Temat budzi mocne poruszenie w mediach społecznościowych - rodzice przerzucają się sposobami na to, by ich dzieci nie padły w nowym roku szkolnym ofiarą "segregacji sanitarnej". Inni - słysząc o takim pomyśle - zacierają ręce, bo obawy przed czwartą falą pandemii sprawiają, że nie darzą przeciwników sczepień zbyt ciepłymi uczuciami.

Czytaj: Od 1 września stacjonarna nauka, ale z możliwością przejścia na nauczanie zdalne>>

 

Plotki na Twitterze

- Słyszałam, że będą szczepienia w szkole i nauka hybrydowa. Do szkoły mają mieć wtedy tylko wstęp zaszczepieni uczniowie - pisze użytkownik Twittera. Inny dodaje, że niezaszczepieni uczniowie nie wrócą do nauki stacjonarnej, ale instruuje syna, by nie mówił, że jest niezaszczepiony, bo to dane wrażliwe.

- Niezaszczepieni nauczyciele nie powinni być dopuszczeni do pracy. A niezaszczepieni uczniowie powinni mieć lekcje zdalne. Jak ja mam chronić moje dzieci przed wirusem COVID w tym kraju? - pyta natomiast zwolennik szczepień. Wtórują mu inni, podkreślając, że zaszczepić się powinien każdy dorosły i dziecko powyżej dwunastego roku życia, jeżeli nie ma ku temu konkretnych przeciwskazań zdrowotnych. - Dlaczego ja lub moje dziecko mamy chorować przez jakichś opętanych pseudonauką antyszczepionkowców, uważam, że szczepienia powinny być obowiązkowe albo - skoro rząd nie zamierza wprowadzić takich przepisów - to osoby niezaszczepione powinny ponosić konsekwencje swoich wyborów i liczyć się z ograniczeniami, w tym również w edukacji - czytamy w dyskusji na Facebook'u.

 

MEiN segregacji nie będzie

Nie wiadomo, skąd popularność takich plotek, bo resort edukacji konsekwentnie utrzymuje, że po wakacjach wszyscy uczniowie wrócą do stacjonarnej nauki - wszyscy, zatem i ci niezaszczepieni. Minister Przemysław Czarnek tłumaczy, że nie ma na razie żadnych planów dotyczących - czy to przymusowych szczepień, czy dzielenia uczniów na zaszczepionych i niezaszczepionych. Zapewniał, że nie widzi też żadnych zagrożeń dla nauki stacjonarnej.

Czytaj: MZ zachęca do szczepień, MEiN określa, jak zorganizować je w szkole>>
 

Na razie zapowiedzi ministra zdrowia nie wskazują też, by szczepienia miały być przymusowe. Jeżeli chodzi o szkoły, to mają się one zaangażować w akcję - w części z nich zostaną utworzone punkty szczepień. W drugim tygodniu września mają zostać zebrane kwestionariusze medyczne od rodziców dzieci, które się do tego czasu nie zaszczepią. Akcja szczepień w wybranym miejscu uzależniona zostanie od liczby chętnych. Odpowiednie służby medyczne będą w tej sprawie współpracowały z dyrektorami szkół i placówek.

 

Segregacja uczniów byłaby szkodliwa, a nauczycieli jest za mało

- Nie wyobrażam sobie, jak miałoby to wyglądać w praktyce - mówi Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.  Rozumiem obawy niektórych rodziców, ale szczerze mówiąc nie wiem, jak miałoby to wyglądać. Zaszkodziłoby to też dzieciom nieszczepionym, bo prowadziłoby do ich wykluczenia. Ucierpiałyby zwłaszcza te najmłodsze - to im najbardziej szkodzi zdalna nauka, a w razie takiego podziału to one na pewno zostałyby w domu, bo przecież w ogóle nie mogą być szczepione. Starsze z kolei i tak nie mają większego wpływu na to, czy są zaszczepione, bo decydują o tym ich rodzice, a to one miałyby ponosić konsekwencje ich decyzji i być narażone na izolację i ostracyzm ze strony rówieśników - mówi.

Dodaje, że pogłębiłoby to negatywne skutki pandemii. Jak podkreśla, nie wyszłoby to też z innych powodów - braki kadrowe w szkołach są ogromne, a mało który nauczyciel uczyłby się jednocześnie zdalnie i stacjonarnie. Nie znalazłaby się też wystarczająca liczba pedagogów, by poprowadzić lekcje na kilka zmian.

 



 

Nie ma podstaw prawnych do podziału

Resort edukacji miałby też bardzo kruche podstawy prawne, by wprowadzić taki podział, a przynajmniej nie na podstawie rozporządzeń dotyczących pracy szkół w czasie pandemii. Jak tłumaczy Prawo.pl, radca prawny Robert Kamionowski, partner w Peter Nielsen & Partners Law Office, choć ustawą covidową minister przyznał sobie bardzo szerokie uprawnienia w kwestii regulowania funkcjonowania szkół w drodze rozporządzenia, nie będzie to podstawa, by w tej formie scedować na dyrektora szkoły uprawnienie do podzielenia uczniów na zaszczepionych i niezaszczepionych i zorganizowania dla nich oddzielnych lekcji.

- Minister musiałby wprowadzić coś w rodzaju nauczania hybrydowego tak, że na terenie szkoły przebywałyby dzieci zaszczepione, a zdalnie uczyłyby się te, które szczepienia jeszcze nie przyjęły - mówi mec. Kamionowski. Dodaje jednak, że takie rozwiązanie budziłoby poważne wątpliwości, co do zgodności z Konstytucją. Wiązałoby się bowiem z ograniczeniem wolności jednostki. - Moim zdaniem wymagałoby to uchwalenia ustawy - uważa prawnik.