak, konsultant krajowy. 

- W latach 90. pacjent z zawałem to był ciężko chory człowiek. Teraz on wychodzi po trzech czy po pięciu dniach i jego poczucie choroby jest ewidentnie mniejsze - wyjaśniał. - Pacjenci chcą być leczeni jak najmniej inwazyjnie, jak najkrócej leżeć w szpitalu, a skrócenie pobytu pacjenta z jednej strony wpływa na niego korzystnie, a z drugiej strony nie docenia on powagi choroby.

Uczestnikom panelu przedstawiono kilka prezentacji, między innymi z zakresu wytycznych dotyczących diagnostyki i leczenia OZW czy analizy realizacji szpitalnych świadczeń kardiologicznych.
Zwrócono uwagę na to, że bardzo dobrze jest rozwinięta sieć ośrodków kardiologii inwazyjnej (160 takich ośrodków na terenie kraju w 2013 roku, z czego 148 ośrodków z 24-godzinnym dyżurem hemodynamicznym). Można postawić tezę, że liczba realizowanych zabiegów zapewnia obecnie odpowiednią dostępność do świadczeń. Niemała w tym zasługa „Narodowego programu wyrównywania dostępności do profilaktyki i leczenia chorób układu sercowo-naczyniowego Polkard”. Jak mówiła dyrektor Departamentu Polityki Zdrowotnej Ministerstwa Zdrowia, Joanna Kilkowska, mamy już V edycję programu. W 2013 roku środki finansowe przekazane na jego realizację wyniosły ponad 10,5 mln zł., a planowane na 2014 rok - wynoszą prawie 17 mln zł.