- Nowoczesne leki zastosowane w odpowiednim czasie zwiększają szanse na to, że pacjent ze stwardnieniem rozsianym będzie żył normalnie – podkreślił profesorSelmaj. - M to choroba, która – nieleczona – prowadzi nieuchronnie do niepełnosprawności o różnym stopniu nasilenia. Opóźnianie terapii, jej niestosowanie w odpowiednim czasie powoduje, że wyniki leczenia są dużo gorsze i rozwój niepełnosprawności jest znacznie większy - dodał.

Stwardnienie rozsiane jest nieuleczalną, przewlekłą chorobą atakującą centralny układ nerwowy. U pacjenta mogą wystąpić  zaburzenia wzroku, mowy, napięcia mięśniowego, równowagi i koordynacji ruchów. Chory ma problemy z koncentracją i emocjami. Pierwsze objawy SM występują najczęściej u osób między 20. a 40. rokiem życia. Postępująca choroba prowadzi do niepełnosprawności.

Czytaj: Eksperci: chorzy na SM tracą dostęp do skutecznej terapii >>>

Jak podaje NFZ, w 2014 roku z programu leczenia SM skorzystało w Polsce 9,4 tysiące osób. Terapią drugiego rzutu – w przypadku szybko rozwijającej się choroby o ciężkim przebiegu oraz SM opornego na terapię pierwszego rzutu - objęto 566 pacjentów.

- Ostatnio w ramach programów lekowych pojawiły się możliwości refundacji najskuteczniejszych leków tzw. drugoliniowych, są one jednak obwarowane bardzo wymagającymi kryteriami, wyraźnie ostrzejszymi niż kryteria wymagane przy rejestracji leków. W związku z tym liczba pacjentów, którzy mogą skorzystać z tych terapii, jest ograniczona - zaznaczył profesor Selmaj.

Według rankingu MS Barometer z 2013 roku Polska zajmuje ostatnie miejsce w Europie w kategorii "dostęp do leków i leczenia SM". Jednym z warunków zakwalifikowania pacjenta z SM do programu lekowego jest postawienie tzw. pewnego rozpoznania, co w praktyce oznacza, że – aby spełnić kryteria programu – lekarz prowadzący czeka na kolejne zaostrzenie choroby, a to opóźnia rozpoczęcie terapii.

Jak poinformował rzecznik ministra zdrowia Krzysztof Bąk, w Polsce dostępne są obecnie dwa programy lekowe dla chorych na SM, w tym jeden dla pacjentów z ciężką i szybko rozwijającą się postacią choroby oraz po niepowodzeniu w leczeniu lekami pierwszego rzutu. Są do niego kwalifikowani chorzy, u których nie nastąpiła oczekiwana poprawa po jednym pełnym cyklu leczenia lekami pierwszego rzutu, trwającym przynajmniej rok.

 

- Obecnie nie ma żadnego testu diagnostycznego, który w 100 procentach byłby swoisty dla stwardnienia rozsianego i który w każdym okresie toczącego się procesu patologicznego pozwalałby jednoznacznie wyodrębnić chorych z SM; podstawą rozpoznania jest nadal wykazanie uszkodzeń układu nerwowego rozsianych w czasie i przestrzeni – wyjaśnił Bąk.

Jak przekonuje rzecznik MZ, kwalifikowanie do terapii lekami drugoliniowymi pacjentów, którzy spełniają kryteria związane z liczbą i ciężkością rzutów choroby oraz zmian stwierdzonych w badaniu rezonansem magnetycznym, są zgodne ze wskazaniami rejestracyjnymi tych leków.

Według profesora Selmaja wielkim postępem w leczeniu SM w Polsce jest wprowadzenie leków doustnych, na które neurolodzy i pacjenci "czekali 20 lat". Są też nowe formy leków iniekcyjnych, które można podawać rzadziej niż środki starszej generacji, nawet raz na miesiąc.

- Sytuacja poprawiła się, zwłaszcza w dostępności do leków pierwszoliniowych – czyli tych mniej skutecznych, aczkolwiek i tutaj nie jest idealnie, bo nadal w wielu ośrodkach pacjenci czekają na rozpoczęcie leczenia miesiącami – dodał Selmaj.
- W programach lekowych zmieniono kilka parametrów, które były bardzo niekorzystne dla pacjentów, między innymi zniesiono ograniczenie czasowe rozpoczętej terapii i zupełnie nieuzasadnione kryterium wiekowe. Zmiany korzystne nastąpiły, ale wciąż jesteśmy w pół drogi i program nadal musimy udoskonalać - powiedział.

Zgodnie z danymi NFZ (z 18 lutego 2015) na rozpoczęcie leczenia czeka w kraju 997 osób z SM zakwalifikowanych jako przypadki stabilne i 94 uznawanych za pilne. Jak podkreślił Bąk, w 2015 roku oddziały wojewódzkie NFZ zwiększyły nakłady na terapię SM o 19 mln zł. (pap)