LEX EXPERT AI  Jedyny czat AI bazujący na zasobach LEX
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Rok nowy, ale problemy te same. Zalecenia nie do wdrożenia w wielu szkołach

Rok szkolny zaczynamy z nowym bagażem doświadczeń, ale z dokładnie takim samym podejściem jak poprzedni i tymi samymi regulacjami. Uczniowie mają wrócić do klas, ale choć przygotowano zalecenia epidemiczne, to w wielu szkołach nie da się ich w pełni wdrożyć. Wprawdzie MEiN przypomina, że zalecenia to nie prawo, ale nie oznacza to wcale, że ich niewdrożenie jest prawnie obojętne.

dziecko lekcje szkola koronawirus tablica
Źródło: iStock

Wszystkie szkoły mają wrócić do stacjonarnej nauki, a rządzący są przekonani, że nic nie pokrzyżuje planów utrzymania stacjonarnego nauczania do wakacji i to mimo że według epidemiologów zbliża się czwarta fala pandemii koronawirusa. Jest o tyle lepiej, że mamy już szczepionki i część społeczeństwa – w tym około 80 proc. nauczycieli i 20 proc. nastolatków po 12. roku życia zostało zaszczepionych, co jednak absolutnie nie gwarantuje ani całkowitej ochrony przed zakażeniem, ani tego, że nie będą przenosić wirusa. Jeżeli chodzi o resztę, można mieć wrażenie deja vu.

Czytaj: 
Minister zapowiada odbiurokratyzowanie pracy nauczycieli>>
Do szkół trafią wytyczne przeciwepidemiczne, pakiety edukacyjne i stacje dezynfekujące>>

 

Prawnie – powtórka starych regulacji

Ministerstwo Edukacji i Nauki zdecydowało się na utrzymanie przepisów obowiązujących w zeszłym roku szkolnym, a mianowicie rozporządzenia w sprawie szczególnych rozwiązań w okresie czasowego ograniczenia funkcjonowania jednostek systemu oświaty w związku z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19.  

Czytaj w LEX: Szczepienia uczniów przeciw COVID-19 w szkołach i placówkach oświatowych - jak organizować? >

- Nie do końca precyzyjne są pojawiające się w mediach stwierdzenia, że nauka od 1 września będzie odbywała się na zasadach sprzed pandemii – mówi radca prawny Maciej Sokołowski. - Lepiej powiedzieć, że nauka będzie wyglądała tak jak w czerwcu - pod koniec ubiegłego roku szkolnego, kiedy doszło do znacznego poluzowania obostrzeń. W zakresie ogólnych oświatowych przepisów epidemicznych zmieniła się bowiem tak naprawdę tylko jedna cyferka - rozporządzenie obowiązujące już w czerwcu zostało przedłużone do 31 sierpnia 2022 roku, w miejsce 2021 roku. Możliwe jest zatem lokalne przejście na nauczanie zdalne, decyzją dyrektora poszczególnej szkoły po zasięgnięciu opinii organów – dodaje.

 

Rozwiązanie to nie do końca zdawało egzamin w zeszłym roku, bo pojawiały się spore problemy ze skontaktowaniem się, dla potwierdzenia decyzji dyrektora, z Sanepidem, który w czasie pandemii jest mocno obciążony zadaniami – czasem na odpowiedź trzeba było poczekać nawet kilka dni, mimo że sytuacja (np. kontakt z chorym uczniem lub nauczycielem) wymagała szybkiej reakcji.

Resort edukacji informował wtedy kuratorów oświaty, że możliwość przejścia na nauczanie zdalne lub hybrydowe zarezerwowana jest tylko dla wyjątkowych sytuacji – „jeżeli na danym terenie lub w szkole nie ma zagrożenia epidemiologicznego – to opinia ze strony Sanepidu, będzie zawsze negatywna. W związku z powyższym, dyrektor nie będzie miał podstawy prawnej, aby wprowadzić zdalne nauczanie”. Część dyrektorów apelowała o zmianę tej zasady, inni uważali, że wymóg jest sensowny, bo nie zmusza ich do samodzielnego decydowania o materii, na której się nie znają.

- Postulowaliśmy o zmianę przepisów i podtrzymujemy to w tym roku – mówi Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP. - Skoro wszystkie decyzje i tak w zasadzie zrzucono na dyrektora szkoły, to nie widzę powodu, by nie mógł on podejmować samodzielnej decyzji o hybrydowym nauczaniu – dodaje.

Zobacz w LEX: Początek roku szkolnego. Zadania dyrektora - nagranie ze szkolenia >

Wytyczne w wielu szkołach nie do zrealizowania

Resort edukacji we współpracy z Ministerstwem Zdrowia i Sanepidem wydał wytyczne sanitarne dla szkół. Problem w tym, że – jak zwracają uwagę dyrektorzy i rodzice, w większości szkół nie da się ich spełnić. Korytarze są za wąskie, by uczniowie mogli zachować 1,5 m odległości. Nie da się ich też raczej wdrożyć w świetlicach i stołówkach. Zaleca się też m.in., by uczniowie mieli lekcje w jednej sali lekcyjnej i nie kontaktowali się z innymi nauczycielami i uczniami – co jest trudne do realizacji nawet w klasach 1-3, bo i one mają lekcje (religia, języki obce) z więcej niż jednym nauczycielem.

