W wielkopolskiej gminie Śmigiel, najpierw w 2016 roku został wprowadzony budżet obywatelski. Spotkał się z dużym zainteresowaniem mieszkańców miasteczka. Władze gminy poszły więc za ciosem. W ubiegłym roku wyodrębniły w budżecie fundusz sołecki. Małgorzata Adamczak burmistrz Śmigla uważa, że wioski nie zmarnowały pieniędzy (w 2017 było to 524 tys. zł, w 2019 będzie już 759 tys. zł). Powstały place zabaw, utwardzono ulice, wybudowano chodniki, niektóre sołectwa pieniądze z funduszu wykorzystały jako wkład własny do pozyskania innych środków.  

- W naszej gminie jest 37 sołectw więc z wprowadzeniem funduszu było dużo pracy. Warto było, choćby dlatego, że spotkania związane z typowaniem i realizacją inwestycji przyczyniają się do integracji społeczeństwa, budowy wspólnoty lokalnej, nie mówiąc o poprawie infrastruktury czy upiększaniu wsi – wylicza burmistrz Adamczak. Dodaje, że nie bez znaczenia, jest też fakt, że gmina otrzymała zwrot części wydatków na ten cel z budżetu państwa. - Około 182 tys. zł to nie jest mała suma – mówi burmistrz.

Fundusz sołecki działa też od wielu lat w gminie Strumień. - Większość projektów dotyczy uzupełniania oświetlenia ulicznego. Mieszkańcy tylko zgłaszają pomysły, pracownicy wydziału inwestycji odpowiadają za wykonawstwo i rozlicznie inwestycje - mówi Włodzimierz Cybulski, zastępca burmistrza Stumienia.

Władze gminy Bełżec w lubelskim ustaliły zaś sołtysami, że pieniądze sołeckie nie będą przejadane na „miękkie inicjatywy”, ale inwestowane w infrastrukturę. - Wyznaczyliśmy sołectwom kierunek, a one wskazują konkretne zdania do realizacji. To głównie oświetlenie, utwardzanie dróg, doposażenie świetlic wiejskich i podłączanie tych obiektów do wodociągów. Spotkania sołeckie cieszą się zainteresowaniem mieszkańców – dopowiada Andrzej Adamek, wójt Bełżca  i jednocześnie prezes zarządu Stowarzyszenia Zrzeszenie Sołtysów Rzeczpospolitej Polskiej w Tomaszowie Lubelskim.

Andrzej Adamek przyznaje, że proponowane przez sołectwa wydatki przekraczają często budżet funduszu (ok. 130 tys. zł). Co roku, gmina dokłada ok. 30-40 procent kosztów inwestycji. 


Coraz więcej gmin

Fundusz sołecki, który jest formą partycypacji społecznej na terenach wiejskich wprowadzono w 2009 roku. Z danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji wynika, że do 2013 utworzyło go blisko 54 procent gmin, w których są sołectwa. Od 2014 roku, czyli od czasu obowiązywania nowej ustawy o funduszu sołeckim która m.in. wprowadza nowe zasady zwrotu części wydatków wykonanych przez gminę na ten cel, liczba gmin realizujących fundusz sołecki systematycznie rośnie. W 2014 roku było to 65, 25 procent gmin wiejskich (1419 gmin), w roku 2017 już 71, 31 procent (1551).

- Biorąc pod uwagę liczbę gmin, w których funkcjonuje fundusz można stwierdzić, że jest on rozwiązaniem zgodnym z oczekiwaniami społeczności wiejskiej – uważa Krzysztof Kozłowski, wiceszef MSWiA.
Z danych MSWiA wynika, że o ile w ramach w wiejskiego budżetu obywatelskiego gminy w 2010 roku wydały 168 mln zł, to w 2014 r. już ok. 270 mln zł, a w 2018 r. będzie to około 558 mln zł.

Mniejsze zwroty od państwa

Rosną też wydatki na ten cel z budżetu państwa. Przykładowo w 2015 roku było to ok. 90 mln zł, to w tym 135 mln zł, a w 2019 r. zarezerwowano 138 mln zł.

