Wiele polskich szpitali ma nadal duży problem z błędami medycznymi, z ich wykrywalnością. Nie ma centralnego rejestru, do którego zgłaszane są te błędy. Ale są szpitale, które starają się na własną rękę rozwiązać ten problem i zmobilizować personel medyczny choćby do anonimowego zgłaszania błędów. O tym problemie dyskutowali uczestnicy debaty „Czy jakość w ochronie zdrowia się opłaca?”, podczas konferencji Liderzy Zmian w Ochronie Zdrowia, organizowanej przez wydawnictwo Wolters Kluwer Polska we współpracy z Instytutem Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Najskuteczniej leczące szpitale

- Mamy wewnętrzny system zgłaszania zdarzeń medycznych. Analizujemy i wyciągamy wnioski. U mnie pracownicy już nie boją się zgłaszać zdarzeń niepożądanych  – mówiła Wanda  Korzycka-Wilińska, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 im. dr. Jana Biziela w Bydgoszczy

Obowiązek monitorowania zdarzeń medycznych mają szpitale posiadające akredytację Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia. Spośród 900 szpitali, akredytację ma jednak tylko nieco ponad 200 placówek i 220 przychodni. -Aby monitorowanie było skuteczne, nasza służba zdrowia powinna być zinformatyzowana, a tymczasem systemy informatyczne są niepołączone z opieką społeczną, ZUS-em. One pozwalają widzieć pacjenta, który znika trafiając do domu, a lekarze nie widzą go całościowo. Jesteśmy czarną dziurą pod względem informatyzacji w Europie - oceniła Halina Kutaj-Wąsikowska, dyrektor Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia. Wskazała też, że trzeba upubliczniać kliniczne efekty leczenia, tak aby pacjent się z nimi mógł zapoznać.

Pacjent nie może być przedmiotem

Zaś Mariusz Nowak, dyrektor Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich stwierdził, że aby wyeliminować większość zdarzeń medycznych, poprawić los i bezpieczeństwo pacjenta, poprawić wyniki leczenia w chorobach przewlekłych, trzeba zapewnić możliwość odpoczynku personelowi medycznemu, ale i wynagradzać go lepiej. Wskazał też,  że polskie szpitale muszą mierzyć efekty leczenia bo bez tego nie będą  się rozwijać. – U nas pobyt w  szpitalu nie kończy się na zamknięciu rany. We współpracy z NFZ sprawujemy nadzór nad dalszą opieką. To zapewnia efektywność świadczeń - wskazał dyrektor Nowak.

 


Z kolei  Urszula Jaworska, wiceprezes Fundacji Urszuli Jaworskiej podkreśliła, że dziś szczytem efektywności dla pacjenta jest samo dostanie się do szpitala specjalistycznego. - Niezwykle ważne jest aby personel nauczyć zarządzania czasem, aby przeciwdziałać wypaleniu zawodowemu. W POZ, w AOS pacjent jest zagubiony, przestawiany jak przedmiot - podkreśliła Urszula Jaworska.