Według Krzysztofa Baszczyńskiego „bańki szkolne” to mrzonka, nie da się ich w ogóle wdrożyć w większych szkołach. - Rząd powinien wyciągnąć wnioski z poprzedniego roku i dostrzec, że to nie zadziała, tymczasem mam wrażenie, że znów wychodzi z założenia, że "mury nie zarażają". Mam nadzieję, że czarny scenariusz się nie powtórzy, ale epidemiolodzy nie są szczególnie optymistyczni, więc powinniśmy się przygotować na taką ewentualność, a nie udawać, że problemu nie ma. Potrzebne są szybkie testy i jednolita platforma edukacyjna, o której stworzenie apelujemy od ponad roku – mówi wiceprezes ZNP.

Zobacz w LEX: Zadania dyrektora we wrześniu - procedury i wzory >

Bardziej optymistyczna jest Ewa Radanowicz, dyrektorka szkoły podstawowej w Radowie Małym. - Mam wrażenie, że już się po prostu przyzwyczailiśmy do takiego stanu, będziemy robić to samo co w czerwcu. Akurat w naszej szkole da się zapobiegać kumulowaniu uczniów na korytarzach. Każda klasa będzie korzystać z jednej sali lekcyjnej, a nauczyciele przemieszczać się będą między nimi. Mamy środki i materiały, mam nadzieję, że jakoś sobie poradzimy – mówi. Dodaje, że bardzo ważne jest odpowiednie podejście do uczniów i nienaciskanie na odrabianie zaległości, które mogły powstać podczas zdalnej nauki. – Taka presja i stres są niepotrzebne i mam nadzieję, że nie pojawią się jakieś odgórne wytyczne w tej materii – tłumaczy.

Sprawdź w LEX:  Ile dni ma dyrektor na wydanie decyzji o potrzebie udzielenia urlopu dla poratowania zdrowia nauczycielowi? >

 

Rodzice się boją

Wiele obaw mają rodzice – część z nich, choć świetnie już zaznajomiona z wszelkimi mankamentami zdalnego nauczania, nie do końca dowierza zapewnieniom, że w szkołach będzie bezpiecznie.  - Szczerze współczuję dyrektorom, którzy znowu zostali pozostawieni sami sobie, i to w sytuacji rosnącego społecznego sprzeciwu wobec pandemicznych zasad. Jak dyrektor zmusi uczniów do noszenia maseczek, kiedy rodzice ich nie noszą i są temu przeciwni, i mogą czuć się bezkarnie? – pyta Katarzyna z Warszawy. Dodaje, że niemożliwe jest dopilnowanie, by dziecko nosiło maseczkę w przestrzeniach wspólnych, a już na pewno, by tej maseczki nie dotykało lub nie wkładało do kieszeni, tym bardziej, że i w tej kwestii przykład idzie z góry. – Wytyczne uniemożliwiają uwzględnienie specyfiki każdej szkoły – małej i dużej, z regionów o zróżnicowanej sytuacji epidemicznej. Szkoły różnią się m.in. zasobami kadrowymi i związaną z tym samodzielnością w realizacji zadań. Nawet jak szkoła ma duże zasoby kadrowe, to nie ma możliwości zrealizować takiego zalecenia: w  miarę możliwości jedna grupa uczniów (klasa) przebywa w wyznaczonej i stałej sali, a do grupy przyporządkowani są ci sami nauczyciele, którzy nie prowadzą zajęć stacjonarnych w innych klasach. Akurat na zespół nauczycieli dla każdej klasy nie stać żadnej placówki, a fizyk i chemik – zwłaszcza w dobie braków kadrowych – uczy nie w jednej, a w kilkunastu klasach – mówi. Nie wyobraża sobie też, że da się zorganizować pracę szkoły tak, by personel pomocniczy nie miał kontaktu z uczniami i nauczycielami.

 –  W wytycznych przeczytałam, że należy ustalić i upowszechnić zasady realizacji zajęć pozalekcyjnych organizowanych w szkole. Nie powinny odbywać się one w trakcie zajęć obowiązkowych szkoły, a po ich zakończeniu. Moi synowie chodzili na szachy w szkole, przed lekcjami i zajęcia informatyczne tuż po swoich zajęciach. W tym czasie jednak inne klasy miały cały czas normalne lekcje, które trwały w ubiegłym roku od o 8 do 18.30. To kiedy będą teraz te zajęcia, o 19 czy o 7 rano? – pyta Maria z Białegostoku.