Zgodnie z ustawą o funduszu sołeckim obecnie wysokość zwrotu wynosi 20, 30 i 40 procent, w zależności od zamożności gminy. Taki poziom od kilku lat jest tylko na papierze. W przyszłym roku gminy kolejny raz dostaną mniej. Resort MSWiA poinformował, że zgodnie z art. 12 ust. 3 ustawy niezbędne jest zastosowanie mechanizmu korygującego. Przy rozliczeniu tegorocznego funduszu gminy zamiast 40 procent otrzymają  28,5 procent zwrotu wydatków, zamiast 30 proc - 21,4 proc., zamiast 20 proc 14, 2 proc. W przypadku rozliczenia funduszu z 2017 roku było to odpowiednio: 34,9 proc.,  26,2 proc. oraz 17,4 procent.

Cześć samorządowców uważa, że kolejna korekta może spowodować, że wyodrębnienie funduszu sołeckiego gminom przestanie się opłacać.

- Na razie fundusz ten istnieje, ale radni mogą dojść do wniosku, że lepiej te 130 tys. zł, które przeznaczamy do wyłącznej dyspozycji sołectw przeznaczyć na wkład własny do projektu współfinansowanego z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Tam dofinansowanie sięga około 63 procent – mówi Andrzej Adamek. - Przy funduszu sołeckim trzeba się sporo narobić, przy relatywnie małych zwrocie środków w porównaniu z możliwością uzyskania innych źródeł zewnętrznych - przyznaje Włodzimierz Cybulski z-ca burmistrza Skawina.

To igrzyska dla wójtów

Wciąż blisko 30 procent samorządów nie jest przekonanych do zasadności bezpośredniego angażowania mieszkańców do wydania cześć gminnej kasy.  - Ani sołtysi, ani radni nie występują z taką inicjatywą a oni znają najlepiej potrzeby mieszkańców. Mamy też obawy, czy te pieniądze zostaną rzeczywiście wydatkowane zgodnie z potrzebami wsi. Kiedyś pilotażowo wprowadziliśmy taki fundusz i wiele wiosek nie wiedziało, na co te pieniądze wydać – mówi Mieczysław Szaruga sekretarz gminy Telatyn.

- Dlaczego nie ma u nas funduszu sołeckiego, bo sołtysi nie są tym zainteresowani – mówi Artur Górka, sekretarz gminy Jabłonka.

Krzysztof Iwaniuk wójt Terespola, a jednoczenie wiceprzewodniczący zarządu Związku Gmin Wiejskich Rzeczpospolitej Polskiej uważa, że fundusz sołecki to pretekst dla niektórych włodarzy gmin, aby prowadzić wieczną kampanię wyborczą.

Wylicza, że niepotrzebnie uszczupla środki gminne na inwestycje, które gmina może przeznaczyć na wkład własny do unijnych projektów (w przypadku Terespola to ok. 300 tys. zł). - To dodatkowa biurokracja związana z przygotowaniem i rozliczeniem, co roku 25 inwestycji, bo tyle jest sołectw w gminie. Inwestycji niekoniecznie niezbędnych mieszkańcom. Na spotkaniu, które kiedyś zorganizowaliśmy padały propozycje wybudowania choćby fontanny. Mam wrażenie, że większość ludzi nie ma pojęcia, co można sfinansować za kwotę 30 tys. zł – mówi wójt Terespola.

Krzysztof Iwaniuk przekonuje, że w gminie, którą rządzi już 28 lat infrastruktura jest dobrze rozwinięta, w ustalaniu kształtu budżetu zaangażowani są sołtysi, nie ma więc powodu mnożyć dodatkowych „bytów”. - Nasze społeczeństwo nie jest też jeszcze przygotowane do tej formy aktywności. Taki budżet jest konfliktogenny. Na zebranie wiejskie przyjdzie kilku mieszkańców i podejmuje jakąś decyzję, którą potem 10 innych osób krytykuje. To taka kość niezgody. Sami sołtysi nie są zainteresowani tym funduszem - mówi włodarz Terespola w lubelskim.