 

Chore dzieci skazane na izolację

Resort edukacji przedłużył możliwość prowadzenia indywidualnego nauczania w formie zdalnej, co również – jak podkreślają rodzice – ma swoje ciemne strony. - Jestem mamą nastolatka o obniżonej odporności, którego ze względu na przyjmowane leki nie możemy zaszczepić, a zakażenie Covid-19 mogłoby mieć tragiczne skutki – żali się dyrektorka jednej z fundacji. - Od marca 2020 roku nie był w szkole. Liczyłam, że w tym roku szkoły publiczne umożliwią uczniom ze specjalnymi potrzebami zdalny udział w lekcjach prowadzonych w szkole. Robi tak wiele szkół prywatnych. Dziecko znajomych jest alergikiem, i w prywatnej podstawówce ma taką możliwość. Pani włącza laptop, kamerkę, zaprasza ucznia na lekcję, podczas której siedząc w domu, może odpowiadać, zadawać pytania, słyszy, co mówią jego koledzy, a przede wszystkich ich widzi. Mój syn w najtrudniejszym wieku znów jest pozbawiony kontaktu, nikt o nim nie pomyślał – dodaje.

- Wielu rodziców nie zgodzi się ze mną, ale nie rozumie, dlaczego wszyscy na trzy cztery znowu wracają do szkół  – zastanawia się Marek, programista, pracujący z domu, z grupy wysokiego ryzyka zakażenia Covid-19. - Czy nie można by było wprowadzić na początek nauki hybrydowej po to, by nie groziło nam przejście znowu na zdalną? Można przecież zrobić ankietę wśród rodziców i zapytać, którzy uczniowie mogą przez pierwszy tydzień, dwa uczyć się w takim trybie. Mamy już roczne doświadczenie w nauce zdalnej i jestem przekonany, że obok rodziców, którzy nie wyobrażają sobie znowu nauki z domu, są tacy, którzy chętnie się na nią zgodzili. Można byłoby też – tak jak wiosną – ustalić, że uczniowie wracają stopniowo: najpierw najmłodsi, a potem kolejne klasy – mówi.

Zalecenia to nie prawo, można traktować elastycznie

Resort edukacji – bombardowany tego rodzaju pytaniami i wątpliwościami – zapewnia, że wszystko jest w porządku, bo zalecenia nie są przecież przepisami. - To są zalecenia i wytyczne, które będą realizowane przez dyrektorów szkół i nauczycieli w takim zakresie, w jaki jest to możliwe w poszczególnych placówkach oświatowych – mówił minister Przemysław Czarnek.  - To nie są przepisy prawa powszechnie obowiązującego, które by obligowały do ich pełnego zastosowania wszędzie bez względu na okoliczności, ale nasze zalecenia - zaznaczył minister.

Tyle że te zalecenia nie istnieją w prawnej próżni. Radca prawny Maciej Sokołowski tłumaczy, że choć faktycznie nie wywołają wprost odpowiedzialności, to mogą mieć istotne znaczenie przy ocenie niektórych sytuacji. - Nie można ich ignorować, gdyż w razie wątpliwości mogą stanowić wskazówkę, czy jakaś niebezpieczna sytuacja wywołana została brakiem dbałości szkoły o bezpieczeństwo. Oczywiście, mając doświadczenia z wcześniejszego okresu epidemii, musimy być przygotowani na wszelkie zmiany następujące z dnia na dzień, obejmujące cały kraj – ocenia.

Sprawdź w LEX: Czy można obniżyć wymiar zatrudnienia nauczycielowi mianowanemu? >

 

Za granicą też wracają do szkół, ale więcej uczniów zaszczepionych

Do szkół wracają też uczniowie w innych krajach - tyle że w wielu z nich dużo lepiej wygląda kwestia wyszczepienia nastolatków. W Hiszpanii w zeszłym tygodniu zaszczepionych było 62 proc. uczniów w wieku 12-19 lat. I mimo to w dalszym ciągu na terenie szkół będzie obowiązywał nakaz utrzymania dystansu i obowiązek noszenia maseczek. We Francji zaszczepiono 57 proc. uczniów w wieku od 12 do 17 lat (mowa o przyjętej pierwszej dawce), dodatkowo w szkołach wykonywanych będzie ok. 600 tys. testów na Covid-19 tygodniowo. W Niemczech poziom wyszczepienia nastolatków jest podobny jak w Polsce, według danych zaszczepiony jest co mniej więcej co piąty uczeń powyżej 12. roku życia. We Włoszech 90 procent nauczycieli i innych pracowników w szkół we Włoszech otrzymało co najmniej jedną dawkę szczepionki przeciwko Covid-19 lub preparat jednodawkowy.

W Polsce akcja szczepień mocno zwolniła, co może mieć istotny wpływ na sytuację epidemiczną po otwarciu szkół. Fiasko ponoszą zachęty w rodzaju loterii szczepionkowej. - Uważam, że rząd bagatelizuje zagrożenia związane z powrotem uczniów do stacjonarnej nauki. Już rok temu zapewniał, że mury nie zarażają i teraz przekaz jest bardzo podobny, a to woda na młyn dla osób, które nie wierzą w epidemię i w szczepienia. Skoro nie ma powodu do żadnych obaw, nie trzeba robić testów, niewymagane są jakieś szczególne środki bezpieczeństwa, to trudno potem kogokolwiek przekonać, że pandemia to ciągle aktualne zagrożenie - mówi Krzysztof Baszczyński.

 
 

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.

 

 

Polecamy książki oświatowe